Niby wszystko jest już jasne. FC Porto rozgromiło Villarreal w pierwszym spotkaniu i awansowało do finału. Są to jednak tylko pozory, bo futbol to gra tak magiczna, że na boisku często dzieją się cuda.
Zapowiedź dzisiejszego meczu rozpoczniemy od małej lekcji historii. Lekcji, która ma uświadomić wszystkim niedowiarkom, że gospodarze nie stoją na straconej pozycji. W sezonie 2003/2004 Deportivo La Coruna mierzyło się z AC Milan w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. W pierwszym spotkaniu Włosi wygrali 4:1 i reprezentantowi La Liga nikt nie dawał szans na awans. Wtedy jednak nastąpił cud. W rewanżu na El Riazor Deportivo zagrało jeden z najlepszych meczów w historii swoich występów w europejskich pucharach. Wygrana 4:0 i wyeliminowanie buńczucznych Włochów było wręcz heroiczne w wykonaniu „El Depor”. Wówczas znakomicie zagrali piłkarze tacy jak Juan Carlos Valeron, a w ataku rządził silny jak tur Walter Pandiani.

Mecz przed tygodniem był prawdziwym popisem Porto. Szybka i ofensywna gra mogła spodobać się każdemu. Poza tym trudno przypomnieć sobie, żeby hiszpańska drużyna straciła pięć goli w europejskich pucharach. Dodatkowo w ich półfinale.
Teraz jest podobnie jak w przypadku rywalizacji Deportivo z Milanem. Villarreal przegrał ze znakomitym w tym sezonie rywalem i wydaje się nie mieć szans na awans do dalszej fazy rozgrywek. Trudno znaleźć argumenty, które przemawiają za drużyną „Żółtej Łodzi Podwodnej”, ale przecież przed nami jeszcze 90 minut wielkiej walki.
Porto w tym sezonie trudno przecież zatrzymać. Z drugiej strony świetna forma nowych mistrzów Portugalii może mu paradoksalnie zaszkodzić. Tylu pochwał, ile usłyszeli w ostatnim czasie Falcao Radamel czy Givanildo Hulk, nie pojawiło się pod adresem wielu świetnych piłkarzy. Ponadto Andre Villas Boas już został nazwany nowym Jose Mourinho. Ten fakt dziwi, bo trener zespołu z Estadio do Dragao zdobył jak dotąd tytuł mistrzowski i nic poza tym. Owszem, Porto zachwyca, potrafi zaczarować w ofensywie, ale taktyka oparta na ataku może być zgubna.

Na to czeka przecież Villarreal. W ostatnim czasie drużyna gra w kratkę i ma problemy z ustabilizowaniem formy. Żeby wyeliminować rywala i dostać się do wymarzonego finału, trzeba przecież wygrać 4:0. Ponadto podopieczni trenera, Juana Garrido, nie mogą zapomnieć o defensywie. Aby liczyć na awans, czwarty zespół La Liga musi mieć lepiej ustawione celowniki niż przed tygodniem, bo wtedy zmarnował mnóstwo okazji.











