Wreszcie się doczekaliśmy. Już we wtorek zainaugurowana zostanie faza grupowa piłkarskiej Ligi Mistrzów. Na sam początek nie lada wydarzenie – na Santiago Bernabeu Real Madryt podejmie Manchester City. Emocji nie braknie również w innych pojedynkach.
GRUPA A
Dynamo Zagrzeb – FC Porto
Na pierwszy ogień spotkanie triumfatora Ligi Mistrzów z 2004 roku z Dynamem Zagrzeb, które może pochwalić się jedną z najlepszych serii, o ile nie najlepszą, spośród wszystkich drużyn, które przystąpią do meczów 1. kolejki Ligi Mistrzów. Chorwacka ekipa, odkąd jest prowadzona przez Ante Cacicia, nie przegrała już od 33 spotkań, a z 23 wychodziła zwycięsko. We wtorkowy wieczór ta seria wcale nie musi zostać zakończona. Spośród czterech ostatnich starć pomiędzy tymi drużynami za każdym razem wygrywali gospodarze. We wtorkowym meczu faworytem będzie jednak Porto. Dynamo co prawda bardzo dobrze spisuje się w obecnym sezonie ligowym, przodując w ligowej tabeli z sześcioma zwycięstwami i dwoma remisami, jednak to Portugalczycy wydają się mieć zdecydowanie bardziej kompletny zespół. Obydwie ekipy przystąpią do pojedynku w praktycznie najsilniejszych składach. Do Zagrzebia nie uda się jedynie Rolando, który będzie pauzował jeszcze z powodu meczu z poprzedniej edycji Ligi Europy. Największym osłabieniem Porto i tak będzie jednak brak Hulka, sprzedanego do Zenitu Sankt Petersburg. Za zdobywanie bramek odpowiedzialni będą więc przede wszystkim Silvestre Varela, James Rodriguez i Jackson Martinez. Okazji do zdobycia goli powinno być sporo, zważywszy na fakt, że Dynamo to drużyna, która straciła ich najwięcej w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. W sześciu meczach fazy grupowej bramkarz chorwackiej ekipy aż 22 razy wyciągał futbolówkę z siatki, co jest niechlubnym rekordem całych rozgrywek. W obecnym sezonie w europejskich pucharach Dynamo radzi sobie jednak dużo lepiej. Chorwaci musieli przebrnąć przez trzy rundy kwalifikacyjne, ale zrobili to w świetnym stylu, zaliczając pięć zwycięstw i jeden remis.
Paris Saint-Germain – Dynamo Kijów
Arsenal zagra niestety bez Wojciecha Szczęsnego (fot. Skysports.com)
W drugim spotkaniu grupy A zmierzą się ze sobą ekipy PSG i Dynama Kijów. Pierwsza z nich mocno marzy o triumfie w Lidze Mistrzów, jednak marzenia te powinny chyba zostać nieco odłożone w czasie. Paryżanie dysponują oczywiście świetną drużyną, ale przykład Manchesteru City z poprzedniego sezonu pokazuje, że do gry w Champions League potrzebne jest również doświadczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że zespół Carlo Ancelottiego nie powinien mieć większych problemów z rozprawieniem się ze swoim wtorkowym rywalem, choć ostatnich pojedynków z ukraińską drużyną nie wspomina najlepiej. Obydwie ekipy spotkały się ze sobą w ćwierćfinale Pucharu UEFA w sezonie 2008/2009. Dynamo wyeliminowało wówczas swojego rywala, remisując 0:0 we Francji i zwyciężając 3:0 na własnym obiekcie. Paryżanie w swojej historii wygrali już jednak z Dynamem. Miało to miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów sezonu 1994/1995. PSG zwyciężyło 2:1 na wyjeździe i 1:0 u siebie, a w obydwu meczach w bramce kijowian wystąpił 19-letni wówczas Ołeksandr Szowkowski. We wtorkowym spotkaniu będziemy świadkami narodzin historii dzięki innemu zawodnikowi. Zlatan Ibrahimović stanie się bowiem jedynym piłkarzem, który grał w rozgrywkach Ligi Mistrzów dla sześciu klubów. Szwed, podobnie jak i reszta drużyny Carlo Ancelottiego, nie narzeka na jakiekolwiek problemy, dlatego włoski trener pośle do boju wszystkich swoich najlepszych zawodników. Podobnie będzie w przypadku Dynama Kijów, jednak mało prawdopodobne wydaje się, by drużyna Jurija Siomina miała urwać w stolicy Francji choćby punkt. Dynamo na dziesięć ostatnich występów w fazie grupowej Ligi Mistrzów nigdy z niej nie awansowało. Co więcej, spośród ostatnich 28 meczów w tych rozgrywkach wygrywało zaledwie dwa razy. Jednak także paryżanom nie wiodło się w Champions League zbyt dobrze. Wicemistrz Francji na trzynaście ostatnich meczów wygrał tylko dwa, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi każą sądzić, że ta liczba zostanie po pojedynku z Ukraińcami powiększona.
