Jak powszechnie wiadomo, praca trenera to praca niewdzięczna, szczególnie w Valencii. Tam stolik trenera jest gorący, a do tego dochodzą jeszcze wielkie wymagania kibiców. Jak trudne to zadanie, przekonali się już Nuno i Gary Neville. Następny w kolejce miał być Pako Ayestaran, jednak świetna forma jego drużyny dała nadzieję, że być może Hiszpan zadomowi się w Valencii na dłużej. Co jest jego receptą na sukces i czy w ogóle ma szansę na większą karierę?
Pamiętacie poprzedni sezon Valencii? To musiał być naprawdę świetny czas dla fanów tej ekipy. Świetna gra w lidze i ostatecznie czwarte miejsce dały kwalifikacje do gry w Lidze Mistrzów. Wydawać się mogło, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Były pieniądze (Pater Lim), trener (Nuno) i grupa piłkarzy, która mogła osiągnąć sukces. O tym, jak udany był dla niej tamten sezon, niech świadczy fakt, że ekipa portugalskiego szkoleniowca u siebie doznała tylko jednej porażki – z Barceloną, a jedyny gol padł dopiero w 93. minucie. Po udanym sezonie Valencia zaczęła przygotowania do następnego, w którym czekała ją rywalizacja w europejskich pucharach. Wszystko jednak posypało się jak domek z kart, Nuno zaczął wprowadzać dyktaturę, a piłkarze bez feelingu nie prezentowali już dawnego poziomu.
Aż w końcu nadszedł czas pożegnania. Po przegranej z Sevillą Nuno pożegnał się z klubem, a jego następcą został…doświadczony na ławce trenerskiej Gary Neville. Angielski ekspert stacji Sky Sports miał przede wszystkim odbudować morale zawodników i nawiązać z nimi dobry kontakt. I tu pojawia się pierwszy problem. Bariera językowa. W lidze hiszpańskiej, co zaskakujące, naprawdę mało zawodników potrafi porozumiewać się po angielsku, co mocno odbiło się na Valencii. Po jakimś czasie pojawiały się opinię, że Anglik to największy niewypał i były gracz United nie poradzi sobie na tyle dobrze, aby przetrwać do końca sezonu. I stało się, Peter Lim po FATALNYM okresie (w lidze: trzy zwycięstwa, osiem porażek, pięć remisów) zwolnił Garego Neville’a. Zaczęto zastanawiać się, kto mógłby poprowadził ten zasłużony klub w następnych rozrywkach, bo przecież Pako Ayestarán miał być tylko tymczasowy…
https://twitter.com/FRfutbolChris/status/715208697732022272
Tymczasowy, a jednak na stałe?
Jak już wspomniałem, Pako miał być tylko tymczasowym trenerem, który postara się ustabilizować drużynę. Spadek nie wchodził oczywiście w grę, a pucharów nikt nie wymagał. Valencię przejmował, gdy ta zajmowała 14. pozycję w tabeli. Na sam start doznał porażki z Las Palmas, jednak potem było już tylko lepiej. W następnej kolejce po fenomenalnej pierwszej połowie Pako pokonał Sevillę (2:1), czyli pierwszy sukces zaliczony. Największy jednak miał nadejść w spotkaniu z Barceloną. Tak, tą Barceloną. Na Camp Nou Valencia jechała jak na ścięcie, bo „Duma Katalonii” była podrażniona ostatnimi wpadkami i miała roznieść swojego przeciwnika. Stało się jednak inaczej i zespół z Mestalla dokonał, wydawać się wtedy mogło, niemożliwego, wygrywając ponownie 2:1. Do udanego okresu trzeba dodać późniejszą wysoką wygraną z Eibar i remis z Getafe. I tak oto z dołu tabeli Valencia znalazła się na górze, a dokładnie na ósmym miejscu.











