Wartę Poznań można porównać jak na razie do studenta, który dostał się na wymarzoną uczelnię, pilnie ucząc się przez cały rok. Wiedziała, że będzie piekielnie trudno, ale wierzyła, że da radę. Rzeczywistość okazała się brutalna. Pierwsze sprawdziany oblane i robi się pomału gorąco. Trzeba szybko ochłonąć i zacząć zdobywać punkty, aby nie zostać drugim ŁKS-em. Warto, początki bywają trudne, ale trzeba się podnieść jak ten student po dwóch szybkich jedynkach, aby rywale nie odjechali.
„Zieloni” po awansie zrobili kilka korekt w składzie, ale w większości zaufali zawodnikom, którzy wywalczyli przepustkę do PKO Ekstraklasy. Bardzo możliwe, że to okazało się dla nich zgubne. Piłkarze, którzy błyszczeli w Fortuna 1. Lidze, od ekstraklasy się odbili. I to mocno. Dzisiaj już się wydawało, że warciarze podnieśli się na kolana. Przez większość meczu był remis, aż do 89. minuty. Wtedy Damjan Bohar zadał cios decydujący i Warta znów upadła jak Michał Jakóbowski w meczu z Lechią Gdańsk.
Symbol bezradności
Michał Jakóbowski to właśnie taki symbol złego początku Warty Poznań. Przez większość okrzyknięty „dzbanem” za czerwoną kartkę, którą dostał po dwóch próbach wymuszenia rzutu karnego, za które otrzymał żółte kartoniki. Na poziomie PKO Ekstraklasy takie rzeczy. Z całym szacunkiem do skrzydłowego Warty, ale jego zachowanie było niedopuszczalne i karygodne.
Po takim zajściu trener daje chwilę odpocząć zawodnikowi i wysyła go na ławkę. Piotr Tworek zrobiłby to samo, gdyby miał jakiegoś zastępcę. Tu dochodzimy do sedna sprawy. Warta Poznań w meczu z Zagłębiem Lubin była skazana na Michała Jakóbowskiego. Na szczęście skrzydłowy nie wywinął po raz drugi takiego numeru. Bądźmy jednak szczerzy, z całym szacunkiem dla Michała Jakóbowskiego, nie jest to zawodnik z umiejętnościami na PKO Ekstraklasę. Stara się, próbuje, ale gdzieś leżą jego granice.
Granice nie do przeskoczenia
Granice ma też reszta zespołu. Zaangażowania nie można mu odebrać, ale pewnego poziomu nie przeskoczy. W dwóch dotychczasowych meczach nie prezentował się źle. Z Lubina wywiózł prawie remis. Prawie robi jednak dużą różnicę. Z Lechią też nie był wyraźnie słabszy, gdyby nie Dusan Kuciak, kto wie, jakby potoczył się ten mecz. Drużyna Piotra Stokowca jednak wykorzystała tę jedną szansę.
Największym problemem Warty Poznań jest ofensywa. W dwóch spotkaniach nie zdobyła żadnej bramki. W Lubinie poznaniacy nie stworzyli sobie ani jednej klarownej sytuacji. Co może napawać lekkim optymizmem, Zagłębie też stworzyło sobie tylko kilka sytuacji. Jak się okazało, o jedną za dużo. To właśnie jakość Damjana Bohara była kluczowa. Jej ewidentnie zabrakło Warcie.