Bardzo trudna przeprawa czeka niemieckie Schalke. W ostatnim meczu ligowym Leonardo Jardim, trener Olympiakosu, dał odpocząć kilku swoim zawodnikom, którzy nieco przemęczeni wrócili ze zgrupowań reprezentacji. Na spotkanie z Schalke gotowi do gry będą jednak wszyscy jego podopieczni, z wyjątkiem Avraama Papadopoulosa, który kontuzji nabawił się jeszcze na Euro 2012. W drużynie gości zabraknie jedynie Timo Hildebranda, którego w bramce zastąpi najprawdopodobniej Lars Unnerstall. Mówi się, że ekipa z Gelsenkirchen nie zmieni praktycznie niczego w porównaniu do ostatniego meczu Bundesligi z Greuther Fürth, zakończonego zwycięstwem 2:0. Roszad na pewno nie będzie w linii defensywnej, która spisuje się jak do tej pory bez zarzutu. Podobnie musi być i we wtorkowy wieczór, bo Olympiakos to drużyna, która potrafi być niezwykle groźna w ofensywie. Przekonała się o tym inna niemiecka marka, Borussia Dortmund, która przed rokiem w fazie grupowej Ligi Mistrzów poległa w Grecji 1:3. We wszystkich sześciu meczach Olympiakosu na własnym stadionie przeciwko niemieckim drużynom padło aż 29 bramek – czterokrotnie wygrywali Grecy, dwukrotnie Niemcy. Wtorkowy pojedynek będzie jednak wyjątkowy dla gości, którzy dobiją do 150 rozegranych spotkań w europejskich pucharach. Czy okaże się on udany? Bukmacherzy mają podzielone zdanie. Kursy na obydwa zespoły są praktycznie takie same, co trudno podważać. To dopiero początek sezonu, zarówno jedna, jak i druga drużyna wyjdzie na murawę w praktycznie najsilniejszym składzie i bez wątpienia będzie szukać zwycięstwa. Zarówno jedna, jak i druga drużyna ma również za sobą bardzo dobry początek w rodzimych ligach. Olympiakos w greckiej Superlidze zajmuje pierwsze miejsce z kompletem punktów, Schalke zaś na trzy mecze dwa wygrało i jeden zremisowało, co pozwala zasiadać obecnie na najniższym stopniu podium Bundesligi.
Montpellier – Arsenal
Wyjątkowy mecz szykuje się dla Arsene Wengera… i nie tylko. Trener Arsenalu Londyn znany jest ze swojego zamiłowania do francuskich graczy. Obecnie Arsenal nie jest być może tak trójkolorowy jak dawniej, ale w jego kadrze znajdują się tacy zawodnicy, jak: Giroud, Koscielny czy Sagna. Dlatego pierwsze spotkanie z Montpellier również będzie szczególne. – To dziwne. Jest to coś, czego chciało przeznaczenie. Myślę, że to dobra rzecz. Nie miałem czasu pożegnać się z kibicami Montpellier, dlatego wiem, że to będzie dla mnie bardzo emocjonujący mecz – powiedział Giroud, który na Emirates Stadium trafił właśnie z drużyny mistrza Francji. Jutro reprezentant „Trójkolorowych” będzie miał okazję wrócić na Stade de la Mosson. Napastnik „Kanonierów” mimo sentymentu do byłego klubu zapowiada jednak, że da z siebie wszystko. Arsenal jest w tym pojedynku bezwzględnym faworytem, zważywszy na fakt, że drużyna Montpellier zaliczyła fatalny start ligowego sezonu. Na pięć rozegranych jak dotąd spotkań wygrała zaledwie raz. Z kiepskiej formy zdają sobie sprawę zarówno piłkarze, jak i trener. – Jeśli zagramy tak samo przeciwko Arsenalowi, stracimy osiem bramek – mówił po ostatniej porażce z beniaminkiem Stade de Reims pomocnik Younes Belhanda. – Zrobiliśmy wszystko, żeby tylko nie wygrać tego meczu. Jestem bardzo zawiedziony – dodawał trener Girard Rene. Całkiem inne nastroje panują w londyńskiej ekipie. „The Gunners” w miniony weekend rozstrzelali Southampton aż 6:1, udowadniając, że znajdują się w naprawdę dobrej formie. Nawet sam Arsene Wenger, zazwyczaj oszczędny w słowach, stwierdził, że jego piłkarze zagrali jak prawdziwa drużyna. Do Francji Arsenal uda się w możliwie najsilniejszym składzie, Lukas Podolski – mający odpowiadać za formę strzelecką klubu – prezentuje się naprawdę z dobrej strony. W drugiej linii rządzą i dzielą Santi Cazorla z Mikelem Artetą. Wszystko każe sądzić, że „Kanonierzy” powinni podróż do Francji zakończyć z kompletem punktów, zwłaszcza że dla Montpellier będzie to debiut w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów. W ostatniej chwili okazało się, że w bramce Arsenalu nie stanie Wojciech Szczęsny, który na treningu doznał kolejnej kontuzji.
