W Lizbonie, miejscowa Benfica wygrała 2:1 z Paris Saint-Germain. Bramkę dla gości w 14. minucie zdobył Peguy Luyindula, a wyrównał tuż przed końcem pierwszej części gry Maxi Pereira. Decydujące trafienie w 81. minucie zaliczył Jara.

Na Estadio da Luz w Lizbonie, w ramach 1/8 Ligi Europy, miejscowa Benfica podejmowała Paris Saint-Germain. Gospodarze podeszli do spotkania bardzo poważnie i mecz rozpoczynali w nominalnie najlepszym ustawieniu. Francuzi głównie stawiali na defensywę, czego efektem była obecność pięciu obrońców. Do Portugalii nie przyjechało kilku podstawowych graczy z Paryża. W meczowej osiemnastce zabrakło Hoarau, Ludovica Giuly i Makelele. Pod nieobecność tego ostatniego, opaskę kapitańską otrzymał Armand.
Spotkanie rozpoczęli gracze z Lizbony. Niespodziewanie, to paryżanie byli od pierwszych minut stroną atakującą. Podopieczni Kombouare popełnili jednak pierwsi błąd, którego w 3. minucie nie wykorzystał Gaitan. Przy strzale Argentyńczyka znakomicie zachował się golkiper gości. Chwilę później odpowiedzieli zawodnicy z Francji. Clement Chantome wyśmienicie dograł do Erdinga i wypuścił go na czystą pozycję. Turek, okazał się jednak za wolny, a jego słabe uderzenie nie sprawiło problemów Roberto.
Widać było, że formacja defensywna nie przeszkadzała paryżanom w konstruowaniu ataków. Punkt kulminacyjny pierwszej części gry miał miejsce w 14. minucie, kiedy to Brazylijczyk Nene popisał się dobrym dryblingiem, który zakończył genialnym podaniem do kolegi z drużyny. Peguy Luyindula, bo o nim mowa, znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem gości i pewnym strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Kolejne minuty wyglądały podobnie. Piłkę w środku boiska rozgrywała Benfica, ale jej gracze nie potrafili przebić się przez mur, który tworzyła defensywa gości. Dobre zawody rozgrywał także Apoula Edel, który zazwyczaj popełnia wiele błędów. Podopieczni Kombouare, od czasu do czasu, popisywali się dobrymi odbiorami, ale ich kontrataki najczęściej kończyły się niecelnymi uderzeniami. Dobre okazje, na podwyższenie prowadzenia mieli Nene i Luyindula, ale udanie interweniował Roberto. Najlepszą okazję miał jednak Erding, który uderzył w słupek bramki Benfiki. W 40. minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania. Martins zdecydował się na górną piłkę w stronę Maxiego Pereiry, który stanął twarzą w twarz z Edelem i bezproblemowo trafił do siatki. Do końca pierwszej części gry już nic się nie zmieniło i schodzący do szatni zawodnicy, mogli ujrzeć na tablicy remisowy rezultat.











