Zazwyczaj piątkowe menu proponowane przez PKO BP Ekstraklasę zawiera dwie pozycje – późnopopołudniową i wieczorną. Dzisiaj mogliśmy zasiąść tylko do kolacji, a tam nie byle co. Starcie dwóch Wiseł, krakowskiej i płockiej, w stolicy Małopolski.
Piątek z PKO BP Ekstraklasą. Tylko i aż dwie Wisły
Wisłą bardziej atrakcyjną przed konfrontacją wydawała się ta krakowska. Ofensywni beniaminkowie, dotychczasowe spotkania niezwykle zjawiskowe – non stop wysokie tempo, co chwilę polowanie na gola, bez zbędnych kalkulacji, strachu przed piłką. Otwarty, romantyczny, szalony futbol. Tym „Biała Gwiazda” nam zaimponowała na start PKO BP Ekstraklasy.
Wisła Płock to już nieco inna historia. Większą rolę odgrywają stałe fragmenty gry, próby z kontrataków, cierpliwość i dyscyplina w defensywie. Czy było ryzyko, że gospodarze będą walić głową w mur i Krakowianie z czasem z bezradności stracą ofensywną moc? Jak najbardziej, ale raczej mylne. Szybko strzelony gol uruchomił zawodników z Płocka.
Hiszpańskie show w starciu Wisły Kraków z Wisłą Płock
Autorem gola otwierającego wynik był Angel Rodado. To była jego pierwsza bramka w PKO BP Ekstraklasie. Padła po rykoszecie, ale Hiszpanowi nie można odbierać instynktu strzeleckiego, zwłaszcza że przez cały mecz dochodził do sytuacji, a jego strzały wcale złe nie były. Nie minął kwadrans, a po świetnym podaniu Daniego Pacheco w sytuacji sam na sam znalazł się Said Hamulić. Pewnie strzelił, doprowadzając do wyrównania w 28. minucie starcia.
Wokół dyspozycji Bośniaka narosło wiele obaw. Jego występ z dawnym pracodawcą Widzewem Łódź przysporzył niemało wątpliwości. Było to zdecydowanie złe spotkanie, Hamulicia skreślano, zwłaszcza że nie tak dawno wracał do PKO BP Ekstraklasy jako piłkarz Widzewa i znów jego powrót nie wypalił. W pierwszej połowie był aktywny, szukał piłek, znajdował się w polu karnym, był gotowy do wyjść jeden na jeden. Niekiedy o niepowodzeniu zaważyła zła decyzja, czasem Hamulić przegrywał pojedynek o piłkę, ale było go więcej niż zazwyczaj, obrońcy Wisły musieli na niego uważać, a co najważniejsze, strzelił wreszcie gola.
Chwilę później dobrze do Jordiego Sancheza zagrał Alan Uryga. Jego podanie Hiszpan zamienił na gola, tym samym zaliczając bramkę w trzecim meczu z rzędu. Świetny to był mecz w wykonaniu snajpera. Defensywa Wisły Płock, na papierze przecież całkiem solidna, miała niemałe problemy, by uporać się z nim czy Angelem Rodado. I jeden, i drugi dochodzili do sytuacji, groźnie ustawiali się w polu karnym i otrzymywali piłki.











