
Asturyjczyk, który z magazynu IKEA doszedł do ławki Sportingu, a w 2026 roku jako mistrz Segunda División przywrócił Racing do La Ligi.
José Alberto López Menéndez urodził się 21 maja 1982 roku w Oviedo. Jego ojciec pochodził z León i przyjechał do Asturii do pracy w zakładach chemicznych w Trubii, matka prowadziła zakład fryzjerski. W domu było trzech synów, a piłka wypełniała im wolny czas. Młodszy brat Dani zagrał potem w Segunda División w Salamance, Las Palmas i Numancii.
Rodzina była podzielona piłkarsko. Strona ojca pochodziła z doliny Nalón i kibicowała Sportingowi, ojciec uwielbiał Quiniego, więc José Alberto już jako dziecko kibicował gijończykom, choć mieszkał w Oviedo i od alewinów do kadetów grał w młodzieżowych drużynach Realu Oviedo, najpierw jako stoper, potem prawy obrońca. Później trafił do Veriña i Avilés, gdzie wypatrzył go skaut Sportingu, a w seniorach zadebiutował w Tercera División w San Lázaro. Problemy zdrowotne zmusiły go do zakończenia gry w wieku 20 lat. W tym samym czasie trenował już dzieci w CD Astur, dlatego, jak mówił w 2017 roku, mógł patrzeć na futbol inaczej. Do dziś nazywa siebie „zwykłym” piłkarzem, który nie miał znaczącej przeszłości na boisku.
Zaczął studiować ekonomię, ale nie spodobały mu się liczby, więc przeszedł na pedagogikę, a potem na magisterio ze specjalnością edukacja specjalna. Z tytułu nauczyciela jest dumny. Trenerskie licencje zdobywał równolegle ze studiami.
Zaczął w Astur od czterolatków. Ta grupa została wicemistrzem Hiszpanii w swojej kategorii. Od września 2006 roku prowadził dzieci w CD Vallobín, w sezonie 2007/2008 pomagał w Campus de Mareo, ośrodku szkoleniowym Sportingu, a w 2008 roku klub zatrudnił go na stałe w kategoriach młodzieżowych. Przez lata łączył to z pracą. Rano składał i uzupełniał meble w magazynie IKEA w Asturii, po południu zakładał dres. Jeździł między Oviedo, Avilés i Gijón tak często, że Diario Montañés napisał, iż zrobił „więcej kilometrów niż Alsa”, czyli niż regionalna firma autobusowa.
W październiku 2014 roku objął CD Covadonga w Tercera División i według La Nueva España przeniósł go ze strefy spadkowej na punkt od baraży o awans do Segunda B. Sporting ściągnął go z powrotem, najpierw do juniorów, potem do rezerw. Żeby je prowadzić, wziął bezpłatny urlop w IKEA, który kończył się 5 lipca 2017 roku. W 2016/2017 awansował z Sportingiem B do Segunda B, przechodząc trzy rundy baraży. Jego drugim trenerem był Pablo Álvarez, wychowanek Mareo, i wspólnie pracują do dzisiaj. W kolejnym sezonie rezerwy skończyły drugie w swojej grupie, przed Realem Sociedad B i Athletikiem B, i grały w barażach o Segunda División. Kibice śpiewali jego nazwisko na El Molinón, co było wyjątkowe dla człowieka z Oviedo.
18 listopada 2018 roku przejął pierwszy zespół Sportingu po zwolnieniu Rubéna Barai. Pracował trzynaście miesięcy. Zwolniono go 21 grudnia 2019 roku po porażce z Extremadurą. Po latach mówił, że za tę porażkę zawinił on sam: wydawało mu się, że wszystko wie, a miał jeszcze dużo do nauczenia się, i że bez dwunastu lat w Mareo nie byłby tym, kim jest.
W lipcu 2020 roku objął CD Mirandés i skończył sezon w Segunda División na dziesiątym miejscu. Po sezonie sam zdecydował, że nie przyjmie oferty pozostania w klubie. Latem 2021 roku przeszedł do Málagi, bo, jak mówił, spodobał mu się projekt i dyrektor sportowy Manolo Gaspar, ale w styczniu 2022 roku został zwolniony po porażce 0:5 z Ibizą, z zespołem w środku tabeli. Zastąpił go na krótko Juan Francisco Funes, wówczas trener rezerw, który później sam wprowadził Málagę do La Ligi.
13 grudnia 2022 roku zatrudnił go Racing Santander, który wtedy dopiero się odbudowywał pod nowym właścicielem. Zadzwonili do niego, kiedy siedział w kawiarni. Do Santanderu pojechał bez bagażu. W pierwszym dniu pomyślał: „Gdzie ja się wpakowałem?”, bo boisko było błotem, a stroje z różnych lat i marek. Powiedział później, że klub bliżej było do amatorskiego z dzielnicy niż do zawodowego. Przedstawił się zdaniem, które stało się jego hasłem: jeśli trzeba biegać, to w stronę bramki rywala.
