Pojedynki 1/8 finału Ligi Europy stały oczywiście pod znakiem ciekawej – patrząc przynajmniej z perspektywy przeszłości – rywalizacji Milanu z Arsenalem. Kiepska dyspozycja gospodarzy sprawiła, że mecz jedynie w pierwszej połowie mógł trzymać w napięciu. Ci, którzy oczekują wyrównanych i emocjonujących starć w spotkaniach rewanżowych, powinni zwrócić swoją uwagę na Kijów, Petersburg bądź Salzburg.
Zabite emocje w hicie?
O ile pierwszą połowę meczu Milanu z Arsenalem faktycznie można było obejrzeć z ciekawością, o tyle druga okazała się piłkarskim bublem. Gościom z Londynu wyraźnie już się nie chciało i w pełni zadowoleni z prowadzenia 2:0 tylko czekali na ostatni gwizdek sędziego. Gospodarze z kolei nie posiadali jakichkolwiek argumentów, aby przedrzeć się przez szczelną defensywę „Kanonierów”. Gra londyńczyków w defensywie zwykle przyprawia o palpitację serca ich kibiców. Tym razem było inaczej.
Triumf na San Siro znacznie poprawił nastroje w zespole Arsenalu, w którym od początku 2018 roku panowała wyłącznie grobowa atmosfera. Dwubramkowe zwycięstwo na terenie wroga daje im pewien komfort psychiczny. Czy jednak aż taki, aby twierdzić, że rywalizacja dwóch utytułowanych, historycznych drużyn została całkowicie zabita?
Biorąc pod uwagę zatracony już dawno temu zmysł taktyczny Arsene’a Wengera, odwrócenie losów dwumeczu przez mediolańczyków wcale nie jest wykluczone. Od gospodarzy spotkania na Emirates Stadium raczej nie ma co oczekiwać fajerwerków. Inaczej niż w przypadku Milanu. Jak na Gennaro Gattuso przystało, walki ze strony jego podopiecznych nie powinno zabraknąć. Jak zresztą w większości tego typu sytuacji, gdy zespół po porażce u siebie musi odrabiać straty. W końcu co im pozostało? – W piłce nigdy nie mów nigdy, więc pojedziemy do Londynu, aby spróbować, a nie na wycieczkę. Jesteśmy Milanem i mamy koszulkę do uszanowania – wyznał po pierwszym starciu z Arsenalem Gattuso. I to credo powinno przyświecać Włochom podczas wyprawy do Londynu.
Niemieckie wahania nastrojów
We własne gniazdo mocno narobili piłkarze Borussii Dortmund. Na Signal Iduna Park doszło chyba do największej niespodzianki, jeśli chodzi o pierwsze spotkania 1/8 finału.
Siedem zabójczych minut pozwoliło Valonowi Berishy i jego Red Bullowi Salzburg wywieźć z Dortmundu niezwykle cenne zwycięstwo 2:1. To nie pierwszy raz, kiedy zespół z Zagłębia Ruhry zawodzi na własnym obiekcie. Na etapie 1/16 finału krwi zawodnikom Petera Stoegera mocno napsuła włoska Atalanta, a wyeliminowanie przedstawiciela Serie A przyszło w ogromnych bólach.











