
Trener, który w 2024 roku wprowadził Motor Lublin do Ekstraklasy po 32 latach i buduje drużyny na grze proaktywnej.
Mateusz Stolarski urodził się w 1993 roku w Krakowie, a dorastał w Piekarach pod miastem. Naprzeciwko domu rodziców powstał wtedy kompleks z boiskiem i halą, więc z młodszym bratem Pawłem spędzał tam całe wakacje. Ojciec, wielki kibic Wisły, zaprowadził go na pierwszy trening, gdy miał osiem lat. Selekcja odbywała się na żwirowym boisku, tam gdzie dziś jest parking VIP: po grze trener Chemicz powiedział mu, że może przyjść na treningi pierwszej grupy.
W Wiśle Kraków spędził 18 lat, najpierw jako zawodnik, potem jako trener. Jako dwunastolatek, w 2005 roku, został wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju im. Adama Grabki. Wchodził na boisko z ławki i w pierwszej akcji obu meczów strzelał gola, a statuetka była tak duża, że ledwie ją unosił. Historia Wisły zapisała, że jego specjalnością jest „wkręcanie rywali w ziemię”. Mierzył 168 centymetrów, a trenerzy młodzieżowi stawiali wtedy na wzrost i wynik „na teraz”. Do dziś mówi, że jeden z nich ciągle go oceniał i odbierał mu wybór na boisku, co zniszczyło jego pewność siebie. Brakowało mu też motoryki. Grał jeszcze w Garbarni Kraków i w futsalu, także w reprezentacji Polski do lat 21, ale w wieku 17 lat wiedział, że zawodowcem nie zostanie, i zapisał się na kurs trenerski. Młodszy brat Paweł, późniejszy piłkarz, przerósł go zdaniem Mateusza już po swoim pierwszym treningu. Stolarski jest absolwentem krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego. W Football Managera grał Wisłą, ale lubił też budować potęgi z HJK Helsinki i islandzkich klubów.
Do Wisły wrócił jako trener w 2011 lub 2012 roku; zatrudnił go Cezary Bajm, ówczesny koordynator akademii. Najpierw przez pół roku odbywał staż w Juvenii Kraków, potem pomagał Rafałowi Wisłockiemu w grupie naborowej, potem przejął rocznik 2003, wówczas U-10. Prowadził go pięć lat. W pierwszym roku jego chłopcy pokonali w rzutach karnych Manchester United w turnieju Murapol Cup. Przyszli do niego Aleksander Buksa i Patryk Warczak, a Daniel Hoyo-Kowalski, początkowo niższy od trenera, został najmłodszym piłkarzem Wisły w historii Ekstraklasy. Z rocznikiem U-15 zajął trzecie miejsce w centralnej Lidze Juniorów. We wrześniu 2015 roku, w wieku 22 lat, został trenerem kadry Małopolski rocznika 2003. Tłumaczył, że najpierw bierze, a dopiero potem kalkuluje. W lutym 2017 roku był nominowany do plebiscytu na najlepszego trenera młodzieży w Małopolsce. Odbył staże w Cardiff City, Dinamie Zagrzeb i przy pierwszym zespole Wisły za Joana Carrillo. W akademii pracował w jednym gronie z Gonçalo Feio, Jakubem Sage i Tomaszem Tchórzem, a on sam przyznaje, że chciał wtedy rywalizować i być na świeczniku, bo kierowało nim ego. Raz w tygodniu prowadził dla swoich chłopców nieobowiązkowy trening, na którym po prostu grali, w trójkach, według zasad, które sami ustalali. Po latach przyznał, że w pracy z młodzieżą nakładał na nią zbyt dużą presję wyniku.
W 2018 roku kupił sobie szkolenie mentalne i wpisał do planu cel na rok 2025: prowadzenie rezerw klubu z Ekstraklasy albo praca w jej sztabie. W 2019 roku odszedł z Wisły. Plan kazał mu prowadzić już U-17, a klub chciał go sprawdzić w castingu z trenerami z zewnątrz. Mówi, że nie ma żalu, a odejście było kluczowe. W sierpniu 2019 roku przeszedł do Stali Rzeszów, gdzie z Maciejem Tokarczykiem prowadził rezerwy w klasie okręgowej i zespół U-19. Pierwszego dnia zobaczył amatorski poziom po zespołach, które w Wiśle miały najlepszych chłopców w kraju, i pomyślał: „co ja tutaj robię”. Zespół miał dominować i trzymać piłkę, bo „drużyna, która ma piłkę, uczy się w nią grać”. W styczniu 2020 roku Janusz Niedźwiedź włączył go do sztabu pierwszej drużyny jako łącznika akademii z seniorami. Dyrektor sportowy Michał Wlaźlik cenił go za budowanie relacji i trening indywidualny, a wychowanek Jakub Lorek mówił, że na jego treningach nigdy nie ma nudy. Potem pracował u Marcina Wołowca i Daniela Myśliwca, którego poznał wcześniej na kursie skautingowym i który zostawił go w sztabie. Z Myśliwcem Stal wygrała w sezonie 2021/2022 II ligę i awansowała do I ligi. Od Myśliwca nauczył się dawać piłkarzom przestrzeń do rozwoju. Nad zarządzaniem pracował też z trenerem Hucińskim, który opowiadał mu, jak w koszykówce schodził na śniadanie jako pierwszy, żeby po tym, kto z kim siada, czytać nastroje drużyny.
