Rozmawiałem dzisiaj ze znajomym trenerem na temat Pucharu UEFA, meczu Tottenham – Wisła. Debatowaliśmy głównie o tym, że każda drużyna inaczej gra w swojej ojczystej lidze, a inaczej w europejskich pucharach. Bez owijania w bawełnę: czy Wisła ma jakieś szanse?
Przed meczem Chelsea – Tottenham (1:1) mówiłem, że Krakowianie szanse mają spore. „Koguty” w drugiej połowie tego spotkania zagrały jednak momentami piłkę nieosiągalną dla polskiego zespołu, więc ugryzłem się w język. Potem, patrząc na ogólne poczynania w lidze klubu z White Hart Lane, doszedłem do wniosku, że teraz jest dobry moment, żeby z nimi wygrać. Nowe gwiazdy: Modric, Pawluczenko czy Bentley jeszcze się nie zazębiły, nie odnalazły w nowym otoczeniu. To jest wielka szansa Wisły. Wszelkie moje nadzieje powinny jednak odejść po wczorajszym meczu, kiedy Lech Poznań wręcz rozjechał Wisłę na Reymonta. Boję się przede wszystkim o Mariusza Pawełka. Uosobieniem spokoju i pewności to on na pewno nigdy nie był, nawet gdy miał swoją rundę, grając jeszcze w Odrze.
Naprawdę już nie wiem co o tym myśleć. Tym bardziej, że w momencie pisania tego tekstu Tottenham przegrywa na własnym stadionie już 0:2 z Aston Villą. Czyli jakby napisali Anglicy: „slump continues”. Wrócę więc do mojej rozmowy z trenerem, bądź co bądź ekspertem od ligowych spraw. Przypomniał mi przykład Liverpoolu z okresu, kiedy to „The Reds” wygrali Ligę Mistrzów, a bohaterem Stambułu został okrzyknięty nasz Jurek Dudek. W 2005 roku, bo wtedy to było, klub z miasta Beatlesów, mimo że wygrał Ligę Mistrzów, to w Premiership zajął dopiero piątą lokatę. Dlaczego? Bo liga a puchary to dwie różne areny. Bo w Liverpoolu grało dużo Hiszpanów przyzwyczajonych do piłki technicznej i lekkiej, nie siłowej i szybkiej jak w Anglii. Patrząc teraz na skład Tottenhamu, wydaje mi się, że z nimi może być podobnie, przy zachowaniu oczywiście wszelkich proporcji. Juande Ramos już nie ma do dyspozycji swojego duetu snajperów, którzy potrafili wygrać mecz. Robbie Keane i Dimitar Berbatov grają teraz po przeciwnych stronach barykady. A, jak wspomniałem, nowi zawodnicy muszą się wkomponować w drużynę.
I w tym właśnie momencie powinna wkroczyć Wisła. Powinna zdecydowanie uderzyć, zdobyć bramkę na wyjeździe, uzyskać satysfakcjonujący wynik. Wiem, że piłkarze Skorży mogą tego dokonać. Wiem, że sam Skorża, niby bez doświadczenia, ale z „tym czymś”, może to zrobić. Czy Biała Gwiazda nawiąże do tych epickich sukcesów za Henryka Kasperczyka? Na pewno będzie jej teraz dużo trudniej niż wtedy. Szybki Brożek może sobie poradzić z Dawsonem, czy Woodgatem, ale praktycznie każdy zawodnik Tottenhamu może sforsować czasami dziurawą wręcz obronę Mistrza Polski.
Wróćmy jednak do pytania postawionego we wstępie. Tak, Wisła ma szansę. Dzięki Bogu w futbolu nie decydują jeszcze budżety klubowe, a ludzie. Ludzie, którzy mogą mieć słabszy lub lepszy wieczór. I oczywiście przypadek, a zaraz po nim sędzia. Howard Webb to na pewno nie będzie, więc część Polaków już teraz może być spokojna. Mam nadzieję, że, pisząc kolejny felieton już po czwartkowym spotkaniu, będę miał powody do radości. Jakiejkolwiek.










