
Trener, który przeszedł wszystkie szczeble hiszpańskiej piłki i w 2016 oraz 2017 roku awansował do Primera División z dwoma klubami.
José Bordalás urodził się 5 marca 1964 roku w Alicante, w dzielnicy Rabasa. Był ósmym z dziesięciorga rodzeństwa, a rodzina żyła skromnie. Ojciec był krawcem, zawód odziedziczył po swoich rodzicach. Bordalás opowiadał, że o rowerze mógł tylko marzyć, więc latem jeździł z wujami do Níjar w Almerii zbierać arbuzy i melony, żeby kupić sobie pierwsze dżinsy. Roznosił też gazety, mył szyby w oknach, pracował w księgarni i sprzedawał ubezpieczenia. Do dziś powtarza, że z wielkiej rodziny wyniósł szacunek do wysiłku i umiejętność życia w grupie.
Piłkę kopał najpierw na ulicy i w małym klubie z alicantyńskiej dzielnicy Tómbola, skąd trafił do juniorów Hércules CF. Grał w ataku, był szybki i skuteczny, a w czasach gry zyskał przydomek „Romano”. Poważna kontuzja kolana w wieku 16 lat, potem druga w wieku 19 lat i kolejne nawroty zatrzymały karierę na niższych ligach prowincji Alicante. Z boiskiem pożegnał się mając 28 lat.
Poza futbolem jego pasją jest starożytny Rzym. Zafascynował go jeszcze w szkole, gdy oglądał filmy historyczne, i od lat wraca do Rzymu zwiedzać zabytki. Zapytany o rzymskie armie, odpowiada, że drużyna, w której wszyscy idą w tym samym kierunku, jest silniejsza. Jako dziecko zakochał się z kolei w Holandii Rinusa Michelsa z mundialu w 1974 roku, a później w Johanie Cruyffie.
Do trenerki namówił go znajomy: po zakończeniu grania poprosił o pomoc przy dziecięcej drużynie Alicante CF. Kilka miesięcy później prezes oddał mu juniorów, którzy grali słabo, i Bordalás awansował z nimi wyżej. W 1993 roku objął rezerwy klubu z ligi regionalnej i wprowadził je do Preferente, a potem pierwszy zespół w Tercera División. Gdy start był słaby, podjął radykalną decyzję i ściągnął do składu chłopców, których znał z juniorów. Wspominał, że już wtedy zrozumiał, jak ważna jest praca psychologiczna z zawodnikami.
Kolejne lata to wędrówka po klubach prowincji Alicante: Benidorm, Eldense, Muchavista, gdzie w sezonie 1997/1998 awansował z Segunda Regional do Primera Regional, potem znowu Alicante. W latach 1998–2002 wprowadził ten klub z Preferente do Tercera División, a w 2001 roku do Segunda División B. Za swój pierwszy poważny błąd uważa pracę z drużyną doświadczonych graczy, którym brakowało głodu sukcesu: nie zdołał ich przekonać. Po latach w Alicante przyjął ofertę Cacereño, ale kilka dni po rozpoczęciu przygotowań zrezygnował i trafił do Novelda CF, z którą utrzymał się w Segunda B. W sezonie 2004/2005 wrócił do Alicante CF i wygrał grupę III Segunda B, jednak w barażach nie awansował.
W lutym 2006 roku Hércules CF, klub jego dzieciństwa, wziął go na ratunek w Segunda División. Utrzymał zespół, ale po siedmiu kolejkach następnego sezonu został zwolniony. Wrócił do Segunda B, do CD Alcoyano, i w sezonie 2008/2009 przy niskim budżecie ponownie zajął w grupie III pierwsze miejsce, ale znów zabrakło niewiele do awansu.
W październiku 2009 roku przejął Elche CF po porażce 0:3 w derbach z Hércules. Kibice patrzyli na niego podejrzliwie z powodu przeszłości u rywala, ale zespół szybko się zmienił i do końca walczył o awans. W sezonie 2010/2011 Elche zagrało w barażach, wyeliminowało Valladolid i odpadło z Granadą. Po kilku zderzeniach z zarządem został zwolniony w kwietniu 2012 roku.
