Widzew Łódź może kupić wszystko. Idzie do sklepu, nie patrzy na cenówki, wrzuca wszystko do koszyczka i z pochyloną głową idzie penetrować dalsze alejki. Jest bogaty i w mig stało się to jego tożsamością.
Widzew Łódź ma dużo pieniędzy
Trochę wyparto żądze wyników, sukcesów, pozytywistycznego rozwoju, żeby zrobiło się miejsce na kokosy wniesione przez Rafała Dobrzyckiego. Bo Widzew jest mistrzem, królem i panem, może się śmiać wszystkim w twarz, ale do dnia końca okienka transferowego, by potem oddać się łasce bądź niełasce Ekstraklasy – a ta jest zmienna, nie zawsze patrzy na stan konta, lubi zaskoczyć, ale przede wszystkim dokonać brutalnej weryfikacji oczekiwań. Zresztą, na miłość boską, wystarczy wejść na pierwszą lepszą stronę w globalnej sieci internetowej, telegazecie, tradycyjnej gazecie, bo takie wciąż istnieją, które pokażą tabelę PKO Ekstraklasy – znajdziemy potwierdzenie.
Widzewa Łódź stać na takich piłkarzy na jakich nie stać żadnego, ligowego rywala. Z taką narracją konfrontuje nas rzeczywistość. Patrząc na to, że mamy piętnasty dzień stycznia, a „Czerwona Armia”, jeśli wierzyć danym transfermarktu, wydała ponad 14 milionów euro – faktycznie, tak może być. Wynik kosmiczny, windujący Ekstraklasę na poziom dotychczas niedostępny, z punktu widzenia takiego – powiedzmy – 2019 roku, jest to coś absurdalnego. Ale trzeba mieć koncepcje. Spójną. I tu pojawiają się problemy.
Dziwny zachwyt nad transferem Drągowskiego
Bo sprowadzenie Bartłomieja Drągowskiego, bądź co bądź, robi wrażenie. Między słupkami Widzewa dawno nie stał nikt kto dałby klubowi chociaż solidność. I szczerze, nie mam pewności czy Drągowski to stuprocentowa gwarancja odmienienia posuchy na tej pozycji w Łodzi. Na pierwszy rzut oka, wiadomo, wygląda lepiej niż konkurencja. W tym sezonie pełnił jednak funkcję rezerwowego w piątej drużynie greckiej ekstraklasy – ligi, która w rankingu UEFA ogląda pracy Ekstraklasy. I nie chcę z żadnego rankingu robić wyroczni, jednak jest to pewien fakt, który najnowszy ruch Widzewa druzgocąco dewaluuje. Przecież to trochę tak jakby Widzew ściągnął z Zagłębia Lubin – piątej ekipy PKO Ekstraklasy – Dominika Hładuna i próbował nam wcisnąć, że to kolejny wielki transfer.
Bartłomiej Drągowski zawodnikiem @RTS_Widzew_Lodz!
Powodzenia! 👊 pic.twitter.com/k7GJNtHFuL— Łączy nas piłka (@LaczyNasPilka) January 12, 2026
Bartek Drągowski lepiej brzmi, bo od kilku lat dostaje powołania do kadry, wciąż pamiętamy go jako bramkarskiego wonderkida w Jagiellonii Białystok. Na wyobraźnie działało, że to mniej więcej to samo bramkarskie pokolenie co Gianluigi Donnarumma zdumiewający wówczas światową publikę.
Miał jeszcze przyzwoite epizody we Fiorentinie, przygodę we Włoszech, która mogła ewoluować, ale dzisiaj porównanie do Dominika Hładuna, przy całym szacunku do golkipera „Miedziowych”, ma jakieś uzasadnienie. Drągowski brzmi bardziej premium, da więcej nadziei Widzewiakom. Dawanie nadziei to przyjemna czynność. Gorzej, że te generują pewne oczekiwania, które wypadałoby chociaż w małym stopniu spełnić. Włodarze Widzewa wypowiadają swoje słowa bardzo lekko. A mają wielką wagę. Bo obiecują kibicom zarządzanego przez nich klubu złote góry zostawiając sobie bardzo wąski margines błędu, nie uwzględniając czynników zewnętrznych, nie zdając sobie sprawy z realiów jakich funkcjonują.
