Czwarta drużyna poprzedniego sezonu La Liga nie miała problemu z odrobieniem jednobramkowej straty z pierwszego meczu, pewnie pokonując Duńczyków z Odense 3:0. Dwa gole strzelił Rossi, jednego dołożył Carlos Marchena.
Niekorzystny wynik pierwszego meczu decydującej fazy eliminacji Ligi Mistrzów zmusił Villarreal do działania. Przez ostatni czas lewantyński klub prowadził zakrojoną na szeroką skalę akcję motywacyjną, prosząc o wsparcie kibiców i twierdząc, że tylko dzięki temu podopieczni Garrido będą w stanie odwrócić losy dwumeczu. Gdy ogłoszono skład, w jakim drużyna wybiegnie na El Madrigal, stało się jasne, że buńczuczne deklaracje nie były pustymi słowami. Ustawienie z trzema defensorami, dwoma pivotami i pięcioma graczami ofensywnymi było jak wyzwanie rzucone w twarz Duńczyków z Odense, którzy wybiegli na murawę osłabieni brakiem podstawowego napastnika Utaki. Nigeryjczyk, który dopiero co poradził sobie z urazem, zasiadł jedynie na ławce rezerwowych.

Pierwsze minuty wyraźnie pokazały, kto jest bardziej zmotywowany. Gracze Garrido praktycznie nie wychodzili z pola karnego Odense, tworząc pierwszą dogodną okazję już w pierwszej minucie za sprawą Javiera Camuniasa. Kilka chwil później świetnie z rzutu wolnego uderzał kapitan gospodarzy, Marcos Senna. Wypisywanie kolejnych dobrych sytuacji bramkowych gości mija się z celem, gdyż tworzyli je oni w ilościach przemysłowych, raz za razem posyłając groźne piłki w „szesnastkę” rywala. Duńczycy po raz pierwszy składną akcję przeprowadzili po upływie 15 minut – zakończyła się ona na 30. metrze od bramki strzeżonej przez Diego Lopeza. Wraz z upływem czasu rosła frustracja praktycznie bezradnych graczy Odense, którzy bez wahania równo z murawą kosili Hiszpanów, co poskutkowało dwoma szybkimi żółtymi kartkami. W 17. minucie niekonwencjonalnie wykonany przez Borję rzut wolny stworzył doskonałą okazję Rossiemu, który z nieznanych powodów zdecydował się przestrzelić. Pięć minut później Włoch postanowił nie trafić ponownie. Tym razem na szczęście tłumaczył go rykoszet. Gdyby kapitan Odense nie dotknął piłki, Wessels mógłby być bezradny. Chwilę później próbował Nilmar – piłka wyszła na aut. Po upływie 26 minut realizator meczu przekazał nam statystykę strzałów. Gospodarze strzelali dziesięć razy, goście ani razu. Niesamowite zawody rozgrywał Senna, który znajdował się po prostu wszędzie. Był ostatnim obrońcą i pierwszym napastnikiem. Biorąc pod uwagę, że brazylijski Hiszpan ma 35 lat na karku, wypada tylko gratulować formy. Mijały minuty, a na murawie wiało nudą – Villarreal atakował, Odense udawało, że się stara. Miłym urozmaiceniem było kopnięcie się piłką w twarz przez Musacchio. W 38. minucie Wessels pokazał klasę właściwą najlepszym bramkarzom globu, broniąc strzał Rossiego w sposób absolutnie spektakularny, za co został serdecznie uściskany przez Mendy’ego. Ów Mendy ucieszył kibiców Odense w ostatniej minucie pierwszej połowy, akrobatyczne wybijając piłkę zmierzającą w światło bramki, za co został serdecznie uściskany przez Wesselsa. Może i Duńczycy nie grali dobrze, ale przynajmniej się przytulali.










