Sytuacja hiszpańskich klubów w LM po pierwszych meczach fazy pucharowej nie jest zbyt ciekawa. Trzy przegrały swoje mecze, a jeden zremisował. Przy obecnej formie można stwierdzić, że jedynym klubem, który ma w miarę spore szanse na awans, jest Real Madryt. „Królewscy” zremisowali u siebie bramkowo z Manchesterem United, jednak swoją formą udowodnili, że w Anglii mogą strzelić przynajmniej jedną bramkę. W złym położeniu są Malaga i Barcelona, które wyjazdowe spotkania przegrały odpowiednio 0:1 i 0:2. Najgorszą sytuację ma jednak Valencia, która na własnym stadionie uległa PSG 1:2, aczkolwiek i ona ma niewielkie szanse. Jak sprawa się potoczy w rewanżowych spotkaniach? Scenariuszy jest pięć. Do kolejnej rundy mogą przejść jeden, dwa, trzy czy cztery zespoły albo żaden. Czy Hiszpanie będą solidarni w myśl zasady jeden za wszystkich, wszyscy za jednego? Czy jakikolwiek klub z Primera Division przejdzie 1/8 finału pucharu Ligi Mistrzów?
1. Tytanomachia, czyli starcie gigantów
Xabi Alonso, mózg Realu Madryt (fot. Marca.com)
Pojedynek Realu Madryt z Manchesterem United śledzi cały piłkarski świat (z wyjątkiem Dortmundu, Doniecka i… Polski). Nic dziwnego, gdyż jeden i drugi zespół dysponuje działami o ogromnej sile rażenia. Na ławce mistrza Hiszpanii i wicemistrza Anglii zasiadają najwięksi z największych trenerów ostatnich lat. Od Mourinho i Fergusona będzie zależał los awansu, podobnie jak w greckiej mitologii od tytanów i bogów zależał los Ziemi. Po pierwszym meczu to Manchester jest w lepszym położeniu. Nie można jednak przekreślać szans madryckiej drużyny. Myślę, że Real trafi przynajmniej raz do siatki. Pytanie tylko, jak na to odpowie Manchester. Trudno przewidzieć scenariusz meczu, podobnie jak składy, gdyż obaj szkoleniowcy to genialni stratedzy, którzy w okamgnieniu potrafią wcielić w życie plan B, C, a nawet i Z, gdy zajdzie taka potrzeba. Podejrzewam, że początek spotkania nie będzie różnił się znacząco od meczu rozgrywanego w Madrycie. Real będzie atakował, Real będzie napierał, Real będzie strzelał zza pola karnego. „Czerwone Diabły” będą się bronić i starać się wyprowadzać kontry. Bramka dla United nie zamyka meczu, bo „Królewscy” muszą tak czy siak strzelić przynajmniej jedną. Gdy jako pierwszy strzeli zespół z Hiszpanii, wtedy mecz zmieni swoje oblicze. To ekipa Fergusona będzie musiała atakować, a Madryt będzie mógł robić to, co umie najlepiej na świecie – kontratakować.
Alex Ferguson, czy tym razem zaskoczy Jose Mourinho? (fot. Marca.com)
Właśnie gra z kontry jest wyznacznikiem siły Realu. Wtedy trójząb Posejdona może uderzyć z huraganową furią, druzgocząc defensywę rywali, a Cristiano ma miejsce, aby oddawać piorunujące strzały. Czy jednak Portugalczyk jest w stanie samemu rozstrzygnąć losy meczu niczym Zeus? Kiedyś do awansu potrzebna była współpraca Redondo z Raulem czy brazylijskiego Ronaldo z pozostałymi „Galacticos”. Dzisiaj żaden z napastników Realu (poza młodziutkim Moratą) nie jest w formie. Higuain i Benzema plączą się bez celu, tak że siłą rzeczy gra spoczywa na barkach „CR7”. Mecz będzie z pewnością wyrównany, a o końcowym wyniku zadecydują detale, takie jak błędy obrony czy dyspozycja dnia.