W maju 2022 roku, na pięć kolejek przed końcem sezonu, objął Wólczankę Wólka Pełkińska, klub partnerski Stali, który był już skazany na spadek. Zaproponowali mu to dyrektorzy Stali Jarosław Fojut i Michał Wlaźlik, a piłkarze w zasadzie nie chcieli już wychodzić na boisko. Miał jeden stolik w kantorku ze sprzętem, jednego asystenta i kierownika. Ostatni z pięciu meczów wygrał z Podlasiem Biała Podlaska. Po latach mówił, że ten epizod pokazał mu, że potrafi przywrócić drużynie radość z gry, i że później, w trudnych momentach w Motorze, powtarzał sobie: „patrz na policzalne rzeczy”. W czerwcu 2022 roku opuścił Stal.
We wrześniu 2022 roku trafił do Motoru Lublin jako asystent Gonçalo Feio. Wcześniej znali się z akademii Wisły, a Feio chciał go w sztabie. Motor zajmował wtedy ostatnie miejsce w II lidze, a sezon zakończył awansem do I ligi przez baraże. Po awansie Stolarski miał propozycje pracy jako pierwszy trener z trzech klubów II ligi. Dyrektor sportowy Polonii Bytom Tomasz Stefankiewicz ujawnił po latach, że był już z nim dogadany, ale klubowi zabrakło zdecydowania, by to dopiąć. Stolarski został w Lublinie. Kiedy Feio po porażce 1:2 ze Stalą Rzeszów zrezygnował 18 marca 2024 roku, następnego dnia zadzwonił do niego prezes, a właściciel Zbigniew Jakubas zaproponował stanowisko jemu. Stolarski wahał się, czy nie odejść z klubu, ale po rozmowie przyjął ofertę. Na ostatnim slajdzie pierwszej odprawy napisał do piłkarzy, żeby nie zmieniali się jako ludzie. Nie zmieniał systemu wypracowanego przez poprzednika, tylko dokładał własne elementy, głównie więcej swobody dla piłkarzy w ataku. Pierwsze zwycięstwo jako pierwszy trener odniósł w Krakowie z Wisłą, 3:1, 7 kwietnia 2024 roku. Przed tym meczem nie mógł nic zjeść: to jedyne spotkanie, przed którym się stresował. Jego brat Paweł, który w styczniu 2024 roku trafił do Motoru, poprosił w przerwie o zmianę, bo miał żółtą kartkę. Motor skończył sezon I ligi na czwartym miejscu. Po remisie 3:3 ze Zniczem Stolarski powiedział drużynie, że do Ekstraklasy potrzeba czterech zwycięstw z rzędu, i tyle ich było: z Resovią, Podbeskidziem, a w barażach z Górnikiem Łęczna, po rzutach karnych, i 2 czerwca 2024 roku w Gdyni z Arką, 2:1. Motor po 32 latach wrócił do Ekstraklasy.
W Ekstraklasie Motor skończył sezon 2024/2025 na siódmym miejscu, a sezon 2025/2026 na dwunastym. Jakubas mówił w wywiadzie, że chciałby, aby Stolarski został w Motorze tak długo jak Alex Ferguson w Manchesterze United. Po porażce 2:5 w Warszawie z Legią Feio, który prowadził już tamtą drużynę, miał pretensje do byłego asystenta, a Stolarski powiedział mu, że jeśli się nie uspokoi, jego konferencja potrwa dłużej. Potwierdził to później i dodał, że sprawy nie wyjaśnili do końca. W czerwcu 2026 roku właściciel zakończył współpracę i zatrudnił Mariusza Misiurę. Stolarski w pożegnalnym wpisie podziękował wszystkim po kolei, także właścicielowi, i napisał, że jest w Lublinie lepszym człowiekiem i trenerem. Komentator „Kuriera Lubelskiego” przypominał jego pokorę, spokój i to, że nie szukał wymówek. On sam powiedział, że nie ma żalu, tylko poczucie niedokończonej misji. Mówił w programie Foot Truck, że nie dostał od Jakubasa żadnego ultimatum.
11 września 2026 roku został trenerem Widzewa Łódź w miejsce zwolnionego Aleksandara Vukovicia. Zadebiutował 13 września, remisem 1:1 z Legią Warszawa.
