Kilka lat temu wydawało się, że Szymon Żurkowski obok Piotra Zielińskiego ma zdominować środek pola reprezentacji Polski. Transfer do Włoch w 2019 roku za około 4,5 mln euro z Górnika Zabrze do Fiorentiny, miał być skokiem na wyższy poziom. A jednak w sobotę 11 lipca Spezia Calcio oficjalnie ogłosiła rozwiązanie kontraktu z siedmiokrotnym reprezentantem Polski. Umowa obowiązywała jeszcze rok, a roczne wynagrodzenie wynosiło 780 tys. euro netto. Mimo to klub, który spadł z Serie B do trzeciej ligi, postanowił pożegnać się z pomocnikiem. Czy włoski sen Żurkowskiego naprawdę skończył się za nim się naprawdę zaczął?
Patrząc na liczby, trudno mówić o innym werdykcie. W siedmiu latach na Półwyspie Apenińskim Polak rozegrał 122 mecze, strzelił 13 goli i zanotował sześć asyst, w tym pierwszy polski hat-trick w Serie A w styczniu 2024 roku przeciwko Monzy. Jednak ostatni rozdział w Spezii to już czysty koszmar: zaledwie 29 spotkań w trzy sezony, zero bramek, jedna asysta i tylko 31 minut w sezonie 2025/26. Od września 2025 roku wycofał się z powodu naderwania więzadła krzyżowego w kolanie. Teraz ma 28 lat i nie można już mówić o młodym perspektywicznym zawodniku. Oczekuje się rezultatów po latach gry jakby się wydawało na najwyższym poziomie. Teraz ma status wolnego zawodnika i rehabilitację zamiast boiska. Mimo to w tle słychać już szepty o powrocie do PKO BP Ekstraklasy, gdzie polskie kluby chętnie spożytkowałby takiego piłkarza. Pytanie jednak czy Żurkowski jeszcze raz zdoła obudzić tą magię i umiejętności, czy historia jego kariery w Italii definitywnie nie domknęła jego szans na wielką karierę.
Talent, który miał zdominować środek pola
Kilka lat temu w polskiej piłce mówiło się głośno, że Szymon Żurkowski obok Piotra Zielińskiego ma zdominować drugą linię reprezentacji Polski. Transfer do Włoch, który miał być naturalnym krokiem w stronę wielkiej kariery. I przez chwilę tak właśnie wyglądało. Jednak włoska przygoda Żurkowskiego nie potoczyła się tak, jak zaplanowali kibice i on sam. Po trzech sezonach w Spezii, za którą klub zapłacił ponad trzy miliony euro, pomocnik ma na koncie zaledwie 29 meczów, zero bramek i jedną asystę. W sezonie 2025/26 pojawił się na murawie Serie B tylko na 31 minut, a potem zniknął z boisk z powodu naderwania więzadła krzyżowego. 11 lipca 2026 roku Spezia oficjalnie rozwiązała z nim kontrakt, mimo że umowa obowiązywała jeszcze rok. Według TUTTOmercatoWEB, opierającego się na doniesieniach Il Secolo XIX, Żurkowski miał kontrakt o wartości 1,6 mln euro, podpisanego w styczniu 2023 roku. Gdy negocjacje utknęły, klub wybrał arbitraż federacyjny i wygrał.
„Wygraliśmy spór prawny dotyczący Żurkowskiego. Żaden z nich (Żurkowski, Antonucci) nie będzie z nami od poniedziałku”
Od Górnika do Fiorentiny
Na długo przed koszmarem we Włoszech historia Szymona Żurkowskiego zaczęła się w Zabrzu. Wychowanek Górnika, urodzony w Tychach, w latach 2016–2019 budował reputację jednego z najbardziej obiecujących talentów PKO BP Ekstraklasy. Dynamiczny i wszechstronny pomocnik miał wkrótce stanowić o sile reprezentacji Polski. Latem 2019 roku Fiorentina wykupiła go za około 4,5 mln euro. Transfer brzmiał jak naturalny krok na wyższy poziom. Jednak we Florencji Żurkowski wystąpił zaledwie sześciokrotnie. Zbyt mało, by mówić o sukcesie. Klub szybko wypożyczył go do Empoli, gdzie Polak pokazał prawdziwą klasę. 87 meczów, 13 bramek, cztery asysty i mistrzostwo Serie B w sezonie 2020/21. Mimo to Fiorentina nie postawiła na niego na stałe. W styczniu 2023 roku trafił do Spezii najpierw na wypożyczenie, potem na stałe, za ponad trzy miliony euro.

