Aleksandar Vuković, urodzony niespełna 33 lata temu w serbskiej Banja Luce, w Polsce pojawił się jesienią 2001 roku. I od tego czasu, jeśli pominiemy dwie krótkie przygody z ligą grecką, cały czas gra w naszym kraju. Najpierw był długo związany z Legią Warszawa, z którą dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski, a po razie Puchar Polski, Puchar Ligi i Superpuchar. Od 2009 roku reprezentuje barwy Korony Kielce, tegorocznej rewelacji w T-Mobile Ekstraklasie. Od kilku lat posiada także polskie obywatelstwo.
Korona w tym roku wygrała pięć meczów i jeden zremisowała. Zamierzacie w ogóle przegrać coś tej wiosny?
Wiadomo, że nikt nie chce i nie lubi przegrywać, aczkolwiek doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że każda, nawet najlepsza passa kiedyś musi się skończyć. Teraz jednak myślimy przede wszystkim o najbliższym meczu, o tym, by go wygrać i przedłużyć tę fajną serię.
W czym tkwi siła Korony? Jest to raczej zespół bez gwiazd w składzie.

Myślę, że jest kilka powodów naszej dobrej postawy w ostatnich tygodniach, ale trudno to opisać w rzetelny i dokładny sposób. Na pewno nie opuszcza nas szczęście. Ważne jest też to, że mamy drużynę, która chce, a nawet bardzo chce wygrywać. To jest godne podkreślenia, bo wiadomo, że zwyciężać chce każdy, ale my bardzo chcemy. Trzeba też zauważyć, że chociaż graliśmy z kilkoma rywalami o większym potencjale niż Korona, to trafiliśmy na taki czas, kiedy te drużyny nie były w najwyższej formie. To wszystko można zsumować i wtedy wychodzi obecny obraz Korony. Zdajemy sobie sprawę z tego, że zasługujemy na pochwały, ale też twardo stąpamy po ziemi i wiemy, że jeszcze sporo pracy przed nami.
Ubiegłe rozgrywki Korona zakończyła na 13. miejscu w tabeli. Co takiego zmienił trener Leszek Ojrzyński, że teraz plasujecie się w ścisłej czołówce?
Poprzedni sezon do pewnego momentu nie różnił się za bardzo od obecnego. Szczególnie pierwsza runda była bardzo dobra w naszym wykonaniu, ale później coś się popsuło. Wart podkreślenia jest fakt, że latem odeszło wielu podstawowych zawodników tamtej drużyny. Tym większy jest więc sukces, który osiąga obecnie z nami trener Ojrzyński. W najlepszy sposób z możliwych wykorzystuje potencjał tych piłkarzy, którzy obecnie występują w Koronie. I dlatego zasługuje na słowa pochwały.
Gdy usłyszał Pan w wakacje, że Waszym szkoleniowcem ma zostać nieznany człowiek z II ligi, nie obawiał się Pan o to, czy taki trener poradzi sobie w Kielcach?
Niewiele wtedy wiedziałem o Leszku Ojrzyńskim, ale wiem też jedno – żaden wielki trener nie stał się wielkim trenerem od razu. Ufam każdemu szkoleniowcowi, a już szczególnie temu, który od początku współpracy przekonuje mnie swoim warsztatem i podejściem do drużyny. Tak też było z trenerem Ojrzyńskim – on nie potrzebował zbyt dużo czasu, by przekonać nas do siebie. I udowodnił, że nie jest gorszym szkoleniowcem od tych, z którymi wcześniej pracowaliśmy, czy to w Koronie, czy też w innych klubach. Był tylko mniej znany.











