Twierdza Gdańsk niezdobyta


31 lipca 2009 Twierdza Gdańsk niezdobyta

„Można przegrać wszystko, tylko nie to spotkanie” – tak przed derbami Trójmiasta swoich pupili motywowali kibice w Gdańsku oraz Gdyni. W premierowym dniu ligowych zmagań w sezonie 2009/2010 doszło do arcyważnej dla lokalnych fanów oraz niezwykle ciekawej dla kibiców w całej Polsce konfrontacji. Po emocjonującym, obfitującym w bramkowe okazje meczu Lechia Gdańsk pokonała swojego rywala zza miedzy w stosunku 2:1. Bohaterem spotkania został kapitan Karol Piątek, strzelec dwóch bramek.


Udostępnij na Udostępnij na

Spotkanie derbowe rozpoczęli grający w żółto-niebieskich trykotach goście z Gdyni, jednak to gracze Lechii już w 20 sekundzie mieli pierwszą okazję do zdobycia bramki. Uderzając ze skraju pola karnego zaskoczyć Bledzewskiego próbował nowy nabytek gospodarzy, były gracz Cracovii, Paweł Nowak. Z biegiem czasu rysowała się optyczna przewaga podopiecznych Marka Chojnackiego, czego efektem był pierwszy wymierzony w światło bramki strzał autorstwa Marcina Wachowicza. Były Lechita otrzymał futbolówkę przed polem karnym i obracając się momentalnie uderzył w kierunku stojącego pomiędzy słupkami  Mateusz Bąka. Sześćdziesiąt sekund później ponownie sunęli na bramkę rywala gracze Arki, przebojowo środkiem pola przedarł się litewski napastnik Tadas Labukas, jednak piłka po jego strzale znacznie minęła bramkę rywala. W początkowych fragmentach meczu „Żółto-niebiescy” poczynali sobie nad wyraz agresywnie, stosowali wysoki pressing już na połowie rywala, czego pokłosiem była bramka zdobyta w 13 minucie. Piłkę na 25 metrze od bramki Bąka wyłuskał spod nóg Wołąkiewicza niezwykle aktywny Marcin Wachowicz. Popularny „Wachu” zagrał następnie w tak zwaną „ścianę” z Labukasem i zewnętrzną częścią stopy posłał piłkę do siatki. W ciągu kolejnych minut gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę, coraz częściej podchodzili pod bramkę rywala. W 23 minucie błysnął ściągnięty ze Skonto Ryga napastnik Ivans Lukjanovs. Łotysz kapitalnie, z chirurgiczną precyzją przerzucił piłkę nad defensywą Arki, futbolówkę trącił kapitan Lechii Karol Piątek i nawet interweniujący lewy obrońca Bednarek nie zdołał uchronić swojego zespołu przed stratą prowadzenia.  Gospodarze próbowali iść za ciosem. Po pół godzinie gry strzałem z dystansu szczęścia próbował były gracz Korony Kielce Marcin Kaczmarek, jednak jego uderzenie było zbyt słabe, by mogło zaskoczyć Bledzewskiego. W 39 minucie ponownie w jednej z głównych ról wystąpił wspomniany przed momentem Kaczmarek. Skrzydłowy Lechii zachował się niefrasobliwie pod własnym polem karnym, zagrywając do swojego golkipera sprokurował rzut wolny pośredni w okolicach piątego metra od linii bramkowej. Podopieczni Chojnackiego nie wykorzystali jednak  dogodnej okazji.  Nowy nabytek Filip Burkhardt uderzył wprost w zawodników stojących w murze. W ostatnich tchnieniach pierwszej połowy szczęście uśmiechnęło się do „Zielono-białych”. Po dwójkowej akcji Nowaka i Surmy arbiter główny wskazał na wapno znajdujące się jedenaście metrów od bramki Bledzewskiego. Rzut karny pewnie wykonał były Arkowiec a obecnie kapitan Lechii, Karol Piątek. Po emocjonującej, okraszonej trzema bramkami połowie zawodnicy zeszli na przerwę przy prowadzeniu gospodarzy w stosunku 2:1.

Karol Piątek wpisał się dwukrotnie na listę strzelców
Karol Piątek wpisał się dwukrotnie na listę strzelców (fot. Maciej Kanczak/iGol.pl)

Druga odsłona meczu ponownie rozpoczęła się od groźnej sytuacji pod bramką gdyńskiej Arki. W sytuacji sam na sam z Andrzejem Bledzewskim po biernym zachowaniu Szmatiuka znalazł się Marcin Kaczmarek. Były gracz Korony przegrał jednak ten pojedynek nerwów i nie zdołał „dobić” rywala. W 55 minucie kapitan Arki Bartosz Ława spróbował swoich sił z dystansu, piłka po jego strzale została zablokowana przez skutecznie grającą defensywę Lechii. Wraz z upływem kolejnych minut Gdańszczanie coraz chętniej przyjmowali na własnej połowie rywali zza miedzy, by następnie szukać swoich okazji w grze z kontrataku. Po godzinie gry z prawego narożnika boiska piłkę na szesnasty metr wyłożył Nowakowi Ljukjanovs, były gracz „Pasów” nie zdołał jednak wykorzystać tej sytuacji. Już pięć minut później odważnie lewą stroną ruszył Arkadiusz Mysona i zdołał groźnie zacentrować w pole karne rywala. Na kwadrans przed końcem meczu zawodnicy Arki podkręcili tempo, czego owocem była niezwykle groźna sytuacja, po której Lubenov zmusił do niebywałego wysiłku Mateusza Bąka. W ostatnich fragmentach spotkania w ślady Bułgara poszli wprowadzeni w drugiej połowie na boisko Trytko oraz Niciński, jednak ponownie obronną ręką wychodził z tych sytuacji rozgrywający świetne zawody Bąk. Gdańszczanie mogli jeszcze podwyższyć prowadzenie, jednak po strzale Surmy próbkę swoich umiejętności zaprezentował Bledzewski, który sparował mierzone uderzenie byłego Legionisty.

Po 94 minutach zażartej walki sędzia Marciniak z Płocka zagwizdał po raz ostatni i kibice na stadionie przy ulicy Traugutta mogli świętować trzecie z rzędu zwycięskie derby. Warto wspomnieć, że przed trzema miesiącami, jeszcze w sezonie 2008/2009 obie ekipy również toczyły bój o prymat w Trójmieście. Tamto spotkanie także zakończyło się nieznaczną wygraną gospodarzy, jednak dostarczyło kibicom mniej emocji. Przebudowana Arka nie sprostała zadaniu, jednak piłkarze Marka Chojnackiego zostawili na boisku sporo zdrowia. Nie wystarczyło to jednak by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Twierdza Gdańsk pozostaje dla Arkowców niezdobyta od 35 lat.

Najnowsze