Mój typ: Manchester United 1:2 Real Madryt i awans „Królewskich”
2. Ogień prometejski
Ezequiel Lavezzi, pod nieobecność Zlatana może okazać się katem (fot. Marca.com)
Valencia uległa na własnym stadionie PSG i przed rewanżem jest w najgorszej sytuacji ze wszystkich drużyn hiszpańskich grających w Lidze Mistrzów. Hiszpanie formą również nie zachwycają. Ostatnie dwa mecze to remisy z drużynami z o wiele mniejszym potencjałem. Czy ekipę „Nietoperzy” stać na zwycięstwo? Wynik 1:2 to nie jest 0:5 i można postarać się w Paryżu o sensację. Wszystko jest w rękach Ernesto Valverde. Jeżeli uda mu się zmobilizować odpowiednio zespół, wzniecić ogień nadziei, to klub z Estadio Mestalla może dokonać przełomu, nawet bez chociażby półbogów w szatni. O ile łatwiej byłoby o remontadę, gdyby w Valencii grali jeszcze David Villa i Silva czy wielki Gaizka Mendieta.
Czy Roberto Soldado będzie miał powody do zadowolenia? (fot. Marca.com)
Naprzeciwko staną obrzydliwie bogaci herosi z Carlo Ancelottim, tytanem defensywy na czele. Dużym osłabieniem dla paryżan jest brak Zlatana Ibrahimovicia, kolosa o sile i sprycie Herkulesa. Można się spodziewać jednak Thiago Silvy, który stanowi o sile formacji defensywnej PSG. Zespół Włocha ma kim straszyć w ofensywie. Lavezzi czy Pastore to znane nazwiska, które budzą respekt w Europie. Zespół z Hiszpanii nie ma wyjścia i musi zaatakować od pierwszych minut, nie może się jednak zbyt mocno otworzyć, żeby nie nadziać się na kontrę. Wszyscy pamiętają bowiem niedawną manitę z Realem. Siła Valencii leży w środku pola w duecie Banega – Canales. Jeżeli wejdą na wyżyny swoich umiejętności, a skutecznością popiszą się chimeryczni Soldado i Jonas, to na zespół z Paryża spadną plagi jak z otwartej puszki Pandory. Ancelotti dowodzi jednak bardziej efektywnymi zawodnikami i jest zbyt dobrym trenerem, żeby dać się oszukać.
Mój typ: PSG 2:0 Valencia CF i awans PSG
3. Wojna trojańska
Czy Messi zaczaruje Milan? (fot. Marca.com)
W przyszłym tygodniu zmierzą się ze sobą wielkie drużyny z Hiszpanii i Włoch, które poza trofeami dzieli prawie wszystko. Barcelona od kilku lat wyznacza trendy w światowej piłce. W tak krótkim czasie zdobyła więcej pucharów niż większość klubów w całej swojej historii. To właśnie Katalończyków chcą zepchnąć z piedestału inne światowe mocarstwa z Realem, Manchesterem i Bayernem na czele. Cały świat jeszcze do niedawna zachwycał się „tiki-taką”, która była efektowna i efektywna. Dzisiaj Barcelona straciła to, co fani najbardziej kochali. Straciła piękną grę i chcąc ją odzyskać, szykuje się do wojny z Milanem. Drużyna z Mediolanu dokonała przed sezonem rewolucji. Odradza się teraz jak Feniks z popiołów. To klub z piękną historią i dobrymi, młodymi zawodnikami, który jednakże w ostatnich latach nie potrafi osiągnąć nic znaczącego w Europie.
