Po spotkaniu rozegranym na stadionie przy ulicy Bukowej w Katowicach trenerzy zostali jak zwykle poproszeni o wypowiedzi na konferencji prasowej. Szkoleniowcy zgodnie przyznali, iż mecz był podzielony na dwie odsłony sprzyjające raz jednej, a raz drugiej ekipie. Z tym, że tylko jedna drużyna w dziewięć minut zdobyła trzy gole i punkty zabrała ze sobą do Łodzi.
Sfrustrowania przebiegiem meczu nie krył trener Wojciech Stawowy. – Nie można wygrać meczu, jeśli się gra tylko przez 45 minut, a dziś GKS grał tylko w pierwszej połowie. W naszą grę wkradły się stare grzechy. ŁKS po zdobyciu trzech bramek kontrolował wydarzenia na boisku, a my – mimo utrzymywania się przy piłce – nie stwarzaliśmy zagrożenia. W pierwszej połowie graliśmy dobre spotkanie i mogliśmy już wtedy rozstrzygnąć ten mecz – ujawnił swoje przemyślenia szkoleniowiec „Gieksy”.

Były trener między innymi Cracovii czy Arki Gdynia odniósł się także do straconych goli. – Co do straconych bramek, to ja powtarzam, że zawsze padają po błędach, ale analizę gry poszczególnych piłkarzy zostawię na później i w szatni się do tego ustosunkuję. Zawsze wygrywa i przegrywa zespół. Prawda jest jednak taka, że obu goli ze stałych fragmentów gry można było nie stracić – poczęstował dziennikarzy enigmatyczną wypowiedzią trener drużyny z Katowic.
Trener Łódzkiego Klubu Sportowego przyznał natomiast, iż jego zawodnicy zasłużenie zwyciężyli na śląskiej ziemi, gdyż skrupulatnie analizowali grę katowickiego zespołu. – Mieliśmy dużo szczęścia, że wcześniej oglądaliśmy GKS kilkakrotnie. Bardzo nam pomogły pierwsze mecze transmitowane przez telewizję, bo dzięki nim zauważyliśmy, że GKS popełnia błędy. Wiem, że sztab szkoleniowy pracuje mocno nad tym, żeby je wyeliminować, ale jeszcze w meczu Sandecją widać było, że na razie się nie udało. My dziś strzeliliśmy trzy bramki, które zostały zdobyte bez błędów drużyny gospodarzy – skwitował krótko trener Andrzej Pyrdoł.











