Są stadiony, na których niezwykle trudno o zdobycie punktów. Prawdziwe twierdze, gdzie wiele zespołów przyjezdnych przegrywa spotkania już w szatni. Jest także Anfield. Miejsce mityczne i absolutnie magiczne dla Liverpoolu, w którym „The Reds” przy wsparciu trybun, dwunastego zawodnika, dokonują nierzadko niemożliwego. Po wczorajszym meczu podopieczni Jürgena Kloppa stali się zespołem z drugą najdłuższą serią bez porażki na własnym stadionie w historii angielskiego futbolu.
W dobie futbolu zdominowanego przez pieniądze relacje między zawodnikami a kibicami nierzadko są niestety sztuczne. Nic niewarte gesty jak całowanie herbu po strzelonej bramce mają nierzadko na celu tylko budowanie odpowiedniego wizerunku. Podobnie jak podchodzenie do kibiców i dziękowanie oklaskami za doping po zakończonym spotkaniu. To wszystko ma sprawić, że sympatycy poczują się istotną częścią klubu, że kupią bilet, najczęściej nie wiedząc przy tym, że wspomniane gesty są po prostu nieszczere.
Na potwierdzenie tezy najłatwiej przytoczyć przykład PSG. Klubu, który płaci zawodnikom premie etyczne za przywitanie i dziękowanie kibicom po zakończeniu każdego spotkania. Przypadek francuskiego giganta jest skrajny, lecz idealnie pokazuje, jak wypaczone przez pieniądze w niektórych klubach zostały relacje na linii zawodnicy – sympatycy.
Anfield – jedna z ostoi normalności
Na szczęście podobne przypadki (jeszcze?) nie zdominowały świata futbolu. Może z powodu braku środków finansowych na pokrycie podobnych inicjatyw? Choć przyczyna jest oczywiście istotna, to przyjemniej sądzić, iż po prostu niektóre wartości w przypadku większości klubów nadal są zachowywane. Być może to futbolowy romantyzm. Równie łatwo jak skrajny przypadek PSG jest jednak przytoczyć przykład normalności. To Anfield. Stadion, który mimo rządów pieniądza w piłce nadal jest dwunastym zawodnikiem Liverpoolu i największą przewagą.
W przypadku „The Reds” niezwykle łatwo wyczuć zażyłość, jaka obecnie łączy kibiców, zawodników oraz Jürgena Kloppa. Co istotne, bardzo szczerą, bo przykładowo zachowania niemieckiego menedżera są spontaniczne i pełne emocji. Nie do podrobienia. Tak było za kadencji utytułowanego szkoleniowca w Borussii Dortmund, tak jest też obecnie w czerwonej części Merseyside. Jürgen Klopp jednoczy jak nikt inny w futbolu. To tylko przyspieszyło więc zacieśnienie więzi między kibicami, menedżerem i zawodnikami „The Reds”.











