Huh, od czego by tu zacząć… Może zaszaleję i zacznę od… końca. A więc już na samym wstępie wspomnę o tym, że wielu z czytających ten tekst pewnie zwyzywa mnie od frustratów i tym podobnych. Absolutnie będę szanował takie deklaracje, ale też pozwolę się z nimi nie zgodzić, bo przecież każdy ma prawo do swoich opinii.
Przejdźmy więc do sedna. Niby już od jakiegoś czasu panowało przekonanie graniczące z pewnością, że czwartej z rzędu Złotej Piłki żadna siła Messiemu nie odbierze. Mimo to gdzieś tam w środku tliła się nadzieja na to, że zdarzy się cud. Że – nawiązując do słów Jose Mourinho – zapanuje jako taka sprawiedliwość i dwóch najlepszych piłkarzy świata (być może najlepszych w ogóle w historii) będzie mogło się pochwalić w miarę podobnymi indywidualnymi osiągnięciami. – To nie jest normalne, żeby Messi miał na swoim koncie cztery Złote Piłki, a Ronaldo jedną – mówił w październiku ubiegłego roku Jose Mourinho, trener Realu Madryt.

Może niektórzy pamiętają, że nieco ponad miesiąc temu pisałem o nierównej walce równych sobie. Stąd też wyżej mowa o tym, że gdzieś w środku tliła się nadzieja na cud. Po raz kolejny powtórzę, że Messi jest dla mnie obecnie zawodnikiem absolutnie przewyższającym klasą Cristiano Ronaldo. Nie mogę nie zgodzić się jednak z oceną Jose Mourinho. Jak to jest, że Argentyńczyk po raz kolejny sięga po Złotą Piłkę, skoro w minionym roku z tytułów, na które naprawdę powinniśmy zwracać uwagę, zdobył „zaledwie” Puchar Króla? Przed rokiem sytuacja była wręcz identyczna. To Ronaldo bił rekordy strzeleckie, ale jego Real nic z tego nie miał. Teraz Messi zdobył swoje 91 goli, ale jakie miały one znaczenie? Wszak to właśnie „La Pulga” przestrzelił karnego w meczu z Chelsea Londyn, który pchnąłby „Dumę Katalonii” do finału Ligi Mistrzów, a ten na 99% zakończyłby się zwycięstwem Barcelony.
Jak to jest, że ze Złotej Piłki w 2010 roku nie cieszył się Wesley Sneijder, który z Interem Mediolan zdobywał potrójną koronę, a z reprezentacją Holandii awansował do finału mistrzostw świata? Mourinho w swojej wypowiedzi miał wiele racji – Ronaldo nie jest uwielbiany przez media, bo wszyscy zarzucają mu pychę czy arogancję. Portugalczyk i tak ma jednak anielską cierpliwość, bo nie każdy byłby w stanie wytrzymać wysłuchiwanie okrzyków w stylu: „Ten Portugalczyk jest skur…” czy „Zdechnij, zdechnij”, na każdym stadionie w Hiszpanii średnio co pięć minut. Ronaldo na tego typu okrzyki reaguje promiennym uśmiechem i – zgoda – prowokacyjnymi gestami w stronę publiczności. Uważam jednak, że takie zachowanie bardzo często pokazuje wielkość Portugalczyka. Wielu nazywa to arogancją, ale zdecydowana większość z tych wielu po kilku takich akcjach miałaby serdecznie dość. On sam chowa złość w sobie i złość tę przeobraża w złość sportową, którą przecież wielu z nas tak uwielbia. Czy ktoś go uwielbia czy nienawidzi, nie może powiedzieć, że Ronaldo nie jest wielkim piłkarzem.












