Wisła Kraków doznała kolejnej klęski w europejskich pucharach. Tym razem zakończyło się na porażce 1:4 z angielskim Fulham. Ta przegrana grzebie nadzieje Wisły na awans do kolejnej rundy.
Oglądając składy, w jakich obie drużyny wychodziły na boisko, kibice zaczęli się zastanawiać, czy trener Maaskant czasem nie zwariował. Obecność Daniela Bruda w wyjściowej jedenastce była totalnym zaskoczeniem. Jednak patrząc na grę wiślaków w ostatnich spotkaniach, fani doszli do wniosku, że Holender właśnie odzyskał rozum, decydując się na wstawienie młodego Polaka kosztem bardziej doświadczonych piłkarzy. Główny wpływ na decyzję trenera „Białej Gwiazdy” miały kontuzje. Radosław Sobolewski, Gordan Bunoza, Tomas Jirsak, Maor Melikson i Patryk Małecki nie mogli zagrać w starciu z Fulham z powodu drobniejszych lub poważniejszych urazów. W składzie zabrakło też Jovanovicia i Iliewa, ale w ich przypadku powodem były sprawy pozasportowe.

Tak osłabiona Wisła od razu dała się zepchnąć do defensywy i już po trzech minutach Damien Duff oddał pierwszy strzał ostrzegawczy na bramkę Pareiki. 60 sekund później znów w roli głównej wystąpił Irlandczyk, tym razem jednak golkiper mistrzów Polski nie miał nic do powiedzenia. Fantastyczna akcja gospodarzy, w której piłka wędrowała jak po sznurku po błyskawicznej klepce, zakończyła się podaniem do wbiegającego w pole karne Duffa, a jego potężne uderzenie musiało wylądować w siatce. Akcja marzenie.
Tak szybka strata bramki powinna podłamać nieradzącą sobie najlepiej w ostatnich spotkaniach Wisłę. Tymczasem stało się coś zupełnie innego, krakowianie pokazali, że mają charakter i po kolejnych pięciu minutach doprowadzili do remisu. Akcja zaczęła się od przechwytu Wilka, później z piłką popędził Biton, dograł do Garguły, a ten odegrał do tyłu, gdzie czekał już Kirm. Słoweniec oddał mocny strzał zza pola karnego, piłka jeszcze odbiła się od któregoś z obrońców Fulham i wpadła do siatki. Nie minęła minuta, a piłka znów wylądowała w siatce. Tym razem atak Anglików wykończył Johnson, lecz na szczęście sędzia wychwycił pozycję spaloną napastnika gospodarzy.
W dalszej części spotkania tempo nieco opadło. Dopiero w 21. minucie ciekawą akcję przeprowadzili wiślacy. Efektowna szarża Kirma zakończyła się jednak niedokładnym dośrodkowaniem. W rewanżu na bramkę Pareiki uderzał Riise i kto wie, jak by się to zakończyło, gdyby nie rykoszet od któregoś z obrońców „Białej Gwiazdy”. A tak był tylko rzut rożny, który najpierw został fatalnie wykonany przez Duffa. Piłka ponownie trafiła do Irlandczyka, który dośrodkował do Andy’ego Johnsona, a ten piekielnie mocnym uderzeniem z woleja wpakował piłkę do wiślackiej bramki. Fantastyczne uderzenie Anglika, Pareiko nie miał absolutnie żadnych szans na udaną interwencję.