Grupa C
Malaga – Zenit Sankt Petersburg
Pojedynek w Andaluzji zapowiada się jako jeden z najbardziej emocjonujących w 1. kolejce Ligi Mistrzów. Wydawało się, że nękana olbrzymimi problemami przed rozpoczęciem sezonu Malaga będzie w tym roku dołować, a jak na razie w lidze hiszpańskiej ustępuje jedynie Barcelonie. Sam Manuel Pellegrini wydaje się być zdziwiony tą sytuacją, a po ostatnim meczu powiedział: – Drużyna gra wspaniale, bardzo cieszy mnie postawa moich zawodników. Chilijczyk zdaje sobie sprawę, że spotkanie z Zenitem będzie trudniejsze od wygranego pojedynku z Levante, ale zapowiada, że Malaga wyjdzie na boisko, aby zdominować swojego przeciwnika. Debiutującą w Lidze Mistrzów andaluzyjską drużynę czeka jednak trudne zadanie. Zakup takich piłkarzy jak Hulk i Axel Witsel jasno pokazuje, że Rosjanie mierzą w awans do kolejnej rundy Champions League. W miniony weekend przytrafiła im się jednak wpadka w lidze, kiedy podopieczni Luciano Spallettiego przegrali przed własną publicznością z Terekiem Grozny 0:2. Wspomniani Hulk i Witsel na murawie pojawili się jednak dopiero w drugiej połowie. Przeciwko Maladze mają wybiec od pierwszej minuty. Spalletti będzie więc musiał nieco pogłówkować nad ustawieniem swojego zespołu, na szczęście nie musi się martwić kontuzjami. Te nękają z kolei Pellegriniego. Chilijski trener nie będzie mógł skorzystać z usług Julio Baptisty, a także Jeremy’ego Toulalana. Ten drugi do samego końca walczył o możliwość występu, jednak ostatecznie nie załapał się do kadry. W takiej samej sytuacji są Seba Fernandez, Fabrice Olinga i Oguchi Onyewu. Ten ostatni nie jest jeszcze rzekomo przygotowany do gry w takim spotkaniu. Pomimo dość licznych absencji Pellegrini będzie w stanie wystawić tę samą jedenastkę co w ostatnim meczu ligowym przeciwko Levante. Problemy z kontuzjami doskwierają Maladze nie od dzisiaj, dlatego były szkoleniowiec Realu Madryt mógł się niejako do nich przyzwyczaić.
AC Milan – Anderlecht
A co wyprawia się w Madrycie? Nawet Xabi nie gra na swoim poziomie (fot. Skysports.com)
Coś niedobrego dzieje się w tym sezonie w Milanie. Kibice mieli rację, domagając się od klubu oddania pieniędzy za karnety po sprzedaży Thiago Silvy i Zlatana Ibrahimovicia. Mediolańczycy w trzech pierwszych meczach Serie A zanotowali zaledwie jedno zwycięstwo, dwukrotnie przegrywając – w miniony weekend 0:1 przed własną publicznością z Atalantą Bergamo. W wybitnej formie nie są jednak również brukselczycy. Anderlecht rozegrał już siedem ligowych spotkań i wygrał zaledwie trzy z nich – pozostałe zakończyły się remisami. Mimo wszystko pozwala mu to zasiadać na drugim miejscu w ligowej tabeli. Kibice „Rossonerich” bez wątpienia cieszą się, że do składu na mecz Ligi Mistrzów będzie mógł wrócić Riccardo Montolivo. Włoch nie zagrał we wspomnianym spotkaniu z Atalantą, jednak w niedzielę trenował już na pełnych obrotach i nic nie stoi na przeszkodzie, aby przeciwko Belgom zagrał od pierwszej minuty. Massimiliano Allegri będzie miał jednak przed meczem nieco główkowania. Trener Milanu będzie musiał zdecydować, czy dać szansę gry od pierwszej minuty Bojanowi Krkiciowi, czy po raz kolejny zdecydować się na wystawienie El Shaarawy’ego i Pazziniego. Można to jednak nazwać bardziej kłopotem bogactwa niż rzeczywistym problemem. Problem ma za to John van den Brom, trener Anderlechtu, który będzie musiał poradzić sobie z brakiem zawieszonego za kartki Milana Jovanovicia. Do tego dochodzi oczywiście kontuzja Matiasa Suareza, najlepszego belgijskiego gracza zeszłego sezonu, który poddał się operacji kolana. Na niekorzyść brukselczyków przemawia również historia. Anderlecht mierzył się do tej pory z włoskimi drużynami czternastokrotnie i ani razu nie zaznał smaku zwycięstwa. Historii bez wątpienia przyglądają się także mediolańczycy. Milan dwukrotnie wygrywał europejski puchar, kiedy przychodziło mu mierzyć się z Anderlechtem. Miało to miejsce w sezonach 1993/1994 i 2006/2007. Historia zatoczy koło?
