W środowy wieczór Arsenal wygrał na własnym stadionie 2:1 z Barceloną. Mimo zwycięstwa „Kanonierów”, to Katalończycy są faworytem dwumeczu, dzięki bramce zdobytej na wyjeździe. Meczu na Camp Nou obawia się Arsene Wenger. Mimo wszystko Francuz wierzy w awans.
W środę na Emirates Stadium byliśmy świadkami prawdziwego spektaklu. Naprzeciw siebie stanęły dwa zespoły grające najpiękniejszą piłkę na świecie – Barcelona i Arsenal. Pierwsza połowa należała do gości i to oni, po golu Villi, schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem. Jednak Arsenal się nie poddał i w drugiej części spotkania przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Najpierw wyrównał Robin van Persie, a gola na 2:1 strzelił, powracający do wysokiej formy, Andriej Arszawin.

Rewanż odbędzie się 8 marca na Camp Nou. Faworytem drugiego meczu jest Barcelona, z którą ciężko o korzystny wynik w Katalonii. Dodatkowo Hiszpanie strzelili Arsenalowi bramkę na wyjeździe, co w kwestii dwumeczu może okazać się kluczowe. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Arsene Wenger. Francuz pamięta zeszłoroczny ćwierćfinał Ligi Mistrzów i popis Messiego na Camp Nou. Boss ostrzega przed huraoptymizmem i mówi, że awans do kolejnej fazy rozgrywek, to wciąż odległa sprawa.
– Nie jesteśmy faworytem, ale najważniejsze to wierzyć w awans – powiedział Arsene Wenger. – Faworytem wciąż pozostaje Barcelona. Jednak wiemy, że jesteśmy w stanie ich pokonać. W poprzednim roku nie mieliśmy takiej świadomości. Problem z ich posiadaniem piłki jest taki, by nie spóźnić się z frakcją, inaczej masz kłopoty. Musisz dobrze przewidywać rozwój wydarzeń, w przeciwnym razie będzie ciężko. Przygotowaliśmy się do tego mentalnie. Zazwyczaj to my jesteśmy częściej przy piłce od rywala, ale mieliśmy świadomość, że przez 60 procent czasu będziemy musieli skupić się na nich.










