To już ten moment sezonu, w którym poznajemy kluczowe rozstrzygnięcia. Wszystkie ligi wkrótce zostaną zakończone, wczoraj poznaliśmy drugiego finalistę Ligi Mistrzów, a dzisiaj nadszedł czas na wyłonienie uczestników starć finałowych w Lidze Europy i Lidze Konferencji Europy. Kandydatem do zagrania w Sewilli jest West Ham United, dla którego może to być jedyna szansa na grę w następnym sezonie Ligi Mistrzów.
Pierwszy taki awans?
Zacznijmy od tego, że West Ham od momentu powstania Ligi Mistrzów nie rozegrał w niej ani jednego meczu. Ma ich na koncie okrągłe zero, co sprawia, że fani klubu z London Stadium z niesamowitą niecierpliwością oczekują tej debiutanckiej kwalifikacji i pierwszych spotkań w tych rozgrywkach. Tylko pozostaje pytanie, czy już teraz będzie im to dane.
Przez dużą część sezonu mogło się wydawać, że „Młoty” mogą marzyć o takim osiągnięciu. I można było też odnieść wrażenie, że są w stanie zrobić to przez rozgrywki ligowe, a nie ścieżką europejskich pucharów.
Ścieżka ligowa? To już przeszłość
Obecnie awans do Ligi Mistrzów poprzez zajęcie wymaganego miejsca w Premier League jest już mrzonką. Do rozegrania West Hamowi pozostały trzy spotkania ligowe, a strata do czwartego Arsenalu wynosi aż 11 punktów. To nie daje nawet matematycznych szans na wejście do najbardziej elitarnych rozgrywek na Starym Kontynencie. I taki obrót spraw jednoznacznie pokazuje, że trzeba skupić się na rozgrywkach pucharowych.
Duży wpływ na taki stan rzeczy miała oczywiście delikatna obniżka formy samych zawodników z London Stadium, ale też polepszenie się gry niektórych innych drużyn. I tu mowa przede wszystkim o wspomnianym Arsenalu, który nagle zaczął grać zdecydowanie lepiej. To oczywiście przyniosło lepsze zdobycze punktowe i za tym poszedł awans w tabeli.
A West Ham zdecydowanie obniżył loty w ostatnich tygodniach. „Młoty” nie potrafią wygrać w lidze od czterech spotkań. Aż trzy z tych meczów przegrały, w tym dwa z zespołami, które również walczą o awans do następnej edycji Ligi Mistrzów. Ostatnio poległy z Arsenalem, a niewiele wcześniej musiały uznać wyższość Chelsea. Zatem te mecze z bezpośrednimi konkurentami miały dużą wagę i też pokazały, że zespół Łukasza Fabiańskiego ma problemy w ważnych starciach.