Grupa D
Real Madryt – Manchester City
– Celem nie jest wygranie sześciu meczów, ale wyjście z grupy – te słowa Jose Mourinho przed meczem z Manchesterem City, a po meczu z Sevillą doskonale obrazują nastroje, jakie panują obecnie w Madrycie. „Królewscy” są kompletnie bez formy i obawa przed starciem z „The Citizens” jest jak najbardziej uzasadniona. Inna sprawa, że również Manchester nie prezentuje jak na razie takiej dyspozycji jak w poprzednim sezonie. Wtorkowy mecz będzie więc idealną okazją dla jednej z ekip do podbudowania morale. Pojedynek na Estadio Santiago Bernabeu to zdecydowanie największy szlagier 1. kolejki. Pytanie tylko, czy podopieczni Jose Mourinho zdołają się zmobilizować na niego tak jak na rewanż z Barceloną w Superpucharze Hiszpanii. Portugalski trener będzie miał do dyspozycji wszystkich swoich zawodników, jednak mówi się, że w wyjściowym składzie dojdzie do zmian w porównaniu do przegranego meczu z Sevillą. Miejsce Higuaina ma zająć Benzema, za Di Marię zagra Modrić, dzięki czemu zagęszczony zostanie środek pola. Na ławkę powędruje także Marcelo, za którego zagra Coentrao. Niepewny występu jest także Alvaro Arbeloa, który zakończył spotkanie w Sewilli z lekkim urazem. Może otworzyć to drogę debiutu dla Michaela Essiena. Jeśli chodzi o gości z Manchesteru, to Roberto Mancini może na nowo skorzystać z Sergio Aguero. Nie wiadomo, czy Argentyńczyk da radę zagrać od pierwszej minuty, jednak może pojawić się na boisku w drugiej połowie. Kontuzjowani w dalszym ciągu są z kolei Micah Richards i Pablo Zabaleta. W drużynie z Etihad Stadium zadebiutuje za to Maicon – w każdym razie tak sądzą brytyjskie media. Ten sam Maicon, o którego tak zarząd Realu błagał Jose Mourinho. W obliczu kontuzji Arbeloi Brazylijczyk byłby teraz jak znalazł. Nie ma co jednak gdybać, choć Portugalczykowi być może zostało właśnie tylko to. „The Special One” jest mocno krytykowany przez środowiska piłkarskie w Hiszpanii, w tym przez byłego prezesa Realu Madryt, Ramona Calderona. Hiszpan uważa, że ostatnie komentarze ze strony Mourinho nie pomagają drużynie, która być może nie odczuwa odpowiedniego wsparcia. Coś w tym może jest, jednak przede wszystkim swoją grę poprawić muszą sami piłkarze Realu, którzy na razie w niczym nie przypominają samych siebie z poprzedniego sezonu.
Borussia Dortmund – Ajax Amsterdam
Europejski klasyk, jakby nie patrzeć. Ekipie z Dortmundu drugi rok z rzędu nie dopisało szczęście w losowaniu, tym razem jeszcze bardziej niż przed rokiem. W poprzedniej edycji Ligi Mistrzów drużyna Jürgena Kloppa musiała uznać wyższość Arsenalu, Marsylii i Olympiakosu. Teraz mistrz Niemiec również nie jest faworytem awansu do 1/8 finału. Faworytem jest jeśli chodzi o sam wtorkowy mecz. Na Signal Iduna Park przyjedzie Ajax Amsterdam, aby dostarczyć wieczór pełen emocji. Holendrzy to czterokrotni zdobywcy Pucharu Mistrzów, a do tego dwukrotni przegrani finaliści. Borussia w tych rozgrywkach triumfowała tylko raz, ale w Europie niejednokrotnie dawała o sobie znać. Obydwie drużyny rywalizowały ze sobą w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w sezonie 1995/1996. Prowadzony wówczas przez Louisa van Gaala Ajax pokonał Borussię 2:0 i 1:0. W ekipie Ajaksu występował wówczas obecny trener, Frank de Boer. Czasy to jednak dość odległe, nawet Legia Warszawa grała wówczas w ćwierćfinale. Tamten Ajax to już przeszłość, ale to oczywiście ciągle wielka drużyna, która może niemieckiemu rywalowi napsuć nieco krwi. Amsterdamczycy, podobnie jak dortmundczycy, w miarę udanie rozpoczęli obecny sezon. Holendrzy po pięciu rozegranych meczach w Eredivisie mają jedenaście punktów. Niemcy rozegrali tylko trzy kolejki, w których zdobyli punktów siedem. Borussia podejdzie do meczu Ligi Mistrzów w najsilniejszym składzie. Jürgen Klopp ma do dyspozycji wszystkich swoich najlepszych zawodników i jest wielce prawdopodobne, że zdecyduje się wystawić identyczny skład jak w ostatnim spotkaniu ligowym. Kilku zmian dokonać może za to Frank de Boer. Holenderski trener nie będzie mógł skorzystać z kontuzjowanych Nicolaia Boilesena, Eyonga Enoha i Kolbeinna Sigthorssona. Do wyjściowego składu może powrócić za to Ryan Babel, a w porównaniu do ostatniego meczu ligowego od pierwszej minuty zagra także Thulani Serero, który przeciwko RKC nie mógł grać z powodu zawieszenia.
Bez przesady…wiadomo, że BVB może wyjść z
grupy, ale raczej dojdzie nawyżej do półfinału…
~
~Szejk
Ich szczytem jest ćwierćfinał. O ile wyjdą z grt.
ale gorąco wierze w nich i City ;-)
B
Bertho
jak BVB wejdzie to będzie cud :P
B
Bertho
Jak BVB wyjdzie z grupy to będzie CUD :P
~
~Ajaxowy
Gadacie, że wyjdzie Real, City lub BVB. A Ajax Was
zaskoczy i On wyjdzie ! :D
~P
~Terqo Peta
Watpie zeby ktos z dwojki Man City/B.Dortmund wygral
LM. Raczej stawiajmy na Chelsea/Man. Utd., Real/Barca
dolozmy Bayern ktory nigdy nie wiadomo jak zagra. W
razie czego mozemy powiedziec ze jeszcze jest – Man
City i Dortmund ale mysle ze z grupy D wyjdzie Real i
Dortmund. Zapomnialem tez ze Juventus dalej
prezentuje wysoki poziom wiec na zawodnikow z Turynu
tez trzeba bacznie uwazac.
