Manchester United pokonał na własnym obiekcie dobrze grający Sporting Braga 3:2. Obie bramki dla Portugalczyków zdobył w pierwszej połowie spotkania Alan Silva, natomiast zwycięskie trafienia dla gospodarzy zaliczyli Hernandez oraz Evans.

Obserwatorzy z całego świata byli chyba przed tym spotkaniem przekonani, kto jest głównym faworytem do zwycięstwa, a kto może liczyć na odrobinę szczęścia. Liga Mistrzów jest jednak turniejem bardzo nieprzewidywalnym, co udokumentował w ubiegłym sezonie Manchester United, który po fazie grupowej pożegnał się z dalszym udziałem, a jego miejsce zajął mistrz Rumunii. W tym roku podopieczni sir Aleksa Fergusona radzą sobie już zdecydowanie lepiej – po dwóch kolejkach prowadzą bowiem w grupie H z kompletem punktów. Nieco gorzej dotychczas gra Sporting Braga, który tylko raz pokonał rywala i wspólnie z CFR Cluj zajmuje środkową część grupy. Aspektami, które przemawiają na korzyść Portugalczyków przed występem na Old Trafford, są drobne urazy w ekipie rywala oraz deklaracja szkoleniowca o niewystawianiu najsilniejszego składu. Natomiast gospodarze plusów mogą szukać zdecydowanie u dwunastego zawodnika, gdyż gra toczyła się na ich własnym obiekcie.

Pierwsze sekundy dzisiejszego pojedynku przebiegały w bardzo nerwowej atmosferze. Już od samego początku obie ekipy próbowały na siłę przedostać się pod pole karne rywala i zdobyć bramkę dającą spokój w rozgrywaniu. Niespodziewanie w 2. minucie meczu jako pierwsi dokonali tego przyjezdni. Po wznowieniu z autu świetne dośrodkowanie w pole karne wykorzystał Alan, który nie został dobrze upilnowany przez Alexandra Buttnera – młodego debiutanta w ekipie United – i silnym strzałem pokonał bramkarza. Rozdrażniony Manchester natychmiast ruszył do ataku, ale to Portugalczycy byli bliscy podwyższenia wyniku w 9. minucie spotkania. Ruben Micael otrzymał dobre podanie na 16. metrze i z pierwszej piłki uderzył na bramkę De Gei, ale minimalnie obok prawego słupka. Kilka minut później niespodziewane dośrodkowanie z środka pola do Robina van Persiego zaserwował Cleverley. Zaskoczony Holender bez namysłu próbował przelobować golkipera, ale ten nie dał się zaskoczyć.











