Wydawał się mało sprytny, jak większość napastników w ekstraklasie. Miał być jednym z wielu, specjalnie się nie wyróżniał, mało strzelał, a asyst miał tyle, co kot napłakał. Jeszcze wczoraj kibic zapytany o Kamila Wilczka pewnie nawet nie wiedziałby, gdzie gra
. Dziś wszystko się zmieniło.
Wilczek został królem strzelców ekstraklasy z dwudziestoma bramkami na swoim koncie. Były już napastnik Piasta Gliwice uwierzył w siebie. W to, że wyróżnia się na tle innych graczy w polskiej lidze. Już w 2011 roku założył się z rzecznikiem Zagłębia, że w rundzie wiosennej strzeli pięć goli. Nie udało się, ale dziś ta liczba budzi już tylko śmiech, bo trzy razy strzelił z samą Legią, a cztery z Bełchatowem.
Nie tylko skutecznością imponował Wilczek. Niedługo do kin wejdzie nowy film
z uniwersum Terminatora. Tajemnicą poliszynela jest, że jedną z głównych ról dostał właśnie Wilczek, ale występu w tym widowisku zabronił mu ponoć Zdzisław Kręcina. A mówiąc bardziej serio, to były już napastnik Piasta Gliwice zachwycał grą tyłem do bramki, wręcz miażdżeniem obrońców rywali, przepychając się niczym… Robert Lewandowski. Niektórzy zadają sobie pytanie, dlaczego Nawałka pomija w powołaniach do reprezentacji Polski
króla strzelców i najlepszego piłkarza rozgrywek według piłkarzy ekstraklasy.
Pamiętajmy jednak, że Wilczek wiele bramek ze swojego dorobku strzelił drużynom nic w naszej lidze nieznaczącym. Tak mało wartych uwagi jak sam Piast Gliwice, który przez siedem kolejek grał z równie miernymi. I właśnie ten podział tabeli ułatwiło zadanie podwyższenia swojego dorobku strzeleckiego przez Kamila. I tu mamy pierwszy zasadny przytyk w stronę króla strzelców. Powołanie na mecze z Gruzją i Grecją otrzymał Patryk Tuszyński, zawodnik Jagiellonii Białystok. Ten strzelił 15 bramek i w zasadzie można powiedzieć, że to jest jakieś tam osiągnięcie, bo „Jaga” miała na swojej drodze dużo trudniejszych rywali. W podobnej sytuacji był Paweł Brożek, który zdobył tyle samo bramek co powołany Tuszyński, ale naturalnie na powołanie nie powinien liczyć, bo żaden gracz z tej pozycji w ekstraklasie nie ma szans w rywalizacji o miejsce z Robertem Lewandowskim i Arkadiuszem Milikiem, a tym bardziej tak wiekowy gracz jak „Brozinho”.