~
~Vojownik
Czy mecz Real – City można nazwać hitem? Przecież
obie drużyny zawodzą w swoich ligach, przegrywają
łatwe mecze, i gubią punkty.
Dodaj komentarz
Wreszcie się doczekaliśmy. Już we wtorek zainaugurowana zostanie faza grupowa piłkarskiej Ligi Mistrzów. Na sam początek nie lada wydarzenie – na Santiago Bernabeu Real Madryt podejmie Manchester City. Emocji nie braknie również w innych pojedynkach.
GRUPA A
Dynamo Zagrzeb – FC Porto
Na pierwszy ogień spotkanie triumfatora Ligi Mistrzów z 2004 roku z Dynamem Zagrzeb, które może pochwalić się jedną z najlepszych serii, o ile nie najlepszą, spośród wszystkich drużyn, które przystąpią do meczów 1. kolejki Ligi Mistrzów. Chorwacka ekipa, odkąd jest prowadzona przez Ante Cacicia, nie przegrała już od 33 spotkań, a z 23 wychodziła zwycięsko. We wtorkowy wieczór ta seria wcale nie musi zostać zakończona. Spośród czterech ostatnich starć pomiędzy tymi drużynami za każdym razem wygrywali gospodarze. We wtorkowym meczu faworytem będzie jednak Porto. Dynamo co prawda bardzo dobrze spisuje się w obecnym sezonie ligowym, przodując w ligowej tabeli z sześcioma zwycięstwami i dwoma remisami, jednak to Portugalczycy wydają się mieć zdecydowanie bardziej kompletny zespół. Obydwie ekipy przystąpią do pojedynku w praktycznie najsilniejszych składach. Do Zagrzebia nie uda się jedynie Rolando, który będzie pauzował jeszcze z powodu meczu z poprzedniej edycji Ligi Europy. Największym osłabieniem Porto i tak będzie jednak brak Hulka, sprzedanego do Zenitu Sankt Petersburg. Za zdobywanie bramek odpowiedzialni będą więc przede wszystkim Silvestre Varela, James Rodriguez i Jackson Martinez. Okazji do zdobycia goli powinno być sporo, zważywszy na fakt, że Dynamo to drużyna, która straciła ich najwięcej w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. W sześciu meczach fazy grupowej bramkarz chorwackiej ekipy aż 22 razy wyciągał futbolówkę z siatki, co jest niechlubnym rekordem całych rozgrywek. W obecnym sezonie w europejskich pucharach Dynamo radzi sobie jednak dużo lepiej. Chorwaci musieli przebrnąć przez trzy rundy kwalifikacyjne, ale zrobili to w świetnym stylu, zaliczając pięć zwycięstw i jeden remis.
Paris Saint-Germain – Dynamo Kijów
Arsenal zagra niestety bez Wojciecha Szczęsnego (fot. Skysports.com)
W drugim spotkaniu grupy A zmierzą się ze sobą ekipy PSG i Dynama Kijów. Pierwsza z nich mocno marzy o triumfie w Lidze Mistrzów, jednak marzenia te powinny chyba zostać nieco odłożone w czasie. Paryżanie dysponują oczywiście świetną drużyną, ale przykład Manchesteru City z poprzedniego sezonu pokazuje, że do gry w Champions League potrzebne jest również doświadczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że zespół Carlo Ancelottiego nie powinien mieć większych problemów z rozprawieniem się ze swoim wtorkowym rywalem, choć ostatnich pojedynków z ukraińską drużyną nie wspomina najlepiej. Obydwie ekipy spotkały się ze sobą w ćwierćfinale Pucharu UEFA w sezonie 2008/2009. Dynamo wyeliminowało wówczas swojego rywala, remisując 0:0 we Francji i zwyciężając 3:0 na własnym obiekcie. Paryżanie w swojej historii wygrali już jednak z Dynamem. Miało to miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów sezonu 1994/1995. PSG zwyciężyło 2:1 na wyjeździe i 1:0 u siebie, a w obydwu meczach w bramce kijowian wystąpił 19-letni wówczas Ołeksandr Szowkowski. We wtorkowym spotkaniu będziemy świadkami narodzin historii dzięki innemu zawodnikowi. Zlatan Ibrahimović stanie się bowiem jedynym piłkarzem, który grał w rozgrywkach Ligi Mistrzów dla sześciu klubów. Szwed, podobnie jak i reszta drużyny Carlo Ancelottiego, nie narzeka na jakiekolwiek problemy, dlatego włoski trener pośle do boju wszystkich swoich najlepszych zawodników. Podobnie będzie w przypadku Dynama Kijów, jednak mało prawdopodobne wydaje się, by drużyna Jurija Siomina miała urwać w stolicy Francji choćby punkt. Dynamo na dziesięć ostatnich występów w fazie grupowej Ligi Mistrzów nigdy z niej nie awansowało. Co więcej, spośród ostatnich 28 meczów w tych rozgrywkach wygrywało zaledwie dwa razy. Jednak także paryżanom nie wiodło się w Champions League zbyt dobrze. Wicemistrz Francji na trzynaście ostatnich meczów wygrał tylko dwa, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi każą sądzić, że ta liczba zostanie po pojedynku z Ukraińcami powiększona.