Malaga musi strzelić przynajmniej jedną bramkę (fot. Marca.com)
Na Camp Nou obraz gry się nie zmieni. „Duma Katalonii” zaatakuje już od pierwszych minut, a Milan postawi „autobus” i będzie liczył na kontrataki. Być może w składzie Barcelony od pierwszych minut pojawią się Villa i Tello, którzy mogą rozruszać zakurzoną już grę skrzydłami. Zamiast Xaviego Jordi Roura może wystawić albo Fabregasa, który jest w katastrofalnej formie, albo Thiago. Najsłabiej jednak wyglądają szyki obronne wicemistrza Hiszpanii. Mecze z Realem pokazały, że nie ma znaczenia, kogo się tam wystawi, i tak każdy popełnia błędy. Obecnie najpewniejszy zawodnik to Bartra, który nie miał okazji się pomylić, gdyż siedzi na trybunach. Pozostał jeszcze casus Messiego, który nieustraszony niczym Achilles pędzi na bramkę rywala. I podobnie jak Achilles ma jeden słaby punkt. Zespół uzależniony jest od jego goli aż do tego stopnia, że inni zawodnicy, którzy znajdą się w polu karnym przeciwnika, z reguły głupieją do reszty i kopią się w czoło. Skoro ja to wiem, to Allegri też to wie i zrobi wszystko, aby zatrzymać „La Pulgę”. Barcelonie jest potrzebna zmiana gry, plan B. Taki koń trojański, którym zaskoczą przeciwnika. Być może Roura powinien ustawić Villę na środku, a Messiego przesunąć na prawe skrzydło, na którym hasał w przeszłości u boku Eto’o i Ronaldinho. Warto byłoby również spróbować zagrać dwoma defensywnymi pomocnikami, aby neutralizować kontrataki Milanu. Czy na Camp Nou zobaczymy konia trojańskiego, który zaskoczy rywala? Bez tego nie ma szans na awans, gdyż drużyna z Mediolanu pewnie strzeli bramkę.
Mój typ: FC Barcelona 3:1 AC Milan i awans „Rossonerich”
4. Podróż w nieznane
Na pewno 0:1 nie jest zadowalającym wynikiem dla Malagi. Tym bardziej, że obecnie obniżyła swój ofensywny poziom. W meczu z Porto i Atletico gra zespołu z Andaluzji była zachowawcza. W lidze udało się jej nie stracić bramki, natomiast w Lidze Mistrzów już nie, chociaż zawodnik FC Porto był na spalonym. To i tak był najmniejszy wymiar kary dla Malagi. W przyszłym tygodniu okaże się, czy klub, w którym najjaśniejszą gwiazdą jest szkoleniowiec, będzie w stanie awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
Z rozmysłem napisałem, że największymi talentami nie są Isco czy Joaquin, gdyż jeden jest jeszcze młodzieńcem, który może, lecz nie musi, pociągnąć drużynę do zwycięstw. Drugi z kolei to wielki zawodnik, jednak już bliżej niż dalej ma do zawieszenia butów na kołku. Nie grał w dodatku w klubie z najwyższej półki. Pellegrini może nie zachowuje się jak Mourinho, ale swoje potrafi. Jest żeglarzem, który dryfuje w nieznane niczym dzielny Odyseusz. Teraz znajduje się gdzieś między dwoma greckimi potworami – Scyllą a Charybdą. Z jednej strony kłopoty z wypłacalnością klubu spowodowane brakiem inwestycji katarskiego księcia, z drugiej słaba postawa drużyny, której jednym z elementów składowych są właśnie pieniądze. Chilijczyk ma wpływ na tylko jeden czynnik i tego kursu powinien się trzymać. Malaga jest w stanie zwyciężyć u siebie, pytanie tylko: jakim wynikiem? Isco i spółka będą musieli zaatakować od pierwszych minut. Moim zdaniem dobrze spisałoby się ustawienie z dwójką napastników – Saviolą i Santa Cruzem – oraz mocnym środkiem pola, które musi neutralizować ataki Porto. Przy odpowiedniej motywacji i dobrych zmianach zespół z Hiszpanii ma szansę wydłużyć swój udział w turnieju i zarobić kilka dodatkowych milionów euro.
Mój typ: Malaga CF 1:0 FC Porto i rzuty karne, w których lepsi okażą się gospodarze
United 1-2 Real
PSG 1-1 Valencia
Malaga 2-1 Porto
Barcelona 2-1 Milan
~
~utd
Za Polskę, która nie śledzi meczu, osoba pisząca
tekst uważa chyba samą siebie.
GG MU!
L
LoL
United 2:1 Real
PSG 0:1 Valencia
Malaga 0:2 Porto
Barca 3:1 Milan
~
~roura
united 0-2 real
psg 2-3 valencja
malaga 1-1 porto
barcelona 3-1 milan
~
~asdfg
united 1-3 real
psg 2-2 valencja
malaga 2-1 porto
barcelona 1-1 milan
~B
~c bdfxb
mu 4-1 real
fcb 4-0 milan
E
E123
Krótko i na temat:
1.W tym meczu zadecydują detale i…w zasadzie nic
więcej.
