Niemożliwe prawie stało się faktem. Prawie. Choć już po 45 minutach „Kanonierzy” odrobili trzy bramki straty z pierwszego meczu, na czwartą nie starczyło energii. „Możemy być pozytywnie nastawieni” – zapewniał po meczu z Milanem polski golkiper Arsenalu. Heroizm jego zespołu na długo pozostanie w pamięci kibiców, ale w ćwierćfinale zagrają Włosi.
Korespondencja z Emirates Stadium
– Trzeba przyznać, że na San Siro dostaliśmy poważne lanie – przyznał Wojciech Szczęsny już po rewanżowym spotkaniu, choć podkreślał, że jego koledzy nigdy nie stracili wiary w awans. Tym niemniej trudno o postawienie sobie poprzeczki wyżej, aniżeli przegrywając 4:0 w pierwszym meczu.
Kiedy słoweński sędzia Damir Skomina po raz ostatni zagwizdał we wtorkowy wieczór w Londynie, narzucało się pytanie, czy trudniejsze było zmotywowanie się do wyjścia na boisko, czy też zejście z niego, będąc tak bliskim przechylenia szali na swoją korzyść. Szczęsny długo nie zastanawiał się nad odpowiedzią. – Najtrudniejsze było pozytywne nastawienie do tego spotkania i uwierzenie w to, że jesteśmy w stanie nie tylko wygrać, ale i wygrać dużą liczbą bramek, aby awansować do następnej rundy.
Polak podkreślał wiarę zespołu we własne umiejętności. – Niewielu na nas liczyło – przyznał. – Ale my wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie wygrać wysoko. Szkoda, że zabrało tylko jednej bramki, ale jeżeli będziemy tak grali w meczach Premier League, to nikt nas nie pokona.
Kiedy pod bramką Christiana Abbiatiego „Kanonierzy” świętowali kolejne trafienia Koscielnego, Rosicky’ego i van Persiego, Szczęsny z radości szalał pod własną bramką. Nie umknęło to kamerom. – Nikt z kolegów do mnie nie podchodził, więc musiałem sam tę energię wykorzystać – żartuje golkiper. – Jednak najbardziej bym się cieszył, gdybyśmy strzelili piątą bramkę… – pół żartem, pół serio, ale z pewnym rozżaleniem szybko dodaje.
Choć po meczu wielu jego kolegów kręciło głowami z niedowierzania i zawodu, Polak w typowym dla siebie stylu tryska optymizmem i pewnością siebie. – Odpadliśmy, ale obudzimy się następnego dnia i zdamy sobie sprawę, że zagraliśmy genialny mecz przeciwko jednej z najlepszych drużyn w Europie. Jest to świetne doświadczenie dla nas. Mam nadzieję, że takie mecze jak ten będziemy w stanie powtarzać w Premier League oraz Champions League w przyszłym sezonie.
Otwartą kwestią pozostaje, czy w elitarnych rozgrywkach Arsenal za rok zagra. Moje pytanie na temat walki o czwarte miejsce w lidze zostaje szybko przerwane. – My nie walczymy o czwarte miejsce. Walczymy o wyższe cele. Realistycznie wiemy, że nie jesteśmy w stanie wygrać ligi w tym sezonie, ale w tej chwili nie przyjąłbym tego czwartego miejsca. Chcemy wyprzedzić Tottenham. To jest nasza motywacja!
Takimi odpowiedziami w zdobywaniu uwielbienia kibiców Arsenalu Szczęsny nie ma sobie równych. Pytanie tylko, czy faktycznie mierzy siły na zamiary. Po zejściu z boiska wycieńczonych Oxlade-Chamberlaina oraz Theo Walcotta, gospodarzom zabrakło na skrzydłach pary przeciwko obronie „Rossoneri”. Również przy tym pytaniu nie trzeba było długo czekać na trafną ripostę. –









