Wisła Kraków po spadku do 1 ligi gra mało skutecznie, bez pomysłu. Okazuje się, że w tych rozgrywkach wcale nie będzie miała łatwo. Klub przegrał już cztery mecze i boryka się z kilkoma pomniejszymi problemami, jak choćby z bardzo nierówną grą. Obecnie wygląda to tak, jakby Jerzy Brzęczek nie miał koncepcji na swój zespół, a ten jest przecież nie byle jaki.
Przerwa na reprezentację to moment, kiedy wiele klubów Fortuna 1. Ligi może chwilę odpocząć od rozgrywkowej rzeczywistości, lepiej przygotować się do następnych meczów czy wypracować nowe schematy mogące przynieść dalsze korzyści. Czy na pracy właśnie skupiali się w krakowskiej Wiśle? Pokażą najbliższe dni, bo jedenaście do tej pory rozegranych spotkań, po spadku z ekstraklasy, to ogromna i nienapawająca optymizmem sinusoida. Pięć zwycięstw, dwa remisy i aż cztery porażki to bilans, na który spoglądając, nie można tryskać radością, zwłaszcza jeśli kibicuje się piłkarzom z ulicy Reymonta. Co prawda włodarze klubu zapowiadali, że powrót do elity ma odbywać się spokojnie i może zająć dwa lata, ale… z takim potencjałem sportowym, kibicowskim czy organizacyjnym ten zespół po prostu musi jak najszybciej wrócić na najwyższy szczebel. Wielu życzyłoby sobie, by „Biała Gwiazda” grała tam, gdzie jej miejsce, czyli w ekstraklasie – jednak na razie nie wygląda to najlepiej, a klub boryka się z różnymi problemami.
Jakie to głównie bolączki?
– Ostatnio zdecydowanie liczba traconych goli i sposób, w jaki przeciwnik je strzela. Po meczu z Puszczą Rafał Boguski przyznał, że we wcześniejszych spotkaniach nie mieli wiele pożytku ze stałych fragmentów, tymczasem przeciwko Wiśle dzięki nim wygrali mecz. To, jak wiślacy bronili, wołało o pomstę do nieba. W czasie gry nie wyciągali wniosków. Skoro wiedzieli przed spotkaniem o silnych stronach gości, to pojawia się pytanie, co jeszcze szwankowało: przygotowanie i plan na mecz czy jego realizacja?
Patrząc szerzej, Wisłę łatwo wybić z rytmu, wyprowadzić z równowagi. Objęcie prowadzenia nie daje im spokoju, a można odnieść wrażenie, że powoduje panikę pod tytułem „mamy 1:0, jak to teraz obronić?”. To zastanawiające, bo po dobrym początku sezonu, gdy przede wszystkim zgadzała się liczba punktów, była okazja do powolnego budowania pewności siebie. Tego nie widać, podobnie jak rozwoju drużyny, myśli przewodniej. Pierwszoligowcy mają za sobą już dziewięć kolejek. Można powiedzieć, że to niewiele i że zmieniony zespół jeszcze potrzebuje czasu. Z drugiej strony właśnie przekroczyliśmy 1/4 sezonu – komentuje dla nas Michał Knura z serwisu Love Kraków.