2.Pod nieobecność Zlatana, PSG może mieć problem
ze strzeleniem gola. To daje pewne szanse dla
Valencii.
3.Barcelona nie ma takiej formy, aby przebić się
przez żelazną obronę czerwono-czarnych.
4.Być może najbardziej wyrównany mecz – liczę na
Malagę ;)
ManU 1-2 Madryt
PSG 1-1 Valencia
Barca 2-1 Milan
Malaga 2-0 Porto
Dodaj komentarz
Sytuacja hiszpańskich klubów w LM po pierwszych meczach fazy pucharowej nie jest zbyt ciekawa. Trzy przegrały swoje mecze, a jeden zremisował. Przy obecnej formie można stwierdzić, że jedynym klubem, który ma w miarę spore szanse na awans, jest Real Madryt. „Królewscy” zremisowali u siebie bramkowo z Manchesterem United, jednak swoją formą udowodnili, że w Anglii mogą strzelić przynajmniej jedną bramkę. W złym położeniu są Malaga i Barcelona, które wyjazdowe spotkania przegrały odpowiednio 0:1 i 0:2. Najgorszą sytuację ma jednak Valencia, która na własnym stadionie uległa PSG 1:2, aczkolwiek i ona ma niewielkie szanse. Jak sprawa się potoczy w rewanżowych spotkaniach? Scenariuszy jest pięć. Do kolejnej rundy mogą przejść jeden, dwa, trzy czy cztery zespoły albo żaden. Czy Hiszpanie będą solidarni w myśl zasady jeden za wszystkich, wszyscy za jednego? Czy jakikolwiek klub z Primera Division przejdzie 1/8 finału pucharu Ligi Mistrzów?
1. Tytanomachia, czyli starcie gigantów
Xabi Alonso, mózg Realu Madryt (fot. Marca.com)
Pojedynek Realu Madryt z Manchesterem United śledzi cały piłkarski świat (z wyjątkiem Dortmundu, Doniecka i… Polski). Nic dziwnego, gdyż jeden i drugi zespół dysponuje działami o ogromnej sile rażenia. Na ławce mistrza Hiszpanii i wicemistrza Anglii zasiadają najwięksi z największych trenerów ostatnich lat. Od Mourinho i Fergusona będzie zależał los awansu, podobnie jak w greckiej mitologii od tytanów i bogów zależał los Ziemi. Po pierwszym meczu to Manchester jest w lepszym położeniu. Nie można jednak przekreślać szans madryckiej drużyny. Myślę, że Real trafi przynajmniej raz do siatki. Pytanie tylko, jak na to odpowie Manchester. Trudno przewidzieć scenariusz meczu, podobnie jak składy, gdyż obaj szkoleniowcy to genialni stratedzy, którzy w okamgnieniu potrafią wcielić w życie plan B, C, a nawet i Z, gdy zajdzie taka potrzeba. Podejrzewam, że początek spotkania nie będzie różnił się znacząco od meczu rozgrywanego w Madrycie. Real będzie atakował, Real będzie napierał, Real będzie strzelał zza pola karnego. „Czerwone Diabły” będą się bronić i starać się wyprowadzać kontry. Bramka dla United nie zamyka meczu, bo „Królewscy” muszą tak czy siak strzelić przynajmniej jedną. Gdy jako pierwszy strzeli zespół z Hiszpanii, wtedy mecz zmieni swoje oblicze. To ekipa Fergusona będzie musiała atakować, a Madryt będzie mógł robić to, co umie najlepiej na świecie – kontratakować.
Alex Ferguson, czy tym razem zaskoczy Jose Mourinho? (fot. Marca.com)
Właśnie gra z kontry jest wyznacznikiem siły Realu. Wtedy trójząb Posejdona może uderzyć z huraganową furią, druzgocząc defensywę rywali, a Cristiano ma miejsce, aby oddawać piorunujące strzały. Czy jednak Portugalczyk jest w stanie samemu rozstrzygnąć losy meczu niczym Zeus? Kiedyś do awansu potrzebna była współpraca Redondo z Raulem czy brazylijskiego Ronaldo z pozostałymi „Galacticos”. Dzisiaj żaden z napastników Realu (poza młodziutkim Moratą) nie jest w formie. Higuain i Benzema plączą się bez celu, tak że siłą rzeczy gra spoczywa na barkach „CR7”. Mecz będzie z pewnością wyrównany, a o końcowym wyniku zadecydują detale, takie jak błędy obrony czy dyspozycja dnia.
