Wisła Płock w pierwszych kolejkach spłatała reszcie ligi niemałego figla. Zespół wszedł w sezon z grubej rury, ale przecież kiedyś musiało się to wszystko skończyć. „Nafciarze” są poukładaną drużyną z trenerem, który świetnie przygotował ją do sezonu, ale bez przesady. Nie napiszemy, że czekaliśmy, kiedy przyjdzie zadyszka, ale takowa była nieunikniona. Szkoda, że Wisła Płock trochę na własne życzenie wpadła w dołek.
Pierwsze kolejki to absolutna konsternacja. Płocczanie kręcili wszystkimi i wszędzie. Pojechali na teren mistrza Polski – spuścili im manto, pokonali bez problemu beniaminków, świetnie radzili sobie z pucharowiczami. Byli po prostu najlepszą, najefektowniejszą i najprzyjemniejszą drużyną do oglądania. Mówiły o tym tabela i bilans bramkowy – 1. miejsce i stosunek goli 18:5. Nie na co dzień czeka się na mecz Wisły i spodziewa fajerwerków.
Z takimi drużynami trzeba jednak obchodzić się jak z jajkiem i cieszyć się tym, co w danym momencie prezentują. Inni tylko obserwowali wyczyny „Nafciarzy” i liczyli, że coś się w końcu zepsuje i załamie. Niestety, ale było to nieuniknione. Wisła Płock musiała obniżyć loty, choć oczywiście nie było tak, że zespół Pavola Stano wygrywał na wyrost. Absolutnie nie. Drużyna z Płocka wydawała się nie mieć słabych punktów, dlatego wszyscy robili wielkie oczy na widok ich gry. Przyszło jednak małe zachwianie, które spowodowało, że Davo i spółka czekają na zwycięstwo już cztery spotkania.
Problemy sportowe i pozasportowe
Wisła Płock to idealny przykład na to, że jak idzie, to idzie. Wielkość zespołu poznaje się jednak po tym, jak radzi sobie z problemami i wychodzi z kryzysu. Pokazuje to w tym sezonie choćby Lech Poznań. Atmosfera wokół „Nafciarzy” zrobiła się w pewnym momencie niesamowicie pozytywna. W końcu Płock pokazał, że oprócz piłki ręcznej piłka nożna również może stać na niezłym poziomie. Zrobiła się moda na piłkarską Wisłę. Głównie dzięki wynikom, ale to wszystko napędzało piłkarzy na boisku.
Wszystko żarło, dopóki nie pojawiły się przeciwności losu. Pierwsza to głupota Rafała Wolskiego. Takie rzeczy jak jazda samochodem po pijaku przez jednego z zawodników muszą wpłynąć na atmosferę w szatni. Nikt nam nie wmówi, że ta wiadomość nie wstrząsnęła drużyną. A i Rafał Wolski stracił w oczach wszystkich. Poza tym środkowy pomocnik obecnie pauzuje za niesportowe zagranie z meczu z Górnikiem, kiedy poniosły go nerwy w pojedynku z Erikiem Janzą. Nieobecność lidera osłabiła zespół Pavola Stano, a sam piłkarz nie ma najłatwiejszych ostatnich tygodni, co może oznaczać, że będzie mały problem z tak fantastyczną grą jak w pierwszych kolejkach.