Potem po raz pierwszy w 19-letniej karierze zawodowej opuścił Wspólnotę Walencką: w 2012 roku podpisał kontrakt z AD Alcorcón, gdzie zastąpił Anquelę. W sezonie 2012/2013 doprowadził klub do baraży o Primera, w których przegrał z Gironą. Odszedł, ale w lutym 2014 roku wrócił i uratował klub przed spadkiem, a w czerwcu 2015 roku zakończył drugą kadencję, zostawiając zespół na 11. miejscu.
Pierwszy awans do elity przyniósł mu Deportivo Alavés. Zespół miał utrzymać się w Segunda División, a w sezonie 2015/2016 wygrał ligę: awans był pewny na kolejkę przed końcem, a tytuł mistrzowski Alavés przypieczętował 4 czerwca 2016 roku remisem z Gimnàstic Tarragona. Latem klub zdecydował jednak, że do Primera poprowadzi go Mauricio Pellegrino. Bordalás dowiedział się z telefonu od prezesa Querejety, bez szczegółów i uzasadnienia. Przez cały sezon miał napięte relacje z zarządem: otwarcie narzekał na brak wzmocnień i nazwał zimowe transfery „klubowymi”. Mówił później, że najbardziej zabolało go, iż zrobiono to w ostatniej chwili i musiał przejmować Getafe po kilku kolejkach.
27 września 2016 roku, po siedmiu kolejkach Segunda División, przejął Getafe CF, które było drugie od końca. Znajomi odradzali mu ten ruch. Zespół się podniósł, zajął trzecie miejsce i po barażach z Huescą i Tenerife awansował do Primera División, trzynaście miesięcy po spadku. W mieście pojawiły się plakaty z jego twarzą i hasłem „Zabierz mnie do Primera”. Zaraz po awansie prezes Ángel Torres ogłosił, że trener zostaje.
W Primera Getafe z najniższym budżetem w lidze zajęło ósme miejsce w sezonie 2017/2018. W 2018/2019 skończyło piąte, a o Ligę Mistrzów walczyło do ostatniej kolejki. W sezonie 2019/2020 zagrało w Lidze Europy: wyeliminowało Ajax Amsterdam (3:1 w dwumeczu), a w 1/8 finału przegrało 0:2 z Interem Mediolan w jednym meczu. Bordalás pożegnał się z klubem w maju 2021 roku.
W maju 2021 roku ogłoszono go trenerem Valencia CF. Doprowadził zespół do finału Pucharu Króla, przegranego z Realem Betis po rzutach karnych, i do dziewiątego miejsca w lidze. Zimą pokłócił się z władzami o brak defensywnego pomocnika i publicznie odciął się od transferów. 3 czerwca 2022 roku klub poinformował go telefonicznie, że rozstają się. Z prasy dowiedział się, że następcą będzie Gennaro Gattuso.
Przez dziesięć miesięcy nie pracował: jeździł na mecze Premier League i Serie A, oglądał treningi Milanu. 29 kwietnia 2023 roku Getafe, osiemnaste w tabeli i z siedmioma meczami do końca, zwolniło Quique Sáncheza Floresa. Bordalás najpierw odmówił i klub powierzył zespół dyrektorowi sportowemu Rubénowi Reyesowi, ale dzień później trener zmienił zdanie. Kibice czekali na niego pod stadionem i śpiewali do pierwszej w nocy, a on zabrał piłkarzy na kilka dni do Olivy, gdzie nie ćwiczono taktyki, tylko budowano grupę. Zespół utrzymał się w ostatnich tygodniach sezonu, a Bordalás prowadzi Getafe od tamtej pory.
Podstawą jest ustawienie 4-4-2 z dwiema ciasnymi czwórkami i dwoma napastnikami, najchętniej w układzie „mały i duży”. W sezonie 2026/2027 Getafe wychodziło też w ustawieniach z trzema i pięcioma obrońcami, więc ustawienie nie jest dogmatem. Bordalás tłumaczy, że model zależy od piłkarzy, i przywołuje Luisa Aragonésa, którego drużyny kojarzono z kontratakiem, dopóki w reprezentacji Hiszpanii nie dostał graczy technicznych. Sam wspomina, że jego Alicante w Tercera i Segunda B grało świetnie, bo miało technicznych zawodników. W sezonie 2020/2021 w Getafe pojawił się wariant z Carlosem Aleñą jako ofensywnym pomocnikiem, a na skrzydłach zamiast bocznych obrońców grali ofensywni zawodnicy, jak Takefusa Kubo.