GRUPA B
Olympiakos Pireus – Schalke 04
Bardzo trudna przeprawa czeka niemieckie Schalke. W ostatnim meczu ligowym Leonardo Jardim, trener Olympiakosu, dał odpocząć kilku swoim zawodnikom, którzy nieco przemęczeni wrócili ze zgrupowań reprezentacji. Na spotkanie z Schalke gotowi do gry będą jednak wszyscy jego podopieczni, z wyjątkiem Avraama Papadopoulosa, który kontuzji nabawił się jeszcze na Euro 2012. W drużynie gości zabraknie jedynie Timo Hildebranda, którego w bramce zastąpi najprawdopodobniej Lars Unnerstall. Mówi się, że ekipa z Gelsenkirchen nie zmieni praktycznie niczego w porównaniu do ostatniego meczu Bundesligi z Greuther Fürth, zakończonego zwycięstwem 2:0. Roszad na pewno nie będzie w linii defensywnej, która spisuje się jak do tej pory bez zarzutu. Podobnie musi być i we wtorkowy wieczór, bo Olympiakos to drużyna, która potrafi być niezwykle groźna w ofensywie. Przekonała się o tym inna niemiecka marka, Borussia Dortmund, która przed rokiem w fazie grupowej Ligi Mistrzów poległa w Grecji 1:3. We wszystkich sześciu meczach Olympiakosu na własnym stadionie przeciwko niemieckim drużynom padło aż 29 bramek – czterokrotnie wygrywali Grecy, dwukrotnie Niemcy. Wtorkowy pojedynek będzie jednak wyjątkowy dla gości, którzy dobiją do 150 rozegranych spotkań w europejskich pucharach. Czy okaże się on udany? Bukmacherzy mają podzielone zdanie. Kursy na obydwa zespoły są praktycznie takie same, co trudno podważać. To dopiero początek sezonu, zarówno jedna, jak i druga drużyna wyjdzie na murawę w praktycznie najsilniejszym składzie i bez wątpienia będzie szukać zwycięstwa. Zarówno jedna, jak i druga drużyna ma również za sobą bardzo dobry początek w rodzimych ligach. Olympiakos w greckiej Superlidze zajmuje pierwsze miejsce z kompletem punktów, Schalke zaś na trzy mecze dwa wygrało i jeden zremisowało, co pozwala zasiadać obecnie na najniższym stopniu podium Bundesligi.
Montpellier – Arsenal
Wyjątkowy mecz szykuje się dla Arsene Wengera… i nie tylko. Trener Arsenalu Londyn znany jest ze swojego zamiłowania do francuskich graczy. Obecnie Arsenal nie jest być może tak trójkolorowy jak dawniej, ale w jego kadrze znajdują się tacy zawodnicy, jak: Giroud, Koscielny czy Sagna. Dlatego pierwsze spotkanie z Montpellier również będzie szczególne. – To dziwne. Jest to coś, czego chciało przeznaczenie. Myślę, że to dobra rzecz. Nie miałem czasu pożegnać się z kibicami Montpellier, dlatego wiem, że to będzie dla mnie bardzo emocjonujący mecz – powiedział Giroud, który na Emirates Stadium trafił właśnie z drużyny mistrza Francji. Jutro reprezentant „Trójkolorowych” będzie miał okazję wrócić na Stade de la Mosson. Napastnik „Kanonierów” mimo sentymentu do byłego klubu zapowiada jednak, że da z siebie wszystko. Arsenal jest w tym pojedynku bezwzględnym faworytem, zważywszy na fakt, że drużyna Montpellier zaliczyła fatalny start ligowego sezonu. Na pięć rozegranych jak dotąd spotkań wygrała zaledwie raz. Z kiepskiej formy zdają sobie sprawę zarówno piłkarze, jak i trener. – Jeśli zagramy tak samo przeciwko Arsenalowi, stracimy osiem bramek – mówił po ostatniej porażce z beniaminkiem Stade de Reims pomocnik Younes Belhanda. – Zrobiliśmy wszystko, żeby tylko nie wygrać tego meczu. Jestem bardzo zawiedziony – dodawał trener Girard Rene. Całkiem inne nastroje panują w londyńskiej ekipie. „The Gunners” w miniony weekend rozstrzelali Southampton aż 6:1, udowadniając, że znajdują się w naprawdę dobrej formie. Nawet sam Arsene Wenger, zazwyczaj oszczędny w słowach, stwierdził, że jego piłkarze zagrali jak prawdziwa drużyna. Do Francji Arsenal uda się w możliwie najsilniejszym składzie, Lukas Podolski – mający odpowiadać za formę strzelecką klubu – prezentuje się naprawdę z dobrej strony. W drugiej linii rządzą i dzielą Santi Cazorla z Mikelem Artetą. Wszystko każe sądzić, że „Kanonierzy” powinni podróż do Francji zakończyć z kompletem punktów, zwłaszcza że dla Montpellier będzie to debiut w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów. W ostatniej chwili okazało się, że w bramce Arsenalu nie stanie Wojciech Szczęsny, który na treningu doznał kolejnej kontuzji.
