Wisła Kraków i Jerzy Brzęczek, czyli czy leci z nami pilot?


Przyglądamy się obecnej sytuacji „Białej Gwiazdy”

29 września 2022 Wisła Kraków i Jerzy Brzęczek, czyli czy leci z nami pilot?
Krzysztof Porębski / PressFocus

Wisła Kraków po spadku do 1 ligi gra mało skutecznie, bez pomysłu. Okazuje się, że w tych rozgrywkach wcale nie będzie miała łatwo. Klub przegrał już cztery mecze i boryka się z kilkoma pomniejszymi problemami, jak choćby z bardzo nierówną grą. Obecnie wygląda to tak, jakby Jerzy Brzęczek nie miał koncepcji na swój zespół, a ten jest przecież nie byle jaki.


Udostępnij na Udostępnij na

Przerwa na reprezentację to moment, kiedy wiele klubów Fortuna 1. Ligi może chwilę odpocząć od rozgrywkowej rzeczywistości, lepiej przygotować się do następnych meczów czy wypracować nowe schematy mogące przynieść dalsze korzyści. Czy na pracy właśnie skupiali się w krakowskiej Wiśle? Pokażą najbliższe dni, bo jedenaście do tej pory rozegranych spotkań, po spadku z ekstraklasy, to ogromna i nienapawająca optymizmem sinusoida. Pięć zwycięstw, dwa remisy i aż cztery porażki to bilans, na który spoglądając, nie można tryskać radością, zwłaszcza jeśli kibicuje się piłkarzom z ulicy Reymonta. Co prawda włodarze klubu zapowiadali, że powrót do elity ma odbywać się spokojnie i może zająć dwa lata, ale… z takim potencjałem sportowym, kibicowskim czy organizacyjnym ten zespół po prostu musi jak najszybciej wrócić na najwyższy szczebel. Wielu życzyłoby sobie, by „Biała Gwiazda” grała tam, gdzie jej miejsce, czyli w ekstraklasie – jednak na razie nie wygląda to najlepiej, a klub boryka się z różnymi problemami.

Jakie to głównie bolączki?

Ostatnio zdecydowanie liczba traconych goli i sposób, w jaki przeciwnik je strzela. Po meczu z Puszczą Rafał Boguski przyznał, że we wcześniejszych spotkaniach nie mieli wiele pożytku ze stałych fragmentów, tymczasem przeciwko Wiśle dzięki nim wygrali mecz. To, jak wiślacy bronili, wołało o pomstę do nieba. W czasie gry nie wyciągali wniosków. Skoro wiedzieli przed spotkaniem o silnych stronach gości, to pojawia się pytanie, co jeszcze szwankowało: przygotowanie i plan na mecz czy jego realizacja?

Patrząc szerzej, Wisłę łatwo wybić z rytmu, wyprowadzić z równowagi. Objęcie prowadzenia nie daje im spokoju, a można odnieść wrażenie, że powoduje panikę pod tytułem „mamy 1:0, jak to teraz obronić?”. To zastanawiające, bo po dobrym początku sezonu, gdy przede wszystkim zgadzała się liczba punktów, była okazja do powolnego budowania pewności siebie. Tego nie widać, podobnie jak rozwoju drużyny, myśli przewodniej. Pierwszoligowcy mają za sobą już dziewięć kolejek. Można powiedzieć, że to niewiele i że zmieniony zespół jeszcze potrzebuje czasu. Z drugiej strony właśnie przekroczyliśmy 1/4 sezonu – komentuje dla nas Michał Knura z serwisu Love Kraków.

Dobre transfery i większa władza Jerzego Brzęczka

Z Jerzym Brzeczkiem w Krakowie bywa różnie. To temat rzeka, a kibice dzielą się na takich, którzy w tego trenera wierzą, i takich, którzy z klubu pozbyliby się go jak najszybciej. Każdy ma swoje racje, ale patrząc obiektywnie, były selekcjoner nie wykręca najlepszych statystyk, a przecież potencjał ludzki, jakim dysponuje w pierwszoligowych realiach, jest niczego sobie.

Brzęczek poprowadził „Białą Gwiazdę” w 26 spotkaniach. Notuje średnio 1,15 punktu na mecz, a więc jest to najgorszy rezultat, patrząc na jego dotychczasowe osiągnięcia trenerskie i kluby, w których pracował wcześniej. Na Reymonta przychodził jako ten, który miał odmienić zespół po Adrianie Guli, ale – jak widać – to mu się do tej pory nie udało. Co więcej, od niedawna zaczął odpowiadać także za cały pion sportowy i wziął na swoje barki również skauting, transfery czy analizy. Czy w obecnej sytuacji, w której znajduje się drużyna, jest to racjonalna decyzja? Raczej nie i różne głosy krytyki nie pojawiają się bez przyczyny.