Historia, która nie miała prawa się udać
Latem 2023 roku Spezia Calcio wykupiła Szymona Żurkowskiego z Fiorentiny. Klub niegdyś nazywany „Speziowianką” wierzył, że ma gotowego lidera środka pola. Kontrakt do 2027 roku, 780 tys. euro netto rocznie. Bez obniżki wynagrodzenia nawet po spadku. Brzmiało to jak przemyślany ruch. Reprezentant Polski, autor pierwszego polskiego hat-tricka w Serie A miał zacząć łapać pewne minuty. Jednak od początku historia rodziła wątpliwości. W trzech sezonach Żurkowski rozegrał zaledwie 29 meczów. Zero bramek, jedna asysta, czerwona kartka. W sezonie 2025/26 pojawił się na murawie Serie B tylko na 31 minut, potem zniknął z powodu naderwania więzadła krzyżowego i operacji kolana w Barcelonie. Po spadku do Serie C klub szukał oszczędności, a piłkarz za setki tysięcy euro miesięcznie stał się niewidzialny balastem, którego Spezia chciała się jak najszybciej pozbyć.

Finansowy ciężar kontraktu wcale nie zniknął. Spezia, która zamiast awansować ponownie spadła do Serie C. To rozpoczęło drastyczne cięcie kosztów. Rozmowy o wcześniejszym rozwiązaniu umowy trwały tygodniami. Porozumienie nie wchodziło w grę. Klub wybrał drogę arbitrażu i wygrał. „W sprawie Żurkowskiego zapadło orzeczenie arbitrażowe. Wygraliśmy, więc nie jest już częścią zespołu” — potwierdził dyrektor sportowy Guido Angelozzi. 11 lipca 2026 roku oficjalnie ogłoszono rozstanie. Włoskie media nie owijały w bawełnę. „Storia nata male” — urodzona źle i zakończona bez nadziei. Spezia życzyła Polakowi powodzenia w krótkim komunikacie. Lecz za kulisami padły już dawno decyzje, które przesądziły o losie zawodnika. Żurkowski odszedł jako wolny agent, z kontuzją w tle i pytaniem, czy w ogóle jeszcze kiedyś wróci na poziom, na którym miał grać. Historia ze Spezią nie miała prawa się udać i ostatecznie się nie udała.
Il vantaggio azzurro di Zurkowski, il pari di Okereke nella ripresa; aspettando la sfida di domani in 90 secondi riviviamo la gara del febbraio del 2022 pic.twitter.com/cCTvKNx9dQ
— Empoli Football Club Official (@EmpoliFC) April 24, 2026
Kontuzje, kontuzje i jeszcze raz kontuzje
Jeśli jest jeden wątek, który przewija się przez całą włoską przygodę Żurkowskiego, to właśnie urazy. Od lat kontuzje nie dają mu spokoju. Krótkie okresy dobrej formy przeplatane są tygodniami, a czasem miesiącami, przerw na boisku. W sezonie 2025/26 sytuacja stała się krytyczna. Zaledwie 31 minut w barwach Spezii, potem całkowita absencja. We wrześniu 2025 roku naderwał więzadło krzyżowe w kolanie. Dwa miesiące później przeszedł operację. Klub ogłosił, że zabieg zakończył się sukcesem, jednak termin powrotu na murawę pozostaje nieznany. Mimo to to właśnie kontuzje najbardziej boleśnie obnażają, ile kosztował Żurkowskiego jego włoski sen. Gdyby ciało pozwalało mu grać regularnie, być może historia w Spezii potoczyłaby się inaczej. Być może wciąż mówiłoby się o nim jako o przyszłym filarze reprezentacji Polski. Tymczasem zamiast dominować w środku pola, musi najpierw wygrać walkę z własnym ciałem. Dopiero wtedy może myśleć o powrocie do gry. Jego historia niestety pod tym kątem pokrywa się z karierą innego polskiego piłkarza, który miał umiejętności i szanse, ale kontuzje zniszczyły wszystko. Mowa o Arkadiuszu Miliku.
