Juventus po raz dziewiąty w tym sezonie triumfuje w rozgrywkach włoskiej ekstraklasy. Zwycięstwo nad Sassuolo to kolejny sukces Andrei Pirlo w roli szkoleniowca „Starej Damy”. Dzięki tym trzem punktom turyńczycy ciągle pozostają w czołówce Serie A. Futbol jest niesprawiedliwy, bo właśnie w takich słowach za kilka lat będzie się wspominało ten mecz.
W piłce nożnej, jak w każdym sporcie, najważniejsze jest zwycięstwo. Często mówi się, że nieważne, w jakim stylu grała drużyna, bo za kilka lat kibice i tak będą pamiętać tylko wynik. Drużyna Juventusu chyba wzięła sobie tę zasadę do serca podczas meczu z Sassuolo. Mimo rozegrania całej drugiej połowy z przewagą jednego zawodnika ekipa „Starej Damy” była daleka od dominacji na boisku. Mimo to turyńczycy wygrali to spotkanie dwiema bramkami. Skoro w przyszłości nikt nie będzie o tym pamiętał, to warto teraz omówić, w jakim stylu drużyna Andrei Pirlo radzi sobie z przeciwnościami losu w tym sezonie.
Co nie gra w Juventusie?
Brak koncentracji w środkowej obronie oraz statyczne rozgrywanie piłki przez pomocników. To chyba główne zarzuty przeciwko obecnej drużynie Juventusu. Turyńczycy w tym sezonie tylko trzy razy potrafili zachować czyste konto. Do bramki „Starej Damy” trafiali nawet napastnicy Spezii czy Benevento. Mimo że De Ligt świetnie spisuje się w roli podstawowego środkowego obrońcy, to jest on nękany przez problemy zdrowotne. Najpierw uraz pleców wykluczył go z gry na sześć ligowych spotkań, a teraz Holender został zakażony koronawirusem. Jego koledzy z linii defensywnej próbują go zastąpić, ale nie zawsze wystarcza im koncentracji, by tego dokonać. Legendarny obrońca „Juve” Giorgio Chiellini w tym sezonie z powodu różnych urazów rozegrał tylko trzy spotkania w Serie A. Wszystko w ryzach trzyma jeszcze jego odwieczny kompan Leonardo Bonnuci, ale 33-latek sam nie uniesie całego ciężaru środka defensywy.
Problemem Juventusu jest również brak środkowego pomocnika, który swoją wizją i kreatywnością mógłby kierować rozgrywaniem piłki w ofensywie. W zeszłym sezonie w zespole z Turynu najwięcej asyst zaliczył Paulo Dybala. Jednak w obecnych rozgrywkach Argentyńczyk jest cieniem piłkarza, którego mogliśmy oglądać jeszcze kilka miesięcy temu. Na swoją pierwszą bramkę w tej kampanii 27-latek musiał czekać aż do 11. kolejki. Od tego czasu można mówić o powolnym odradzaniu się Dybali, jednak do formy, którą prezentował przez ostatnie lata, jeszcze mu daleko. Ale przecież nie tylko on umie celnie podać w drużynie „Starej Damy”. Lecz kiedy dowiemy się, że drugie miejsce pod względem asyst w zeszłym sezonie zajął, grający teraz w Barcelonie, Miralem Pjanić, to cała sytuacja nie wygląda już tak różowo.