Mój typ: Manchester United 1:2 Real Madryt i awans „Królewskich”
2. Ogień prometejski
Ezequiel Lavezzi, pod nieobecność Zlatana może okazać się katem (fot. Marca.com)
Valencia uległa na własnym stadionie PSG i przed rewanżem jest w najgorszej sytuacji ze wszystkich drużyn hiszpańskich grających w Lidze Mistrzów. Hiszpanie formą również nie zachwycają. Ostatnie dwa mecze to remisy z drużynami z o wiele mniejszym potencjałem. Czy ekipę „Nietoperzy” stać na zwycięstwo? Wynik 1:2 to nie jest 0:5 i można postarać się w Paryżu o sensację. Wszystko jest w rękach Ernesto Valverde. Jeżeli uda mu się zmobilizować odpowiednio zespół, wzniecić ogień nadziei, to klub z Estadio Mestalla może dokonać przełomu, nawet bez chociażby półbogów w szatni. O ile łatwiej byłoby o remontadę, gdyby w Valencii grali jeszcze David Villa i Silva czy wielki Gaizka Mendieta.
Czy Roberto Soldado będzie miał powody do zadowolenia? (fot. Marca.com)
Naprzeciwko staną obrzydliwie bogaci herosi z Carlo Ancelottim, tytanem defensywy na czele. Dużym osłabieniem dla paryżan jest brak Zlatana Ibrahimovicia, kolosa o sile i sprycie Herkulesa. Można się spodziewać jednak Thiago Silvy, który stanowi o sile formacji defensywnej PSG. Zespół Włocha ma kim straszyć w ofensywie. Lavezzi czy Pastore to znane nazwiska, które budzą respekt w Europie. Zespół z Hiszpanii nie ma wyjścia i musi zaatakować od pierwszych minut, nie może się jednak zbyt mocno otworzyć, żeby nie nadziać się na kontrę. Wszyscy pamiętają bowiem niedawną manitę z Realem. Siła Valencii leży w środku pola w duecie Banega – Canales. Jeżeli wejdą na wyżyny swoich umiejętności, a skutecznością popiszą się chimeryczni Soldado i Jonas, to na zespół z Paryża spadną plagi jak z otwartej puszki Pandory. Ancelotti dowodzi jednak bardziej efektywnymi zawodnikami i jest zbyt dobrym trenerem, żeby dać się oszukać.
Mój typ: PSG 2:0 Valencia CF i awans PSG
3. Wojna trojańska
Czy Messi zaczaruje Milan? (fot. Marca.com)
W przyszłym tygodniu zmierzą się ze sobą wielkie drużyny z Hiszpanii i Włoch, które poza trofeami dzieli prawie wszystko. Barcelona od kilku lat wyznacza trendy w światowej piłce. W tak krótkim czasie zdobyła więcej pucharów niż większość klubów w całej swojej historii. To właśnie Katalończyków chcą zepchnąć z piedestału inne światowe mocarstwa z Realem, Manchesterem i Bayernem na czele. Cały świat jeszcze do niedawna zachwycał się „tiki-taką”, która była efektowna i efektywna. Dzisiaj Barcelona straciła to, co fani najbardziej kochali. Straciła piękną grę i chcąc ją odzyskać, szykuje się do wojny z Milanem. Drużyna z Mediolanu dokonała przed sezonem rewolucji. Odradza się teraz jak Feniks z popiołów. To klub z piękną historią i dobrymi, młodymi zawodnikami, który jednakże w ostatnich latach nie potrafi osiągnąć nic znaczącego w Europie.