Solidny Lerager, niepewny Bukari
Lukas Lerager wygląda najsolidnej ze wszystkich transferów Widzewa. 32 lata, wiadomo, transfer raczej nie pod długoterminowe budowanie klubu, ale Widzew walczy jeszcze w lidze i Pucharze Polski. Lepiej, żeby przebojowy Julian Shehu miał obok siebie spokój i doświadczenie w osobie Duńczyka, niż raczej mizernego Lindona Selahiego. W tercecie z Franem Alvarezem mogą stanowić jeden z lepszych środków pola w lidze.
Mniej pewny wydaje się Osman Bukari. 5,5 milionów euro, takiej fortuny nie wydaje się codziennie w Ekstraklasie, więc warto przeznaczyć ją na kozaka. Rekord transferu powinien należeć do kogoś kto na tle tej ligi rzeczywiście się wybije. A czy Bukari tak będzie?
Strzelił gola Edersonowi w Lidze Mistrzów, uderzył przeciwko Portugalii na Mistrzostwach Świata. W Crvenej Zvezdzie 25 G+A, 19 w Trenczynie, hattrick w eliminacjach do Ligi Mistrzów z Pjunikiem Erywań w 2022 roku. Doświadczenie jest. Kilkukrotnie potwierdzane wysokie umiejętności? Jak najbardziej. Tylko szkoda tego ostatniego sezonu w Austin, który generuje najwięcej wątpliwości wokół Bukariego. W 2025 roku zanotował 33 występy, w których trzykrotnie trafiał do bramki i pięć razy asystował. Zdecydowanie, gorszy sezon 28-letniego Ghańczyka. Pytanie, czy Widzew będzie miał wersję Ghańczyka z Crevenej Zvezdy czy Austin. Na pewno, żeby nawiązać do swoich najlepszych czasów albo nawet zrobić kolejny krok do przodu, będzie potrzebował stabilnego środowiska.
wg g+ American Soccer Analysis Bukari jest przeciętny, a płacone ma 1.5m USD rocznie (okolice 70. najlepiej opłacanego zawodnika)
Austin jest słabe, mało podań, kiepska ofensywa, wg soccer-rating okolice ŁKS (duże zastrzeżenie: porównania s-r między kontynentami są ryzykowne) pic.twitter.com/RdxDJ2zxzy— soccer OSINT & hindsight research (@fid8) December 17, 2025
Rafał Dobrzycki w programie Liga+Extra podczas znanego formatu „Pomidor”, zapowiedział, że Igora Jovicevic Widzew poprowadzi do końca sezonu. Być może pod jego wodzą wreszcie odpali. Bukari odznacza się przede wszystkim prędkością – jeżeli Widzew będzie grać pod kontrataki, Ghańczyk nie będzie miał problemów ze znajdywaniem wolnej przestrzeni, może też w gratisie dołączyć skuteczność – coś czego brakowało chociażby Samuelowi Akere. Prędkość była, ale gdy przychodził moment podjęcia decyzji o tym, co dalej zrobić z piłką, często kończyło się to stratą.
Jest jeszcze Christopher Cheng. 24-letni Norweg, boczny obrońca. Ma być użyteczny w trzeciej tercji i robić pozytywne wrażenie na treningach. Na papierze, wygląda to niezwykle solidnie. W minionej kampanii Elitserien strzelił 5 goli i zaliczył 5 asyst, co jest jak najbardziej, wynikiem godnym pochwały. Widać, że to obrońca usposobiony nieco bardziej ofensywnie. Brakuje jednak kogoś, kto będzie dawać spokój z tyłu.
Niezłe transfery, imponujące inwestycje. Zupełnie jak parę miesięcy temu latem
Na papierze nie wygląda to źle, ale pamiętamy, co było nie tak dawno, bo raptem niecałe pół roku temu. Andi Zeqiri miał zjeść ligę, a na razie co najwyżej dłubie w niej widelcem. Samuel Akere okazał się jeździem bez głowy, Lindon Salahi po prostu co najwyżej średnim piłkarzem na swoją pozycję. Peter Therkildsen też Ekstraklasy nie zwojował, Stelios Andreou przyzwoity, ale również daleki od mistrzowskich oczekiwań.
Właśnie, mistrzowskich… Bo trochę trudno stwierdzić jaki jest cel na ten sezon – czy Europejskie Puchary, utrzymanie, a może górna połowa tabeli? Fokus na Puchar Polski? W obliczu dynamicznie zmieniającej się narracji wokół Widzewa, niełatwo posklejać tę kwestię i dać jednoznaczną odpowiedź na to nurtujące i raczej istotne pytanie. Widać emocjonalne zaangażowanie Dobrzyckiego w klub. Wkładanie niemałej sumy pieniędzy, opowiadanie o tym projekcie jako czymś naprawdę istotnym, wielkim, uwiarygadnia biznesmena.
Niespójność, niestabilność i niepotrzebny przepych. Największe problemy Widzewa Łódź
Do projektu podpięto Piotra Burlikowskiego, zrezygnowano z Mindaugasa Nikoliciusa, choć wydawało się, że to w oparciu o jego wiedzę będzie rozwijany wielki Widzew. Klub w tym sezonie prowadziło już trzech trenerów – Zeijko Sopić, Patryk Czubak i Igor Jovicević. Na bramce stało już trzech bramkarzy. Rafał Gikiewicz, Maciej Kikolski, Veljko Ivić. Rozumiem, przebudowa, ale, żeby coś budować potrzebne są chociaż znamiona stabilności. A tutaj wszystko się kręci. Zmiana celów, koncepcji, ludzi pociągających za sznurki, struktury. W tle przepych, ekscentryczne wypowiedzi i ruchy Dobrzyckiego.
W przerwie reprezentacyjnej Patryk Czubak pojechał na wesele wiceprezesa klubu ds. sportowych – Macieja Szymańskiego. Wiedzieć miał o tym prezes Michał Rydz. Gdy jednak kibice oburzyli się, Rydz zadeklarował, że reakcje fanów rozumie i poprosi trenera Czubaka o pilny powrót i rozmowę o planie na wygranie meczu z Arką Gdynia. Dobrzycki wysłał samolot po trenera klubu. Później deklarowano, że Czubak zostaje, tylko po to, by odczekać jakiś czas i zwolnić młodego szkoleniowca, hucznie ochrzczonego Siemieńcem 2.0. Oj, nie da się chyba zrobić większej krzywdy młodemu trenerowi niż wpuścić go na grząski, medialny grunt, do trudnej ligi, z taką łatką.
06.10.2025 – „Nie mamy planów zmiany trenera”
15.10.2025 – Dziewięć dni później – Patryk Czubak nie jest już trenerem Widzewa Łódź. Nowym szkoleniowcem Igor Jovicević.Widzew ma trzeciego trenera, a nie skończył się październik. Robert Dobrzycki to nowy Józef Wojciechowski. pic.twitter.com/i64Z5oeVqH
— Bartosz Wieczorek (@Bart_Wieczorek) October 15, 2025
Sytuacja kuriozalna, pokazuje skale problemu Widzewa z ustaleniem wspólnej narracji. Burzy to wizerunek klubu poukładanego, bardziej sprawia wrażenie jakoby decyzje podejmowane w Łodzi były impulsywne, nieprzemyślane. Uzależnione od chwili, wyjęte spod długofalowej wizji, która momentami wydaje się być dodatkiem zobligowanym do dostosowywanie się pod skrajnie szybko zmieniające się nastroje w klubie i wokół niego.
Co do sprawa niefortunnych, tej wypowiedzi Rafała Dobrzyckiego w wywiadzie ze sport.pl o innych klubach, które wydają trochę mniej kasy na transfery niż Widzew również nie podepniemy pod wizerunkowe sukcesy właściciela.
Mam taką obserwację, że w polskiej lidze jest trochę taki kult dziadostwa. Jeśli ktoś płaci mniej, to niby wygląda lepiej. No nie, w tej sytuacji wygląda gorzej. Czasami słyszę, że klub nie zatrudnił jakiegoś piłkarza, bo ten był za drogi. To oznacza, że kogoś nie stać na transfer, a zasłania się tym, że dba o klub. Tak naprawdę przedstawia go w złym świetle
Rafał Dobrzycki nie zna realiów?
Nie wszyscy w Ekstraklasie są miliarderami i to nie jest wymóg, by móc w niej grać i co więcej – odnosić sukcesy. GKS Katowice pozwoli sobie na jedną dziesiątą Bukariego, a Widzew Łódź stać na trzydzieści sztuk i jeszcze coś zostanie w rezerwie. Czy to oznacza, że w Katowicach nie zależy na przyszłości, klubie, utrzymaniu go w Ekstraklasie? Myślę, że ciśnienie jest spore. Podobnie zresztą Górnik Zabrze. Klub nie dysponuje największym budżetem, a kończy rundę jesienną na drugiej pozycji. Pracownikom „Trójkolorowym” z pewnością zależy na klubie. Wypowiedź Dobrzyckiego brzmi jak dziwne, utarte przekonanie, zwłaszcza u niektórych instagramowo-tiktokowych influenserek, że jeżeli mężczyzna nie zabiera swojej dziewczyny na drogie randki, nie stawia luksusowych kolacji i nie kupuje drogich perfum to tak naprawdę mu nie zależy.
Widzew Łódź może być wielki. I niech pokornie, z klasą i pomysłem zmierza w tą stronę
Ekstraklasa lubi pokorę. Fajnie, że Widzew Łódź ma okazję wrócić na najwyższy poziom. Dobrze widzieć, że klubem zarządza człowiek, który nie lubi przegrywać i jest serio mocno zdeterminowany, by swój ukochany klub ponownie uczynić wielkim. Mniej impulsywnych działań, więcej spójności i kto wie, będzie okej. Liga jest zwariowana, Widzew wygrywa trzy mecze i może być w czołowej piątce. Przypomnijmy, jest jeszcze w walce o Puchar Polski!
Ale to niestety działa w drugą stronę – jedna strata punktów i „Czerwona Armia” spada pod kreskę. Pod kreską nikt o zdrowych zmysłach o Lidze Mistrzów fantazjować nie będzie. Bo co zostanie wtedy z tego, że Widzew ma rekord transferowy? Że ma tego Bukariego co strzelił Edersonowi w Champions League?
To straszny banał, oczywista oczywistość, ale wciąż warta przypominania: weryfikatorem jest boisko. By coś zadziałało, potrzeba odpowiedzialnych ludzi, stabilności. Rzecz jasna, szczęścia też. Gra bez farta, nic nie warta.
Nawiązać do marzeń i pięknej historii
Impulsywność i nadmiar przepychu mogą wiele zniszczyć. Wtedy, wierzcie lub nie, strata pieniędzy będzie boleć najmniej. Najtrudniej będzie porzucić nadzieję, żyć z przekonaniem, że marzenia o ponownym zaistnieniu w europejskich pucharach, pokonywaniu Lecha, Jagiellonii, Rakowa, rzecz jasna Legii, trzeba po raz kolejny na kilka lat zostawić daleko za sobą, pogrążyć się w przeciętności albo nawet beznadziei. Kibice Widzewa, co jest w pełni zrozumiałe, przeciętnością i beznadzieją są przesyceni. Za dużo lat w niższych lat, za długo ten Widzew dryfuje po dolnej części ligowej tabeli, za długo czeka na to, by w gablocie postawić kolejne trofeum. Życie marzeniami może być przyjemne, ale do pewnego momentu. Przychodzi czas, gdy cudowne scenariusze pisane w głowach kibiców, najpiękniejszych snach, powtórki z lat chwały powinny się powoli urzeczywistniać. I wspominki już nie cieszą, a sprawiają dyskomfort, rodzą pytania: dlaczego tak nie jest teraz? dlaczego znów jest źle? co poszło nie tak?
Mądre zarządzanie ma szansę sprawić, by część tych zimowych transferów można było nazwać udanymi. W przyszłości, być może warto jednak zastanowić się przed zrzucaniem worka pieniędzy na Drągowskiego czy Bukariego, nawet jeżeli w zanadrzu ma się takich z dziesięć.
Życzmy sobie jednak, żeby Widzew wnosił jakość do Ekstraklasy. By porywalizował z najlepszymi, przypomniał wielkim graczom o swoim istnieniu, postawił wyzwanie. To strasznie wielki klub, któremu polska piłka zawdzięcza wiele chwil bezcennej, nieskrępowanej, autentycznej, czystej radości.
Tylko powtórzę się na koniec raz jeszcze. Ekstraklasa lubi pokorę.