Grupa C
Malaga – Zenit Sankt Petersburg
Pojedynek w Andaluzji zapowiada się jako jeden z najbardziej emocjonujących w 1. kolejce Ligi Mistrzów. Wydawało się, że nękana olbrzymimi problemami przed rozpoczęciem sezonu Malaga będzie w tym roku dołować, a jak na razie w lidze hiszpańskiej ustępuje jedynie Barcelonie. Sam Manuel Pellegrini wydaje się być zdziwiony tą sytuacją, a po ostatnim meczu powiedział: – Drużyna gra wspaniale, bardzo cieszy mnie postawa moich zawodników. Chilijczyk zdaje sobie sprawę, że spotkanie z Zenitem będzie trudniejsze od wygranego pojedynku z Levante, ale zapowiada, że Malaga wyjdzie na boisko, aby zdominować swojego przeciwnika. Debiutującą w Lidze Mistrzów andaluzyjską drużynę czeka jednak trudne zadanie. Zakup takich piłkarzy jak Hulk i Axel Witsel jasno pokazuje, że Rosjanie mierzą w awans do kolejnej rundy Champions League. W miniony weekend przytrafiła im się jednak wpadka w lidze, kiedy podopieczni Luciano Spallettiego przegrali przed własną publicznością z Terekiem Grozny 0:2. Wspomniani Hulk i Witsel na murawie pojawili się jednak dopiero w drugiej połowie. Przeciwko Maladze mają wybiec od pierwszej minuty. Spalletti będzie więc musiał nieco pogłówkować nad ustawieniem swojego zespołu, na szczęście nie musi się martwić kontuzjami. Te nękają z kolei Pellegriniego. Chilijski trener nie będzie mógł skorzystać z usług Julio Baptisty, a także Jeremy’ego Toulalana. Ten drugi do samego końca walczył o możliwość występu, jednak ostatecznie nie załapał się do kadry. W takiej samej sytuacji są Seba Fernandez, Fabrice Olinga i Oguchi Onyewu. Ten ostatni nie jest jeszcze rzekomo przygotowany do gry w takim spotkaniu. Pomimo dość licznych absencji Pellegrini będzie w stanie wystawić tę samą jedenastkę co w ostatnim meczu ligowym przeciwko Levante. Problemy z kontuzjami doskwierają Maladze nie od dzisiaj, dlatego były szkoleniowiec Realu Madryt mógł się niejako do nich przyzwyczaić.
AC Milan – Anderlecht
A co wyprawia się w Madrycie? Nawet Xabi nie gra na swoim poziomie (fot. Skysports.com)
Coś niedobrego dzieje się w tym sezonie w Milanie. Kibice mieli rację, domagając się od klubu oddania pieniędzy za karnety po sprzedaży Thiago Silvy i Zlatana Ibrahimovicia. Mediolańczycy w trzech pierwszych meczach Serie A zanotowali zaledwie jedno zwycięstwo, dwukrotnie przegrywając – w miniony weekend 0:1 przed własną publicznością z Atalantą Bergamo. W wybitnej formie nie są jednak również brukselczycy. Anderlecht rozegrał już siedem ligowych spotkań i wygrał zaledwie trzy z nich – pozostałe zakończyły się remisami. Mimo wszystko pozwala mu to zasiadać na drugim miejscu w ligowej tabeli. Kibice „Rossonerich” bez wątpienia cieszą się, że do składu na mecz Ligi Mistrzów będzie mógł wrócić Riccardo Montolivo. Włoch nie zagrał we wspomnianym spotkaniu z Atalantą, jednak w niedzielę trenował już na pełnych obrotach i nic nie stoi na przeszkodzie, aby przeciwko Belgom zagrał od pierwszej minuty. Massimiliano Allegri będzie miał jednak przed meczem nieco główkowania. Trener Milanu będzie musiał zdecydować, czy dać szansę gry od pierwszej minuty Bojanowi Krkiciowi, czy po raz kolejny zdecydować się na wystawienie El Shaarawy’ego i Pazziniego. Można to jednak nazwać bardziej kłopotem bogactwa niż rzeczywistym problemem. Problem ma za to John van den Brom, trener Anderlechtu, który będzie musiał poradzić sobie z brakiem zawieszonego za kartki Milana Jovanovicia. Do tego dochodzi oczywiście kontuzja Matiasa Suareza, najlepszego belgijskiego gracza zeszłego sezonu, który poddał się operacji kolana. Na niekorzyść brukselczyków przemawia również historia. Anderlecht mierzył się do tej pory z włoskimi drużynami czternastokrotnie i ani razu nie zaznał smaku zwycięstwa. Historii bez wątpienia przyglądają się także mediolańczycy. Milan dwukrotnie wygrywał europejski puchar, kiedy przychodziło mu mierzyć się z Anderlechtem. Miało to miejsce w sezonach 1993/1994 i 2006/2007. Historia zatoczy koło?