Największym mankamentem okresu pracy Jerzego Brzęczka w Wiśle jest to, że jego team nie prezentuje kompletnie, ale to kompletnie żadnego stylu. W kadrze krakowian znajduje się kilku bardzo dobrych zawodników. Trzeba docenić to, że klub przeprowadził świetne transfery, jak choćby te Rodado czy Łasickiego, ale w żaden sposób nie przekłada się to na boiskową dyspozycję.

– Powiększanie władzy Jerzego Brzęczka o kolejne obszary możne zaprowadzić w ślepą uliczkę. Trener, to widać, bardzo chce. Ale doby nie rozciągnie i zajmowanie się wieloma sprawami: trenowaniem, analizą rywali, skautingiem, przekonywaniem kandydatów do gry w Wiśle, negocjacjami może się ostatecznie źle skończyć. Brakuje mu jeszcze tylko funkcji wiceprezesa i mamy Michała Probierza w Cracovii. Tam nie skończyło się to dobrze.

Większość transferów można dotąd ocenić na plus. Dobrze poinformowani twierdzą też, że gdyby nie zaangażowanie Brzęczka, to w klubie nie byłoby już Luisa Fernandeza. Igor Łasicki wprost powiedział, że był blisko Widzewa Łódź, ale dał się przekonać Brzęczkowi, by powalczyć w 1 lidze. Gdy spojrzeć na cały okres tego trenera przy Reymonta, bardziej widoczne są owoce właśnie tej jego pracy niż budowanie drużyny, sprzedanie swojego pomysłu na grę.

Trener pracuje w Wiśle już ponad 200 dni i trudno wskazać w tamtej drużynie, którą próbował wskrzesić po Adrianie Guli, a także w obecnej coś, co określiliśmy „piętnem odciśniętym przez Brzęczka”. Świetne wykończenie po długich akcjach, zabójcze kontry, perfekcyjne stałe fragmenty. Na nic charakterystycznego nie można wskazać, a Puszcza to boleśnie obnażyła – dodaje Michał Knura.

Jerzy Brzęczek na stanowisku. Czy to się uda?

Zarząd Wisły ciągle wierzy w umiejętności Jerzego Brzęczka i w to, że drużyna w końcu odpali. Właściwie trudno się temu dziwić – skoro udało się zbudować silną kadrę, to można wierzyć w to, że wszystko się uda. Z drugiej strony nadzieja bywa matką głupich, a cierpliwość może się skończyć choćby dlatego, że obecny zespół trudno czasem oglądać. Niekiedy można odnieść wrażenie, że ta maszyna leci bez pilota i zmierza ku ziemi. Oczywiście chcielibyśmy się mylić, a to, czy drużyna z Reymonta przełamie się na dobre – czego życzymy – pokażą najbliższe, trudne mecze z Chojniczanką Chojnice, ŁKS-em Łódz i Termalicą. Ale uprzedzamy: będzie o to ciężko.

– Jakie są problemy Wisły? Myślę, że sprawy mentalne. Trochę mi to przypomina, choć mimo wszystko nie w takiej skali, Legię Warszawa z poprzedniego sezonu. Jak na 1 ligę skład „Białej Gwiazdy” jest naprawdę mocny i bez problemu powinien utrzymywać się w ścisłej czołówce. Obawiam się, że szatnia nie jest w stanie zareagować na kryzys bez nowego sternika, dlatego nie spodziewałbym się wyjścia z kryzysu za trenera Brzęczka – podsumowuje dla nas Patryk Motyka z serwisu Onet.

Komentarze
Kamil (gość) - 2 miesiące temu

„Piętnem odciśniętym przez Brzęczka” jest właśnie ta bylejakość. W zasadzie widzę 2 rozwiązania:
- Drużyna zacznie jako-tako grać, nazbiera punktów, może nawet awansuje, ale na dłuższą metę nie stworzą dobrego zespołu, a bardziej pewne że w końcu i tak znowu wszystko się sypnie, nadejdzie seria kolejnych kilku słabych meczy, straty punktów i znowu morale w dół. I tak w koło Macieju.
- Drużyna do listopada się nie obudzi. Coś wygra, coś zremisuje, na pewno dużo przegra. I wtedy co? Pozostaje zwolnienie trenera, ale o jejku, on jest jeszcze dyrektorem sportowym, szefem skautingu i działu analiz. Czy zatem zwalniamy jednego i szukamy z powrotem 4 "zaufanych" na jego miejsce? Jeden dyrektor im się nie udał i dostał kopa, a co dopiero 4 ludzi na już. Raczej zmienią trenera, a zostawią Jurka na pozostałych stanowiskach. Ale to też trochę kwaśno, bo ten nowy trener musiałby zaakceptować, że jego bezpośrednim przełożonym jest facet, który stracił funkcję trenera na jego rzecz.
Słabo to wszystko wygląda. Obym się mylił.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze