Zaległe spotkanie Widzew Łódź – Ruch Chorzów zostało rozegrane w nietypowym terminie. Obie ekipy spotkały się w trakcie przerwy reprezentacyjnej. W końcu zmierzyły się w starciu, które niespełna miesiąc temu nie doszło do skutku, z powodu obfitych opadów deszczu. Dziś nie było już żadnych przeszkód. Mecz w końcu się odbył, a trzy punkty zostały w Łodzi.
Spotkania tych ekip od kilkunastu lat określane są „meczami przyjaźni”. Fanów obu drużyn łączy kibicowska zgoda. Na trybunach „Serca Łodzi” panowała świetna atmosfera, a na boisku obie ekipy walczyły o zwycięstwo. „Niebiescy” potrzebowali punktów niczym tlenu, aby wydostać się ze strefy spadkowej. Za to gospodarze chcieli zwyciężyć, aby oddalić się od ostatnich drużyn z ligowej stawki i zadomowić się w środkowej części tabeli.
Plaga nieobecnych
Widzew miał swoje problemy podczas przygotowań do tego spotkania. Z zawodników, z których Daniel Myśliwiec nie mógł skorzystać, można było prawie skompletować jedenastkę. Kontuzje, pauza Mato Milosa za żółte kartki, czy obecność Henricha Ravasa i Andrejsa Ciganiksa na zgrupowaniach reprezentacji sprawiły, że w Widzewie musiały nastąpić roszady. W bramce zadebiutował młodzieżowiec Jan Krzywański. Na bokach obrony zobaczyliśmy dawno nieoglądanych Patryka Stępińskiego i Pawła Zielińskiego. Cieszyć może powrót Bartka Pawłowskiego, który wszedł z ławki rezerwowych. Atakujący Widzewa w ostatnich tygodniach rehabilitował się w Szczecinie.
Wygląda na to, że z jego zdrowiem już wszystko w porządku i będzie mógł pomóc drużynie w ostatnich meczach rundy jesiennej. Osłabiony Widzew zdołał jednak zasłużenie pokonać Ruch. Łodzianie byli stroną przeważającą i prowadzącą grę. Podopieczni Jana Wosia oprócz sytuacji bramkowej nie mieli zbyt wiele do powiedzenia w ofensywie. Ich gra w drugiej połowie ograniczała się do bronienia się całą drużyną na własnej połowie. Widzew wykorzystał długi okres gry w przewadze. Jordi Sanchez strącił piłkę po strzale Marka Hanouska, wprowadzając „Serce Łodzi” w euforię.
Ruch z problemami
Choć mecz rozpoczął się dla „Niebieskich” bardzo dobrze, to nie byli oni w stanie dowieźć prowadzenia. Po strzelonej bramce nie mieli żadnych okazji na podwyższenie wyniku. Podopieczni Jana Wosia skupili się na defensywie i przeszkadzaniu w grze Widzewowi. To udawało się do 47. minuty. Wtedy Fabio Nunes pięknym strzałem zza pola karnego pokonał Kamińskiego. Ruch był drużyną wyraźnie gorszą, która w perspektywie całego spotkania nie zasłużyła nawet na remis. Chorzowianie przez większą część meczu grali w osłabieniu. Najpierw swój własny błąd techniczny faulem ratować musiał Szymon Szymański.











