Po powrocie Arkadiusza Milika po kontuzjach wszyscy bacznie przyglądają się jego występom w Napoli i w reprezentacji. Szczególnie specyficzne jest oko polskiego kibica, który krytykuje każdy błąd młodego Polaka. Chciałbym wziąć w obronę napastnika wicemistrza Włoch, bo jego występy nie są tak złe, jak się wszystkim wydaje.
Powoli denerwujące staje się niezmienne naśmiewanie się z nieskuteczności Arkadiusza Milika, która swój „złoty okres” (choć to złe określenie dla niego i kibiców kadry) miała ponad dwa lata temu podczas trwających wówczas mistrzostw Europy we Francji. Wtedy po meczu z Irlandią Północną nagle u wszystkich pojawiła się pustka w głowie i kompletnie zapomnieli, co Arek robił w eliminacjach (najlepsza jedenastka eliminacji oraz najlepszy asystent) i co ważniejsze, jaki kolektyw stworzył na boisku razem z Robertem Lewandowskim. Prawda jest taka, że osoby, które go krytykują, nie oglądają jego meczów w klubie, a spoglądają w internecie na memy.
Jaki plan na Arka Milika miał Adam Nawałka?
Pomysł taktyczny Adama Nawałki na wykorzystanie swojego „Synka” (tak często piłkarze kadry mówili o Miliku – nie może to dziwić, w sumie zaczął z nim w Górniku, a skończył w reprezentacji) u boku napastnika Bayernu był strzałem w dziesiątkę. To wtedy właśnie na dobre odblokował się Robert i cała kadra zaczęła grać tak, jak tego oczekiwaliśmy już długi czas temu.
Jak na Milika zapatrywali się kibice Napoli?
Po transferze Gonzalo Higuaina do Juventusu został on wrogiem publicznym numer jeden w Neapolu. Kibice całą miłość, którą go darzyli, przerodzili w prawdziwą nienawiść. Fani Napoli musieli sobie znaleźć nowego idola, kogoś, kto podobnie jak Argentyńczyk będzie strzelał seriami, a licznik nie będzie się zatrzymywał. Tymczasem Napoli kupiło za (dość duże jak na standardy klubu) 32 miliony euro króla strzelców ligi holenderskiej – Arkadiusza Milika.
Kibice pokochali go już od sparingu z Niceą, jednak prawdziwa ekstaza miała miejsce w oficjalnym debiucie Milika na włoskich boiskach. Dwa gole i wygrana 4:2 u siebie z Milanem, czego chcieć więcej? Polak pokazał się z bardzo dobrej strony, już w debiucie zdobywając pierwszą „doppiettę” w calcio. Zagrał całe spotkanie i po raz pierwszy kibice mogli usłyszeć nazwisko (a raczej imię) polskiego napastnika wykrzyczane przez legendarnego już spikera Napoli Decibela Belliniego, który zrobił to tak:
Powrót po kontuzji
Po pierwszym urazie kolana Polak nie trenował z drużyną Sarriego przez 97 dni. Po drugiej kontuzji i zerwaniu więzadeł w drugim kolanie na powrót potrzebował 110 dni (o 13 dni więcej niż przy pierwszej kontuzji). Milik wrócił po urazie i znalazł się w kadrze meczowej na spotkanie z Romą 3 marca bieżącego roku. Po meczu wymienił się koszulką z Florenzim, który zapowiadał, że po powrocie Milika, gdy spotkają się na boisku, będzie chciał zrobić typowy dla piłkarzy pomeczowy gest, jakim jest wymiana koszulek. Milik zerwał wiązadła w drugim kolanie 23 września ubiegłego roku w spotkaniu ze SPAL.