Grupa D
Real Madryt – Manchester City
– Celem nie jest wygranie sześciu meczów, ale wyjście z grupy – te słowa Jose Mourinho przed meczem z Manchesterem City, a po meczu z Sevillą doskonale obrazują nastroje, jakie panują obecnie w Madrycie. „Królewscy” są kompletnie bez formy i obawa przed starciem z „The Citizens” jest jak najbardziej uzasadniona. Inna sprawa, że również Manchester nie prezentuje jak na razie takiej dyspozycji jak w poprzednim sezonie. Wtorkowy mecz będzie więc idealną okazją dla jednej z ekip do podbudowania morale. Pojedynek na Estadio Santiago Bernabeu to zdecydowanie największy szlagier 1. kolejki. Pytanie tylko, czy podopieczni Jose Mourinho zdołają się zmobilizować na niego tak jak na rewanż z Barceloną w Superpucharze Hiszpanii. Portugalski trener będzie miał do dyspozycji wszystkich swoich zawodników, jednak mówi się, że w wyjściowym składzie dojdzie do zmian w porównaniu do przegranego meczu z Sevillą. Miejsce Higuaina ma zająć Benzema, za Di Marię zagra Modrić, dzięki czemu zagęszczony zostanie środek pola. Na ławkę powędruje także Marcelo, za którego zagra Coentrao. Niepewny występu jest także Alvaro Arbeloa, który zakończył spotkanie w Sewilli z lekkim urazem. Może otworzyć to drogę debiutu dla Michaela Essiena. Jeśli chodzi o gości z Manchesteru, to Roberto Mancini może na nowo skorzystać z Sergio Aguero. Nie wiadomo, czy Argentyńczyk da radę zagrać od pierwszej minuty, jednak może pojawić się na boisku w drugiej połowie. Kontuzjowani w dalszym ciągu są z kolei Micah Richards i Pablo Zabaleta. W drużynie z Etihad Stadium zadebiutuje za to Maicon – w każdym razie tak sądzą brytyjskie media. Ten sam Maicon, o którego tak zarząd Realu błagał Jose Mourinho. W obliczu kontuzji Arbeloi Brazylijczyk byłby teraz jak znalazł. Nie ma co jednak gdybać, choć Portugalczykowi być może zostało właśnie tylko to. „The Special One” jest mocno krytykowany przez środowiska piłkarskie w Hiszpanii, w tym przez byłego prezesa Realu Madryt, Ramona Calderona. Hiszpan uważa, że ostatnie komentarze ze strony Mourinho nie pomagają drużynie, która być może nie odczuwa odpowiedniego wsparcia. Coś w tym może jest, jednak przede wszystkim swoją grę poprawić muszą sami piłkarze Realu, którzy na razie w niczym nie przypominają samych siebie z poprzedniego sezonu.
Borussia Dortmund – Ajax Amsterdam
Europejski klasyk, jakby nie patrzeć. Ekipie z Dortmundu drugi rok z rzędu nie dopisało szczęście w losowaniu, tym razem jeszcze bardziej niż przed rokiem. W poprzedniej edycji Ligi Mistrzów drużyna Jürgena Kloppa musiała uznać wyższość Arsenalu, Marsylii i Olympiakosu. Teraz mistrz Niemiec również nie jest faworytem awansu do 1/8 finału. Faworytem jest jeśli chodzi o sam wtorkowy mecz. Na Signal Iduna Park przyjedzie Ajax Amsterdam, aby dostarczyć wieczór pełen emocji. Holendrzy to czterokrotni zdobywcy Pucharu Mistrzów, a do tego dwukrotni przegrani finaliści. Borussia w tych rozgrywkach triumfowała tylko raz, ale w Europie niejednokrotnie dawała o sobie znać. Obydwie drużyny rywalizowały ze sobą w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w sezonie 1995/1996. Prowadzony wówczas przez Louisa van Gaala Ajax pokonał Borussię 2:0 i 1:0. W ekipie Ajaksu występował wówczas obecny trener, Frank de Boer. Czasy to jednak dość odległe, nawet Legia Warszawa grała wówczas w ćwierćfinale. Tamten Ajax to już przeszłość, ale to oczywiście ciągle wielka drużyna, która może niemieckiemu rywalowi napsuć nieco krwi. Amsterdamczycy, podobnie jak dortmundczycy, w miarę udanie rozpoczęli obecny sezon. Holendrzy po pięciu rozegranych meczach w Eredivisie mają jedenaście punktów. Niemcy rozegrali tylko trzy kolejki, w których zdobyli punktów siedem. Borussia podejdzie do meczu Ligi Mistrzów w najsilniejszym składzie. Jürgen Klopp ma do dyspozycji wszystkich swoich najlepszych zawodników i jest wielce prawdopodobne, że zdecyduje się wystawić identyczny skład jak w ostatnim spotkaniu ligowym. Kilku zmian dokonać może za to Frank de Boer. Holenderski trener nie będzie mógł skorzystać z kontuzjowanych Nicolaia Boilesena, Eyonga Enoha i Kolbeinna Sigthorssona. Do wyjściowego składu może powrócić za to Ryan Babel, a w porównaniu do ostatniego meczu ligowego od pierwszej minuty zagra także Thulani Serero, który przeciwko RKC nie mógł grać z powodu zawieszenia.