Przemysław Tytoń skorzystał na kontuzji rywala do miejsca w wyjściowym składzie i rozegrał kolejny mecz w Primera Division. Tym razem był to rywal najwyższej klasy, ale jedno dalej się nie zmieniło – gra Polaka.
Początek sezonu bohater EURO 2012 mógł w zasadzie wyrzucić do kosza, bo seria słabych występów i nie najlepszych interwencji spowodowała, że wylądował na ławce rezerwowych. Z tego względu, że trener Elche naprawdę rzadko dokonuje zmian na pozycji bramkarza, co też tak na marginesie świadczy o postawie Tytonia, nie należało się spodziewać, że prędko wróci do wyjściowego składu.
Po pewnym czasie i swobodnym rozgoszczeniu się na ławce rezerwowych wreszcie uśmiechnęło się do niego szczęście. Kontuzji nabawił się podstawowy bramkarz Elche, Manu Herrera, co oznaczało, że na kilka tygodni Polak dostanie swoją szansę. I rzeczywiście spisywał się dość dobrze. Co prawda nie zaliczał jakichś spektakularnych parad, rzadko zachowywał czyste konto, ale dziennikarze i kibice związani z zespołem nie mieli do jego gry najmniejszych zastrzeżeń.
Aż do czasu, czyli do dzisiejszego meczu z Atletico. Ponownie odezwały się stare demony Polaka, czyli bronienie przy bliższym słupku. O ile przy pierwszej bramce dla „Rojiblancos” można było go jeszcze jakoś usprawiedliwiać, to przy drugim trafieniu o czymś takim nie mogło być mowy.
Trzeba jasno powiedzieć, że kadrowicz (???) Adama Nawałki mógł, a nawet powinien, lepiej się zachować przy trafieniu Mario Mandżukicia. Po raz kolejny, mimo iż był on ustawiony przy „krótszym” rogu, to nie zdołał skutecznie interweniować. Zresztą oceńcie sami:
https://vine.co/v/OraYFIExiAI
To spowodowało, że na Tytonia ponownie spłynęła fala krytyki, szczególnie od kibiców Elche. O czymś świadczą też statystyki. Na bramkę gospodarzy oddano trzy strzały, z czego dwa zakończyły się bramkami dla podopiecznych Diego Simeone. Co prawda swojego gracza próbował usprawiedliwiać trener, mówiąc, że nie mógł się lepiej zachować przy drugim trafieniu. Tyle że wygląda to raczej na robienie dobrej miny do złej gry niż na rzeczywistą ocenę.
Ale tak czy inaczej trzeba postawić sprawę jasno. Bez względu na to, czy Tytoń zachowa miejsce w wyjściowej jedenastce, czy ponownie wyląduje na ławie, należy spodziewać się, że będzie to jego ostatni sezon w Hiszpanii. Bo z taką grą jego zespół nie ma prawa liczyć na pozostanie w Primera Division.











