Przed meczem z Jagiellonią mieli na koncie cztery porażki oraz ujemny bilans bramkowy, choć na początku obecnych rozgrywek skazywani byli na pożarcie, czyli walkę o pozostanie w elicie. Dzisiaj wykorzystali szansę na to, by stać się samodzielnym liderem PKO Ekstraklasy! Mowa oczywiście o piłkarzach Wisły Płock, którzy pod wodzą Radosława Sobolewskiego zaskakują niezwykle pragmatyczną grą.
W przypadku „Nafciarzy” trudno mówić o tym, że dobrze weszli w sezon. Na pierwsze zwycięstwo w obecnych rozgrywkach sympatycy płocczan musieli czekać do piątej kolejki. Do tego czasu mieli na koncie raptem jeden punkt i co równie ważne, od trzech tygodni grali wówczas bez Leszka Ojrzyńskiego, który dzień po porażce z Lechem Poznań postanowił z przyczyn osobistych rozstać się ze swoimi podopiecznymi.
Kiedy Radosław Sobolewski przejmował Wisłę Płock, wydawało się, że mimo wszystko trudno będzie wiślakom wyjść z marazmu. Jednakże włodarze klubu z Płocka doskonale wiedzieli, co robią, zatrudniając żywą legendę polskiej ekstraklasy. Pomimo tego, że Sobolewski nie jest doświadczonym trenerem, to i tak na temat swojego zawodu wie dość dużo. Można powiedzieć, że nauczył się swojego obecnego fachu, będąc asystentem m.in. u boku swojego kolegi z Wisły Kraków – Macieja Stolarczyka.
To nie jest przypadek
Ktoś mógłby powiedzieć, że obecne wyniki „Nafciarzy” to zwykły przypadek, jakich multum w polskiej ekstraklasie. Jednakże nie da się nie zauważyć, że płocczanie grają wyjątkowo skutecznie, czyli pragmatycznie. Nie grają porywającego futbolu. Ich styl gry w żaden sposób nie jest przyjemny dla oka. Natomiast przynosi efekty w postaci punktów, a to najważniejsze.
O „pragmatyzmie ligowym” pisaliśmy a propos naszych obecnych beniaminków, powołując się również na przykład gry Wisły Płock, która jak już wspomniano, gra przede wszystkim skutecznie. Tekst ten można znaleźć, klikając TUTAJ.
Podopieczni Radosława Sobolewskiego sytuacji w meczu nie mają zbyt wielu, ale za to, co mają, to wykorzystują. Dodatkowo grają solidnie w defensywie, co również rzuca się w oczy. Gdyby nie blamaż 0:5 w Lubinie z miejscowym Zagłębiem, to płocczanie mieliby na koncie na dzień dzisiejszy raptem 13 straconych goli, czyli nie byłoby „tragedii”, patrząc na resztę tabeli i pamiętając również o nieudanym początku sezonu i równie wysokiej porażce w Poznaniu…











