Są takie mecze, po których ciężko spodziewać się wielkich emocji czy wysokiego poziomu. Widzew Łódź zremisował z Piastem Gliwice 1:1, a jedyne, czego nie zabrakło w tym meczu, to żółte kartki, których arbiter Paweł Kaczkowski pokazał aż dziesięć.
Plan Widzewa na ten mecz był prosty – tylko zwycięstwo mogło gwarantować piłkarzom z Łodzi zachowanie kontaktu z powierzchnią, czyli miejscem gwarantującym utrzymanie. Piast z kolei nie chciał przegrać, każdy inny wynik traktując do zaakceptowania.

Na początku spotkania bardzo aktywny był Patryk Mikita. Wypożyczony z Legii napastnik brał na siebie grę i starał się siać popłoch w defensywie „Piastunek”. W 11. minucie fatalnie zmarnował jednak kontrę dwóch na jednego, za lekko i niecelnie oddając piłkę do niepilnowanego Batrovicia, i po tym zupełnie zgasł. Tempo meczu było – jak można się spodziewać – mało imponujące. RTS nastawił się na kontry, które zazwyczaj kończyły się kiepskimi dośrodkowaniami Cetnarskiego czy Geli, stratą piłki i żółtą kartką dla interweniującego obrońcy „Czerwonych”. Piast z kolei tradycyjnie liczył na rzuty wolne Tomasza Podgórskiego. W 20. minucie po jednym z nich było naprawdę groźnie, jednak z piłką minął się i Jurado, i Klepczyński.
Z biegiem minut Piast miał coraz więcej do powiedzenia w ofensywie, czego efektem był groźny, acz niecelny strzał Izvolta czy główka Matrasa w 35. minucie. Nie czując większej presji, gliwiczanie grali spokojnie i starali się wypunktować rywali. Po rzucie rożnym Podgórskiego znów próbował Matras, którego ekwilibrystyczne uderzenie z najwyższym trudem obronił Wolański. Końcówka pierwszej połowy to przewaga gości, której nie udało się zmienić na bramkę.

W przewie Artur Skowronek postanowił zagrać va banque, zmieniając Batrovicia i Gelę na Aleksjejsa Visnakovsa i Mariusza Rybickiego. Pokerowa, ofensywna zagrywka nie opłaciła się, gdyż druga połowa zaczęła się od katastrofy dla gospodarzy. Już w 46. minucie za ostry faul drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Wasiluk i Widzew grał w dziesiątkę. Po tym trzęsieniu ziemi Piast nie forsował tempa. Piłkarze Marcina Brosza wyszli z założenia, że bramka w końcu wpadnie sama, jeśli tylko trochę pomoże się szczęściu. To jednak stało po stronie Widzewa. W 60. minucie Tomasz Podgórski postanowił uderzyć z rzutu wolnego. Fatalnie interweniował Wolański, który posłał piłkę prosto pod nogi Rabioli. Napastnik „Piastunek” z dwóch metrów… trafił jednak prosto w bramkarza łodzian i wynik nie uległ zmianie.












