Wieczne problemy z defensywą, szybkie pożganie się z marzeniami o Lidze Mistrzów, kompromitujące porażki na własnym boisku i brak jakiegokolwiek pomysłu na grę pozbawiły Aleksandara Vukovicia posady pierwszego trenera Legii Warszawa. Nowym szkoleniowcem zostanie Czesław Michniewicz, który do tej pory zbierał fantastyczne recenzje w reprezentacji młodzieżowej. Polska ekstraklasa też nie jest mu obca, gdyż prowadził w niej już dziewięć klubów. Pytanie tylko, czy będzie w stanie odmienić grę warszawskiego klubu tak, by ta znów sprawiała radość.
Był kwiecień 2019 roku, gdy przejął pierwszą drużynę po Ricardo Sa Pinto. Początkowo miało być jak zawsze, czyli na dwa–trzy mecze, by po nich ustąpić miejsca nowemu Hasiemu czy innemu Jozakowi. Jednak mijały kolejne dni, a nowego trenera przy Łazienkowskiej nie było. Wreszcie po miesiącu Dariusz Mioduski namaścił Serba pierwszym szkoleniowcem i otworzył autorski projekt pod nazwą Aleksandar Vuković na lata.
Miała być to polska wersja Zidane’a lub Guardioli. Legia chciała pokazać, że w polskich warunkach również można wychować swojego własnego trenera, który będzie wyznaczał nowe trendy i budował własną filozofię gry klubu. Przecież tak dobrze zna go z boiska, bo rozegrał w nim setki spotkań, wygrał wszystko, co było do wygrania, i spędził tam pół swojego życia.
W Polsce jednak to niezbyt popularny kierunek. Rodzime kluby zazwyczaj obracają nazwiskami z dobrze znanej trenerskiej karuzeli bądź szukają wizjonerów zagranicą. Wyjątkiem chciał być w ostatnim czasie Lech Poznań, jednak projekt pod nazwą Ivan Djurdević runął tak samo szybko, jak i się narodził. Aleksandar Vuković to być może miała być warszawska odpowiedź na Djurdevicia i o ile były legionista radził sobie na początku nieporównywalnie lepiej, wszak został wybrany trenerem poprzedniego sezonu, to pierwszego wielkiego kryzysu nie przetrwał.
Znów falstart
Cztery zwycięstwa i trzy porażki to bilans łączny pierwszych siedmiu spotkań Legii w nowym sezonie. Trudno się nim zachwycać, patrząc na same dane, ale jeśli zerkniemy na rywali, z którymi się mistrz Polski mierzył, to wygląda to jeszcze gorzej. Górnik Zabrze to najmocniejszy spośród siedmiu zespołów, które dotychczas stanęły na drodze warszawskiego klubu. Legia przyzwyczaiła nas do tego, że słabo wchodzi w nowe rozgrywki, jednak trudno traktować to jako usprawiedliwienie, tym bardziej gdy sytuacja powtarza się z roku na rok i nikt nie jest w stanie temu zapobiec.
![Aleksandar Vuković - pożegnanie bez grama żalu [FELIETON]](/_next/image/?url=https%3A%2F%2Fmedia.igol.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2F2020%2F04%2F20200304_PF_PM004-scaled.jpg&w=3840&q=75)