Malaga musi strzelić przynajmniej jedną bramkę (fot. Marca.com)
Na Camp Nou obraz gry się nie zmieni. „Duma Katalonii” zaatakuje już od pierwszych minut, a Milan postawi „autobus” i będzie liczył na kontrataki. Być może w składzie Barcelony od pierwszych minut pojawią się Villa i Tello, którzy mogą rozruszać zakurzoną już grę skrzydłami. Zamiast Xaviego Jordi Roura może wystawić albo Fabregasa, który jest w katastrofalnej formie, albo Thiago. Najsłabiej jednak wyglądają szyki obronne wicemistrza Hiszpanii. Mecze z Realem pokazały, że nie ma znaczenia, kogo się tam wystawi, i tak każdy popełnia błędy. Obecnie najpewniejszy zawodnik to Bartra, który nie miał okazji się pomylić, gdyż siedzi na trybunach. Pozostał jeszcze casus Messiego, który nieustraszony niczym Achilles pędzi na bramkę rywala. I podobnie jak Achilles ma jeden słaby punkt. Zespół uzależniony jest od jego goli aż do tego stopnia, że inni zawodnicy, którzy znajdą się w polu karnym przeciwnika, z reguły głupieją do reszty i kopią się w czoło. Skoro ja to wiem, to Allegri też to wie i zrobi wszystko, aby zatrzymać „La Pulgę”. Barcelonie jest potrzebna zmiana gry, plan B. Taki koń trojański, którym zaskoczą przeciwnika. Być może Roura powinien ustawić Villę na środku, a Messiego przesunąć na prawe skrzydło, na którym hasał w przeszłości u boku Eto’o i Ronaldinho. Warto byłoby również spróbować zagrać dwoma defensywnymi pomocnikami, aby neutralizować kontrataki Milanu. Czy na Camp Nou zobaczymy konia trojańskiego, który zaskoczy rywala? Bez tego nie ma szans na awans, gdyż drużyna z Mediolanu pewnie strzeli bramkę.
Mój typ: FC Barcelona 3:1 AC Milan i awans „Rossonerich”
4. Podróż w nieznane
Na pewno 0:1 nie jest zadowalającym wynikiem dla Malagi. Tym bardziej, że obecnie obniżyła swój ofensywny poziom. W meczu z Porto i Atletico gra zespołu z Andaluzji była zachowawcza. W lidze udało się jej nie stracić bramki, natomiast w Lidze Mistrzów już nie, chociaż zawodnik FC Porto był na spalonym. To i tak był najmniejszy wymiar kary dla Malagi. W przyszłym tygodniu okaże się, czy klub, w którym najjaśniejszą gwiazdą jest szkoleniowiec, będzie w stanie awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
Z rozmysłem napisałem, że największymi talentami nie są Isco czy Joaquin, gdyż jeden jest jeszcze młodzieńcem, który może, lecz nie musi, pociągnąć drużynę do zwycięstw. Drugi z kolei to wielki zawodnik, jednak już bliżej niż dalej ma do zawieszenia butów na kołku. Nie grał w dodatku w klubie z najwyższej półki. Pellegrini może nie zachowuje się jak Mourinho, ale swoje potrafi. Jest żeglarzem, który dryfuje w nieznane niczym dzielny Odyseusz. Teraz znajduje się gdzieś między dwoma greckimi potworami – Scyllą a Charybdą. Z jednej strony kłopoty z wypłacalnością klubu spowodowane brakiem inwestycji katarskiego księcia, z drugiej słaba postawa drużyny, której jednym z elementów składowych są właśnie pieniądze. Chilijczyk ma wpływ na tylko jeden czynnik i tego kursu powinien się trzymać. Malaga jest w stanie zwyciężyć u siebie, pytanie tylko: jakim wynikiem? Isco i spółka będą musieli zaatakować od pierwszych minut. Moim zdaniem dobrze spisałoby się ustawienie z dwójką napastników – Saviolą i Santa Cruzem – oraz mocnym środkiem pola, które musi neutralizować ataki Porto. Przy odpowiedniej motywacji i dobrych zmianach zespół z Hiszpanii ma szansę wydłużyć swój udział w turnieju i zarobić kilka dodatkowych milionów euro.
Mój typ: Malaga CF 1:0 FC Porto i rzuty karne, w których lepsi okażą się gospodarze