27 maja na Stadio Olimpico w Rzymie odbędzie się finał Ligi Mistrzów. Zagrają ze sobą mistrz kontrataku, Manchester United oraz geniusze ataku pozycyjnego i finezji, FC Barcelona. Przypomnijmy sobie, jak wyglądała tegoroczna edycja Ligi Mistrzów.
Finał, czyli coś wielkiego
Kibice oczekują wspaniałego zakończenia emocjonującego sezonu. Finał to coś więcej niż tylko mecz. To zwieńczenie kilkumiesięcznych zmagań piłkarzy, to wisienka na wspaniałym torcie, jakim są dla wszystkich kibiców piłki nożnej rozgrywki Champions League. Barcelona czy Manchester? Finezja i polot czy twardy brytyjski futbol? Żółtodziób, jakim w trenerskim fachu jest Guardiola, czy nestor światowej piłki Alex Ferguson? Kto okaże się najlepszą piłkarską drużyną Europy sezonu 2008/2009? Odpowiedzi na te i inne pytania poznamy 27 maja.
Kilku faworytów
Jak zwykle faworytami rozgrywek byli „wielcy” europejskiej piłki. Drużyny Barcelony, Realu Madryt, Chelsea, Manchesteru United, Lyonu, Liverpoolu i Interu, co roku pretendują do zwycięstwa. Katalończycy musieli jednak przebrnąć najpierw przez trzecią rundę eliminacji i pokonać w dwumeczu Wisłę Kraków, by dołączyć do reszty drużyn, które były pewne udziału w fazie grupowej.
„Czerwone Diabły” marzyły o obronie tytułu, który wywalczyły przed rokiem. Ta sztuka nie udała się jeszcze żadnej drużynie i United chcą być pierwsi. Real dążył do przełamania fatalnej niemocy, która nie pozwoliła im cztery lata z rzędu przejść przez 1/8 finału. Przydomek „Królewscy” od kilku lat nijak nie przystawał do postawy Realu w najbardziej elitarnych klubowych rozgrywkach. Z kolei Inter liczył, że wreszcie uda mu się wygrać coś poza Italią, a ogromne pieniądze, które w klub inwestuje Massimo Moratti, wreszcie zwrócą się w postaci trofeum.
Chelsea miała wziąć odwet za zeszłoroczną porażkę w finale, Liverpool wiedział, że jest drużyną typowo pucharową, której ligowa dyspozycja jest często zupełnie inna od tej prezentowanej w Lidze Mistrzów. Po cichu na zwycięstwo w Champions League liczyli też piłkarze Olympique Lyon.
Faza grupowa i 1/8 finału, czyli łzy w Mediolanie i Madrycie
Przez fazę grupową przebrnęli wszyscy faworyci, czyli obyło się bez większych niespodzianek. W 1/8 finału los skojarzył w jednej parze między innymi Inter z Manchesterem, Real z Liverpoolem i Chelsea z Juventusem. Pewne było to, że w ćwierćfinałach zabraknie trzech wielkich drużyn. Czy Real znów utknie w 1/8 finału? Czy Manchester nadal będzie mógł marzyć o obronie tytułu? Odpowiedzi na te pytania poznaliśmy po meczach rewanżowych 10 i 11 marca. Fani Interu znów musieli przełknąć gorycz porażki i obejść się smakiem, bo podopieczni Murinho nie sprostali „Czerwonym Diabłom”. Nawet charyzmatyczny portugalski trener musiał przyznać się do porażki.
Ale nie tylko kibice Interu byli załamani po meczach 1/8 finału, bo płakali także fani Realu. Liverpool rozbił u siebie w rewanżu klub ze stolicy Hiszpanii aż 4:0 i marzenia o ćwierćfinale, „Królewscy” musieli odłożyć na następny sezon. Cała piłkarska prasa piała z zachwytu nad klasą Liverpoolu i kunsztem trenerskim Rafy Benizteza. Ponadto Chelsea pokonała Juventus, a faworyzowana Barcelona rozprawiła się z Lyonem.