Ma licencję UEFA A. W 2024 roku nie dostał się na kurs UEFA Pro, bo zabrakło mu punktów za doświadczenie: praca w II lidze się nie liczy, a awans z Motorem nie został zaliczony, bo prowadził drużynę przez zbyt krótki fragment sezonu. Mówił, że bez awansu musiałby wrócić do II ligi. W styczniu 2026 roku Szkoła Trenerów PZPN zakwalifikowała go na kurs UEFA Pro 2026/2027.
Przedstawiając się w Widzewie, powiedział, że preferuje futbol proaktywny i ofensywny, a przy tym ceni elastyczność i dobór sztabu. Tę samą filozofię głosił już w 2019 roku w rezerwach Stali: dominacja przez posiadanie piłki i organizacja gry, a podstawą rozwój indywidualny, bo drużyna jest tak dobra, jak jej zawodnicy. Motor budował grę od bramkarza, szukał przewagi w bocznych sektorach i często zagrywał długie piłki za linię obrony rywala. W Ekstraklasie Motor grał najczęściej ustawieniem 4-1-4-1, rzadziej 4-3-3. W praktyce była to 4-3-3 z jednym defensywnym pomocnikiem i szeroko ustawionymi ofensywnymi pomocnikami, którzy wspierają bocznych obrońców. Pressing opierał się na próbie wysokiego odbioru, ale zdarzały się też długie fragmenty w niskim bloku.
Sztab Motoru pracował na liczbach, a podejście oparte na „prawdziwym przebiegu meczu” zaczął w Lublinie jeszcze w II lidze Feio. „Wynik może decydować, czy pracujesz, ale nie powinien decydować, jak pracujesz” – mówił Stolarski na wykładzie dla EkstraTrenera. Asystent Przemysław Jasiński tłumaczył, że według ich analiz 88 procent meczów wygrywają zespoły, które częściej wchodzą za linię obrony rywala, a optymalne dla Motoru posiadanie piłki to 54-56 procent. Cenę ofensywnego stylu płacił zespół w obronie: analizy wskazują kłopoty z dośrodkowaniami i z obroną tuż przed polem karnym.
W rozmowach Stolarski często wraca do ryzyka. Na laptopie ma naklejkę z cytatem Pepa Guardioli, że nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż nie ryzykować, a jego hasło to „no risk, no story”. Trzy tygodnie przed finałem baraży zrobił drużynie odprawę o tym, że kiedyś popełnią w swoim stylu kuriozalny błąd, jak Manchester City czy Jagiellonia, i nie wolno wtedy zatracić siebie. Gdy w Gdyni Kamil Kruk oddał piłkę rywalowi i stracił gola przy wyprowadzeniu, w przerwie usłyszał, że zostanie zdjęty, jeśli zacznie grać na alibi, ale zostanie na boisku, jeśli dalej będzie grał piłkę do środka.
Różni się od Feio osobowością: mówi, że jest mniej ekspresyjny, nie jest zakapiorem i stara się mieć krótszy dystans do piłkarzy. Jako powód wskazuje własne doświadczenie z młodości, kiedy ciągła ocena ze strony trenera odbierała mu pewność siebie, dlatego chce dawać zawodnikom wybór. Od 26. roku życia pracował z psychoterapeutą, żeby zrozumieć własne ograniczenia i lepiej panować nad emocjami. Nie toleruje jednak, gdy ktoś nie broni, bo zawodnik, który nie pracuje dla zespołu, nie gra. Podczas gola dla Motoru zachowuje spokój, bo zauważa wtedy, że ktoś z ławki potrzebuje wody albo wskazówki. Przekonuje piłkarzy, żeby zagrali dla chłopca ze zdjęcia z albumu, w wieku jedenastu czy dwunastu lat, który kochał piłkę. Wzorów szuka poza futbolem: czyta o stoicyzmie, „Ego to twój wróg” i „Nieustępliwego” Tima Grovera, analizuje archiwalne mecze Chicago Bulls Phila Jacksona i podpatruje pomysły w serialach, od „Teda Lasso” po „Spinning Out”. Od ludzi spoza futbolu się uczy, a od trenerów, z którymi pracował, bierze, jak mówi, „to, co najlepsze”.
„Jeżeli będziesz grał na alibi, to zostaniesz zmieniony. Ale jeżeli zagrasz piłkę do środka, to będziesz grał dalej, nawet jak ją stracimy.” (Goal.pl, czerwiec 2024)
„Moje hasło «no risk, no story» wiąże się z naszą pracą.” (Radio Lublin, czerwiec 2026)
5
meczów
0,80
punktu na mecz
0
zwycięstw · 4 remisy, 1 porażka
| Okres | Klub | Pkt/mecz | |||
|---|---|---|---|---|---|
| od września 2026Ekstraklasa | Ekstraklasa | 5 | 0-4-1 | 0,80 | |
| 2024–2026od 1 ligi do Ekstraklasy | od 1 ligi do Ekstraklasy | 82 | 29-26-27 | 1,38 |
piątek, 23 października · Ekstraklasa, 12. kolejka
sobota, 31 października · Ekstraklasa, 13. kolejka





