W meczach grup G i H Ligi Europy bez wielkich sensacji. Metalist łatwo poradził sobie z Malmoe, Austria Wiedeń wyrwała jeden punkt AZ Almaar, Braga rozbiła w pył Maribor, a Birmingham tylko zremisowało z Club Brugge.
Grupa G
Metalist Charków – Malmoe FF
W meczu nieco niespodziewanego lidera grupy G z drużyną zamykającą tabelę faworyt był tylko jeden. Ukraińcy z Charkowa jeszcze w tej edycji Ligi Europy nie przegrali, Szwedzi z Malmoe w pierwszych trzech kolejkach nie uciułali chociażby jednego punktu, dając sobie wbić aż 10 bramek.

Pierwsze minuty rozgrywanego na Ukrainie spotkania wypełnione były głównie faulami, które, wszystko na to wskazywało, były pomysłem przyjezdnych na zatrzymanie przebojowych atakujących Metalista. Zasada była prosta: jeden z gospodarzy ma piłkę – zostaje sfaulowany. Pięć minut, pięć fauli. Gdy chaos towarzyszący pierwszym chwilom meczu zniknął, okazało się, że przewagę mają Szwedzi. Dobrze dokumentuje ją fakt, że zaledwie 180 sekund potrzebowali na wywalczenie i wykonanie, marne niestety, aż czterech rzutów rożnych. W 18. minucie na bramkę Dahlina strzelał Taison, jednak jego uderzenie nie sprawiło wielkich trudności golkiperowi przyjezdnych. W odpowiedzi po dośrodkowaniu z rzutu wolnego wyprowadzić swoją drużynę na prowadzenie próbował Halsti.
Ciągle niezwykle aktywny był Wilton Figueiredo. Brazylijczyk nie tylko bił wszystkie stałe fragmenty, ale też stwarzał zagrożenie w zwykłych akcjach. Czas upływał, a żadna ze stron nie była w stanie zamienić dogodnych sytuacji bramkowych na prowadzenie. Na chwilę przed końcem pierwszej połowy sędzia Matej Jug pokazał pierwszą w pojedynku żółtą kartkę. Za zdecydowanie zbyt brutalny faul obejrzał ją Ricardinho. W 46. minucie na bramkę Vladimira Disljenkovicia strzelał Hamad. Strzelał niecelnie.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia gospodarzy. Już chwilę po gwizdku sędziego oznajmiającym rozpoczęcie gry Metalist wyszedł na prowadzenie za sprawą Taisona. Niespodziewana zmiana wyniku zszokowała nie tylko gości, ale chyba też miejscowych, którzy potrzebowali kilkunastu minut, by otrząsnąć się z szoku i znów groźnie zaatakować. Przyjezdni ze Szwecji ponownie zaczęli z pasją faulować, nie dając Ukraińcom miejsca na rozegranie piłki i uspokojenie gry. Trochę paradoksalnie, jeden z takich fauli skończył się dla Malmoe nieszczęśliwie. Rzut wolny przed polem karnym bramki strzeżonej przez Dahlina wykonywał Taison. Kopnął, trafił. 2:0.
Gospodarze dostali bilet do raju, goście zeszli do piekła, z którego nagle, w 66. minucie, wrócili za sprawą kontaktowego gola Mathiasa Ranegie. Rikard Norling zwęszył szansę na zdobycz punktową i szybko dokonał dwóch zmian. Zdjął Pękalskiego i Larssona, wstawił Aubynna i Mehmetiego, licząc, że świeża krew pozwoli jego chłopcom wyrównać wynik meczu. Minuty mijały, a oni ciągle nie byli w stanie na poważnie zagrozić bramce gospodarzy. Jakby tego było mało, w ostatniej minucie spotkania, po ładnej asyście najlepszego dziś na boisku Taisona, bramkę na 3:1 zdobył Fininho.














