W jednym z ciekawszych dla polskich kibiców spotkań 4. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów Trabzonspor podejmował na własnym boisku CSKA Moskwa. Od pierwszych minut na placu gry przebywało dwóch kadrowiczów Smudy: Arkadiusz Głowacki oraz Adrian Mierzejewski. Po zaciętej i wyrównanej walce mecz zakończył się bezbramkowym remisem.
Trabzonspor mimo rozgrywania meczu na własnym obiekcie nie był faworytem starcia z CSKA Moskwa. Dla Franciszka Smudy ważne było, że od pierwszych minut na placu gry obserwowaliśmy Adriana Mierzejewskiego oraz Arkadiusza Głowackiego. W osiemnastce meczowej zabrakło miejsca dla braci Brożków.

Początek spotkania potwierdził przedmeczowe prognozy. Zaraz po wznowieniu gry w dobrych sytuacjach znaleźli się Doumbia i Love, ale obaj zostali zablokowani przez tureckich obrońców. Po pierwszych fragmentach przewagi gości Trabzonspor się przebudził i mógł wyjść na prowadzenie po celnym strzale Mierzejewskiego. Dobrze spisał się jednak Gabułow. Gospodarze przejęli inicjatywę, a aktywny był najlepszy strzelec zespołu, Yilmaz, który kilka razy został złapany w pułapki ofsajdowe.
W 23. minucie bliski szczęścia był Tosić, ale po raz kolejny dobrze zagrał defensor Trabzonsporu. W drugiej części pierwszej połowy spotkanie się wyrównało. Sytuacje były po obu stronach, momentami oko za oko, ząb za ząb. Piłkarze nie szczędzili ostrych zagrań i dwóch zawodników gości obejrzało żółte kartki. Najpierw Mamajew, a kwadrans później Doumbia. Na szczęście gracze CSKA znacznie częściej popisywali się groźnymi akcjami, niestety nieskutecznymi. Tuż przed przerwą szanse mieli Yilmaz, Doumbia i Love, ale piłka nie chciała wpaść do bramki. Po 45 minutach był remis 0:0.
Po zmianie stron nie zobaczyliśmy już Szcziennikowa, którego zastąpił Nababkin. Druga połowa zaczęła się od walki w środku pola. Sporo pracy miał arbiter, który ukarał żółtymi kartkami kolejnych trzech zawodników: Zokorę, Love’a i Mierzejewskiego. W 57. minucie dobrą okazję miał Doumbia, ale jego główka była niecelna. Po godzinie gry dwóch roszad dokonał Senol Gunes. Boisko opuścili Balci i Altintop, a na murawie zobaczyliśmy Henrique oraz Alanzinho. Ten drugi parę minut po wejściu mógł nawet zdobyć bramkę, lecz zabrakło szczęścia. Wcześniej brakiem precyzji popisał się Tosić, a po chwili w dobrej sytuacji zablokowany został Doumbia, którego już wkrótce nie oglądaliśmy na boisku. Pomocnik przyjezdnych otrzymał bowiem czerwoną kartkę.
W 70. minucie na placu gry zameldował się Cauna, a do szatni udał się Tosić. Na kwadrans przed końcem CSKA miało kilka rzutów rożnych, ale żadnego nie potrafiło wykorzystać. Na boisku pojawili się kolejni zmiennicy – Semberas i Akgun, którzy zastąpili odpowiednio Mamajewa i Mierzejewskiego. Po 84 minutach Rosjanie powinni prowadzić. W dobrej sytuacji chybił jednak Love. Chwilę później pięknym strzałem popisał się Yilmaz, lecz to wciąż było za mało, by wpisać się na listę strzelców. W końcówce napór CSKA był coraz większy, ale ofiarnie grający gospodarze nie dopuszczali do straty gola. Co więcej, Trabzonspor powinien to spotkanie wygrać. W ostatniej akcji meczu wyborną sytuację zmarnował jednak Celustka, który trafił w słupek. Zaraz po tym zdarzeniu arbiter zakończył zawody, których ostateczny wynik brzmiał 0:0.









