Reprezentacja Polski, mimo kilku trudniejszych momentów, wygrała swój półfinałowy baraż z Albanią 2:1. Ten mecz pokazał jednak słabości, których nie można zignorować. Jedną z nich jest gra linii pomocy, która szczególnie w pierwszej połowie wyraźnie zawodziła. W tym spotkaniu selekcjoner naszej kadry Jan Urban zrezygnował z wystawienia pomocnika o defensywnym profilu. Zamiast tego postawił na zawodników, którzy mieli narzucać tempo gry. Czy mimo kilku solidnych piłkarzy wciąż potrzebujemy typowego defensywnego pomocnika w najważniejszych meczach?
Pierwsza połowa to pokaz bezsilności
Już początek spotkania zwiastował, że tak odważne podejście do rywala może przynieść korzyści reprezentacji Polski. Było widać, że drużyna Jana Urbana chce przejąć inicjatywę, i początkowo rzeczywiście jej się to udawało. Z czasem jednak pojawił się poważny problem, który zaczął doskwierać całemu zespołowi. Pomiędzy linią obrony a pomocą zrobiło się bardzo dużo miejsca, co Albańczycy skrzętnie wykorzystywali. Pressing rywali może nie stał na najwyższym poziomie, ale wystarczył, by wpędzić nas w spore tarapaty. W trakcie trwania pierwszej połowy nasze ataki praktycznie zanikły i tylko Filip Rózga swoimi rajdami próbował zaskoczyć przeciwników, jednak i one kończyły się stratami. Dodatkowo słabo zaprezentował się Matty Cash, który w dwóch sytuacjach w kuriozalny sposób wybijał piłkę, niemal pod nogi albańskich napastników.
Ostatecznie nonszalancka gra w obronie zakończyła się stratą gola. Wynikała ona z powtarzającego się błędu – zbyt dużej przestrzeni między linią obrony a pomocą. Rywale, poza dobrą organizacją gry, nie prezentowali wysokiego poziomu w innych aspektach. Problem polegał jednak na tym, że sami dawaliśmy im okazje do tworzenia groźnych sytuacji. Piotr Zieliński w pierwszej połowie był widoczny głównie na własnej połowie. Brakowało mu swobody, do której nas przyzwyczaił, a dodatkowo było widać, że drużynie brakowało zawodnika, który zabezpieczałby środek pola i skutecznie hamował akcje rywali. Na tym ustawieniu nie skorzystał również Sebastian Szymański, który także zagrał poniżej oczekiwań. W efekcie tacy piłkarze jak Robert Lewandowski czy Jakub Kamiński zaliczyli słabe pierwsze 45 minut.
Było wyraźnie widać, że zespół męczy się w tym ustawieniu i nie potrafi wejść na odpowiedni poziom. Mimo przewagi piłkarskiej nad Albanią nie byliśmy w stanie przełożyć jej na wydarzenia boiskowe. Widać było brak pewności, który narastał z każdą kolejną minutą. W pierwszej połowie wyraźnie odczuwalny był brak typowego defensywnego pomocnika i wydaje się, że gdyby nie stracona bramka, Bartosz Slisz pojawiłby się na boisku wcześniej.

Druga połowa — zmiana systemu i dużo lepsza gra pomocników reprezentacji Polski
Wynik na tablicy sprawił, że nasza gra musiała ulec diametralnej zmianie. Początek drugiej połowy nie wyglądał najlepiej, ale z każdą minutą reprezentacja Polski prezentowała się coraz lepiej. Wraz z poprawą gry całego zespołu odżyła również linia pomocy. Duet Zieliński – Szymański zaczął wyglądać naprawdę obiecująco. Dużą rolę odegrała zmiana systemu po przerwie i z upływem czasu było coraz wyraźniej widać, że była to trafna decyzja. Polska zaczęła wywierać coraz większą presję na rywalach, co przełożyło się na dwa gole i ostateczne zwycięstwo. W tamtym momencie można było odnieść wrażenie, że jesteśmy w stanie grać naprawdę dobrze, a ustawienie z dwoma kreatywnymi pomocnikami ma sens. Trzeba jednak pamiętać, że Albania również opadła z sił, co ułatwiło nam przejęcie inicjatywy. W takich warunkach znacznie łatwiej poprawić obraz gry, nawet po słabej pierwszej połowie.