Przez trzy sezony poprawiał wynik. W 2023/2024 Racing skończył Segunda División na dwunastym miejscu po bardzo dobrej drugiej rundzie. W 2024/2025 zaczął sezon najlepiej w XXI wieku: po piętnastej kolejce prowadził z ośmioma punktami przewagi, ale potem przez siedem meczów nie wygrał, stracił bezpośredni awans i odpadł w półfinale baraży z Mirandés. Klub jednak mu zaufał, a José Alberto powtarza dziś, że ta cierpliwość była kluczem. W sezonie 2025/2026 Racing zdobył 85 goli, w maju 2026 roku zapewnił sobie awans bezpośredni, wygrywając 4:1 z Valladolid przy pomocy wyniku Las Palmas w Almerii, a 31 maja odebrał puchar za mistrzostwo Segunda División. Do La Ligi wrócił po czternastu latach. Mimo awansu przyznał, że w poprzednich latach drużyna znała gorzkie rozczarowania, a podnoszenie się po nich wzmocniło cały klub.
W kwietniu 2026 roku trenerzy z kursu UEFA Pro włoskiej federacji przyjechali do Santanderu na trzy dni, żeby oglądać treningi Racingu. Wybrali go, bo we Włoszech nikt nie gra tak jak on. W sierpniu 2026 roku The Coaches' Voice opublikowało jego klasę mistrzowską o grze relacyjnej.
Bazą jest 4-2-3-1, ale ustawienie nie krępuje zawodników. Jego Racing gra „juego de relación”, czyli grę relacyjną: zbliża najlepszych piłkarzy, skraca dystanse między nimi i tworzy wolnych graczy, zamiast rozciągać zespół szeroko. Zawodnicy zbliżają się do nosiciela piłki, a nie odsuwają od niego, i tworzą szybkie kombinacje. Przy piłce na jednej stronie skupiają się nawet dziewięciu piłkarzy, po czym nagła zmiana strony wystawia kolegę na pojedynek jeden na jednego. Środkowi pomocnicy dostają piłkę przodem do bramki, a skrzydłowi, tacy jak Iñigo Vicente, często schodzą do środka i zostawiają bok bocznemu obrońcy. Hiszpańska prasa porównywała strukturę do Barcelony Hansiego Flicka, bo linia obrony stoi tuż za środkiem boiska.
Z piłką drużyna ma być odważna: José Alberto mówi, że chce zespołu „alegre” i „atrevido”, wesołego i śmiałego. Bez piłki gra wysokim pressingiem po stracie, szuka odbioru blisko bramki rywala i często broni w ustawieniu 4-5-1. Płaci za to w obronie: w 2025/2026 Racing strzelił 85 goli i stracił 59, a żaden zespół w ostatnich latach nie awansował, strzelając tyle i tracąc tyle. W styczniu 2025 roku po raz pierwszy w sezonie zaczął mecz w 4-4-2 z dwoma napastnikami i wygrał 6:0 z Racingiem Ferrol, najwyższe zwycięstwo klubu w XXI wieku. Pozostał jednak przy swoim systemie. Chodziło mu o to, żeby zaskoczyć rywali, którzy dobrze znali jego schemat.
Wzorami nazywa Marcelino Garcíę Torala i Josého Luisa Mendilibara, a w Asturii także Manolo Preciado, swojego idola, który potrafił „humanizować szatnię”. Po awansie syn Preciado powiedział mu: „Dokonałeś tego”. Marcelino był jednym z pierwszych, którzy napisali do niego z gratulacjami. Sam José Alberto mówi, że trener powinien mieć własny podpis, a jego drużyny mają być rozpoznawalne.
Pracuje z ludźmi, których zna od lat: z Álvarezem i analitykiem Enriciem Sorianem. Ma jeden przesąd, którego nie potrafi się pozbyć: dwie butelki wody stojące przed ławką. W Santanderze wynajął domek pod miastem, bo wiedział, że zostanie na dłużej.
„Jeśli trzeba biegać, niech to będzie w stronę bramki przeciwnika” (Diario Montañés, maj 2026).
„Tutaj pozwolono nam mieć czas, mylić się, wstawać i za każdym razem wstawaliśmy lepsi” (El País, maj 2026).
11
meczów
1,27
punktu na mecz
4
zwycięstwa · 2 remisy, 5 porażek
| Okres | Klub | Pkt/mecz | |||
|---|---|---|---|---|---|
| od sierpnia 2025La Liga | La Liga | 11 | 4-2-5 | 1,27 | |
| 2022–2025 | 5 | 2-1-2 | 1,40 | ||
| 2021–2022 | 2 | 1-0-1 | 1,50 | ||
| 2020–2021 | Mirandes | 1 | 0-0-1 | 0,00 | |
| 2018–2019 | 4 | 2-1-1 | 1,75 | ||
| 2017–2018 | Sporting Gijón II |