🚨 Jak donosi „Il Secolo XIX”, Szymon Żurkowski rozwiąże już teraz swój kontrakt ze Spezią Calcio, który obecnie obowiązuje do czerwca 2027 roku, po czym wróci do Polski, gdzie dokończy swoją rehabilitację po operacji prawego kolana.
Co więcej, Szymon ma po tym wszystkim… pic.twitter.com/UVLk6zZqM8
— Kamil Pawelczyk – Transfery Piłkarskie Oficjalnie (@pawelczyk_tpo) May 17, 2026
Widzew, Górnik, a może ktoś inny?
Na razie priorytetem jest rehabilitacja. Dopiero potem decyzja o klubie. Medialne doniesienia łączą Żurkowskiego z powrotem do PKO BP Ekstraklasy. W ostatnich latach coraz częściej staje się przystanią dla Polaków wracających z zagranicy. Naturalnym kandydatem wydaje się Górnik Zabrze. jako wychowanek klubu pomocnik ma sentymentalną więź. Tyle że Michał Siara, członek zarządu Górnika, wypowiedział się ostrożnie, mówiąc, że jest on „fajnym piłkarzem”, ale nie ma na boisku pozycji dla fajnych graczy. Dziś Górnik jest też w innym miejscu niż pamięta go jeszcze Żurkowski. Walczy o zupełnie inne cele, co skutecznie utrudnia mu taki ruch.
🚨 Negocjował i wynegocjował. Szymon Żurkowski został wolnym zawodnikiem.
Rozwiązał właśnie umowę ze Spezią Calcio z Serie C.
Ekstraklasa czeka. Kiedy, jak nie teraz?
Szymon Żurkowski w minionym sezonie rozegrał przez kontuzje zaledwie 1 spotkanie (30 minut). pic.twitter.com/5Vy1OcxkSp
— Kamil Pawelczyk – Transfery Piłkarskie Oficjalnie (@pawelczyk_tpo) July 11, 2026
W grę wchodzi też Widzew Łódź, który chce ściągnąć Żurkowskiego jako trzeciego po Drągowskim i Wiśniewskim byłego zawodnika Spezii. Sęk w tym, że sam klub walczy o utrzymanie w elicie. Już teraz Widzew wydaje horrendalne jak na polskie realia kwoty na zawodników i ich pensje. Kolejny drogi piłkarz, który nie gwarantuje gry byłby tylko obciążeniem. Dla samego Szymona Żurkowskiego, który jeszcze w 2022 roku regularnie pojawiał się na zgrupowaniach reprezentacji, klub walczący o przetrwanie nie brzmi jak idealny scenariusz. Patrz Kacper Urbańsk, który po odbiciu od Włoch przyszedł do Legii, a było tylko gorzej.
Szymon Żurkowski wróci do Polski. Piłkarz otrzymał oferty https://t.co/KAuwC47yqO z Wieczystej oraz Wisły Płock. Na ten moment najbliżej beniaminka z Krakowa. #PiłeczkiNews
— z (@Asmerinhooo2) July 13, 2026
Włoskie źródła wspominają natomiast o Cisternie lub Virtus Entella. Klubach niższego szczebla, gdzie mógłby odbudować formę z dala od presji Serie A. Ostatecznie wszystko zależy od zdrowia i tego, czy znajdzie trenera gotowego zaufać mu na tyle, by odzyskał rytm meczowy. Patrząc na całą karierę, Żurkowski nie jest piłkarzem bez osiągnięć. Jednak potencjał nigdy nie przekształcił się w stabilną wielkość. Teraz przed nim nie wielki powrót do światła reflektorów, lecz spokojna, metodyczna odbudowa. Odpowiedź gdzie jest Żurkowski przyjdzie dopiero na boisku. Nie w mediach społecznościowych i nie w arbitrażowych orzeczeniach.