Athletic Bilbao ostatecznie podzielił się punktami z Barceloną, remisując z nią 2:2, choć dwukrotnie wychodził na prowadzenie. Kibice zgromadzeni na San Mames byli świadkami niesamowitego widowiska, okraszonego wielkimi emocjami i sporą dozą przypadku, bo rzęsiście padający deszcz nie umożliwiał rozwinięcia skrzydeł ani jednym, ani drugim.

Początek tego meczu to typowe szachy pomiędzy solidnym graczem a wytrawnym mistrzem. Obydwie ekipy zaczęły badać swoje możliwości, ale to „Blaugrana” dłużej utrzymywała się przy piłce. W 3. minucie świetną akcją w środku pola przeprowadzili Adriano z Xavim. Brazylijczyk z Hiszpanem poklepali dwukrotnie defensywę Athleticu, ten pierwszy oddał strzał, z którym nie bez problemów poradził sobie Iraizoz. Barcelonie w ogromnej ilości podań absolutnie nie przeszkadzał nawet bardzo gęsto padający deszcz, który na San Mames utrzymywał się już od kilku godzin przed rozpoczęciem spotkania.
Baskowie co jakiś czas przebudzali się z letargu i próbowali atakować „Katalończyków” w okolicach środka boiska, jednak przeważnie rywal z Barcelony spokojnie mógł rozgrywać piłkę i szukać kolejnych akcji ofensywnych i był stroną dominującą w pierwszych dziesięciu minutach meczu.
W 13. minucie sygnał do ataku w drużynie Bilbao dał Muniain. Młodziutki Hiszpan dostał piłkę na prawej stronie na połowie „Barcy”, oddał ją przepięknie do Fernando Llorente, ten przegrał jeszcze do narożnika boiska do Susaety, żeby futbolówka spadła wreszcie pod nogi Andera, który uderzył jednak zbyt lekko dla Victora Valdesa. 5 minut później po kolejnej klepce przed polem karnym Athleticu piłka spadła w końcu pod nogi Iniesty, ale reprezentant Hiszpanii uderzył wysoko ponad bramką.
W 20. minucie pojedynku gospodarze obudzili się na całego, podobnie jak stadion San Mames, który żywiej zaczął reagować na boiskowe sytuacje. Susaeta wykorzystał na lewej stronie poślizgnięcie Mascherano, podciągnął z piłką kilka metrów, odegrał ją przed „szesnastkę” do Andera Herrery, który przyjął ją, wybrał róg i oddał perfekcyjny strzał, który dał jego drużynie prowadzenie. „Katalończycy” próbowali odpowiedzieć dwie minuty później, kiedy to z prawej strony na wysokości pola karnego faulowany był Busquets. Do piłki podszedł Messi, chytrze zagrał do wbiegającego na linię pola karnego Daniego Alvesa, ale Brazylijczyk uderzył prosto w Gorkę Iraizoza. Kilkadziesiąt sekund później nie pomylił się już jednak Cesc Fabregas. Były gracz Arsenalu Londyn popisał się cudownym strzałem głową po równie cudownej wrzutce Erica Abidala. Szybka odpowiedź i ten pasjonujący mecz rozpoczął się na nowo!
Barcelonie te dwie akcje dodały skrzydeł, bo kolejna mogła przynieść drugą bramkę. Tym razem środkiem boiska ruszył Lionel Messi, ale jego strzał minął słupek o dobre dwa metry. „Pchła” jednak się nie załamała i ruszyła z kolejnym szturmem, kończąc go prostopadłym podaniem do Cesca, ale sytuację skasował jeden z defensorów gospodarzy. Po pół godzinie goście stworzyli sobie kolejną sytuację bramkową, wykreowaną przez znakomity w tym sezonie duet Messi – Fabregas. Wszystko zakończyło się jednak tylko wielkim zamieszaniem w polu karnym i zbyt łatwym strzałem Iniesty. Obraz gry nie wyglądał dla Bilbao najlepiej, bo po straconej bramce Baskowie praktycznie nie wychodzili z własnej połowy, co kibice coraz częściej kwitować musieli gwizdami, gdy z kolejnym atakiem ruszał rywal.











