Wydarzenia obu piątkowych spotkań drugiej kolejki ekstraklasy przesłoniły błędy Szymona Marciniaka. Błędy, które przy systemie VAR nie powinny się pojawić. Jak widać, nie tylko niektórzy zawodnicy żyją jeszcze wakacjami.
Piątkowe mecze drugiej serii spotkań stały pod znakiem meczu przyjaźni między Lechią Gdańsk i Śląskiem Wrocław oraz chrztu ognia beniaminka z Legnicy na stadionie krakowskiej Wisły. Niespodziewanie (anty)bohaterem dnia został jednak Szymon Marciniak.
Wisła z problemami, ale dalej płynie
O krakowskiej Wiśle w ostatnich dniach więcej mówiono oraz pisano w kontekście problemów związanych ze stadionem niż o obecnej dyspozycji sportowej zespołu. Ostatecznie jednak władze klubu doszły do porozumienia z miastem i mecz z Miedzią Legnica można było rozegrać na obiekcie przy ulicy Reymonta. „Białą Gwiazdę” kosztowało to 123 tysiące złotych.
Zawodnicy Wisły jakby niezrażeni całym zamieszaniem od początku spotkania starali się zdominować rywali. Nie było to jednak proste, gdyż Miedź nie przyjechała do Krakowa tylko się bronić. Blisko objęcia prowadzenia zespół z Legnicy był już na początku meczu, gdy strzał z dystansu Henrika Ojamy z najwyższym trudem i trochę szczęśliwie obronił Michał Buchalik. Zawodnicy „Białej Gwiazdy” próbowali odpowiedzieć, jednak akcje zaczepne, o ile w ogóle kończyły się strzałem, to niecelnym.
Dominacja Wisły w posiadaniu piłki sprawiła, że Miedź nastawiła się na wyprowadzanie szybkich kontrataków. Jeden z nich mógł zakończyć się objęciem prowadzenia przez legniczan. W świetnej sytuacji pojedynek z Michałem Buchalikiem przegrał jednak Petteri Forsell. Niewykorzystane sytuacje w futbolu lubią się mścić, o czym gracze Miedzi brutalnie przekonali się dziesięć minut później. Po dośrodkowaniu Rafała Pietrzaka i zamieszaniu w polu karnym głową strzelał Marcin Wasilewski. Uderzenie rosłego defensora zdołał jeszcze obronić Łukasz Sapela, lecz przy dobitce Zdenka Ondraska był bezradny.
Marzenia Miedzi o odrobieniu strat „Biała Gwiazda” zniszczyła tuż po przerwie. Szybką kontrę Wisły i dobre podanie Patryka Małeckiego wykorzystał Dawid Kort, który z łatwością wszedł przed Henrika Ojamę, zajmując dogodną pozycję do strzału.
Po podwyższeniu prowadzenia „Biała Gwiazda” kontrolowała przebieg spotkania, nie dopuszczając rywali do dogodnych sytuacji bramkowych. Gdy losy starcia wydawały się już przesądzone, w jednej z ofensywnych akcji Miedzi Maciej Sadlok sfaulował w polu karnym Fabiana Piaseckiego. Rzut karny na kontaktowego gola zamienił Marquitos.