Gra jest bezpośrednia i pionowa: zespół szuka pierwszego lub drugiego podania w polu karnym rywala, a pomocnicy z drugiej linii dobiegają, by zebrać piłkę. Pressing zaczyna się wysoko, często w formie rombu albo z indywidualnym kryciem, a linia obrony ustawiona jest wysoko. Bordalás woli zostawić miejsce za plecami obrońców, niż cofać się do niskiego bloku. Dużo pracuje też nad stałymi fragmentami. Pressing tuż po stracie piłki Bordalás stosował, zanim zrobiło się o nim głośno: mówi, że robił to w Elche w Segunda, tylko nikt tego nie zauważał.
Przeciwnicy zarzucają mu antyfutbol. Quique Setién mówił w 2020 roku, że to nie jest piłka nożna, a Xavi dodawał, że zwykli ludzie nie chcą tego oglądać. Getafe regularnie należy do zespołów faulujących najczęściej, a mecze z jego udziałem mają mało ciągłości. Bordalás odpowiada, że nigdy nie tłumaczył porażki stylem rywala, a krytykę uważa za wygodną wymówkę przeciwników. Mimo to nazywa Cruyffa swoim wzorem, zna jego drużynę z nagrań i twierdzi, że holenderska drużyna z 1974 roku też pressowała po stracie. W 2025 roku po meczu z Barceloną tłumaczył, że o stylu decyduje tysiąc milionów różnicy w budżetach i że trzeba dostosować się do posiadanych zawodników.
O codziennej pracy opowiadają zawodnicy. Juan Cala wspomina, że dzień zaczynał się od półgodzinnej rozmowy z anegdotą niezwiązaną z piłką, a mecz trener „zaczynał przeżywać od poniedziałku”. W piątki Bordalás wzywał go do gabinetu i mówił, że trenował źle i niedługo ktoś go ośmieszy. W Getafe piłkarze ustawiali się rano w kolejce do wagi, przy której stał trener z trenerem przygotowania fizycznego Javierem Vidalem. Cala przyznaje, że nigdy nie był tak głodny, jak w tym klubie, ale dzięki temu „latał” po boisku. Zawodnicy opowiadają o nim półżartem, że w złości wzywał do gabinetu kolejno obrońców, pomocników i napastników, a kończyło się to zniszczonym telewizorem, lampą i kanapą. Jeden z nich wspominał, że przed meczem kazał koledze trzymać ołówek między nosem a górną wargą i zezować, żeby wyszedł na murawę z szaloną miną i przestraszył rywali.
Trening bywa przerywany co chwilę. W Valencii w 2021 roku zatrzymywał ćwiczenia, odsyłał na bok młodych, którzy grali zbyt miękko, i poprawiał przyjęcie piłki wewnętrzną częścią stopy. Wymaga też od obrońców kontaktu przy odbiorze, a od napastników osłaniania piłki. Ogranicza używanie telefonów w szatni i u fizjoterapeutów, a przed spotkaniami zachęca do oglądania rywali, ale nie wymusza tego. Wśród tych, którzy wiele mu zawdzięczają, jest Marc Cucurella. Lewy obrońca mówił, że trener radził mu, by nie zwracał uwagi na opinie innych i był sobą. Sam Bordalás przyznaje, że jego zadaniem jest zrobienie z zawodnika lepszego człowieka i piłkarza, i w ten sposób mówi też o urugwajskim Oliverze.
Poza boiskiem jest inny, niż pokazuje w telewizji. W 2024 roku przyznał, że poważna mina to rodzaj maski, którą założył, gdy poczuł się zbyt wystawiony na krytykę. Zapewnia, że w rzeczywistości jest otwarty i lubi dobrą atmosferę. W Getafe rozsławiło go zawołanie „To jest futbol, tato!”, podchwycone przez trybuny.
„Jesteśmy małą drużyną i nie możemy zachwycać wszystkich, ale miło patrzeć, jak rywalizujemy.” (El País, marzec 2019)
„Dla mnie grać ładnie to grać dobrze. Drużyna, która gra dobrze, jest bliżej wygrania meczu.” (El Mundo, marzec 2024)
111
meczów
1,17
punktu na mecz
33
zwycięstwa · 31 remisów, 47 porażek





