Throwback Thursday: Adriano, czyli nierówna walka talentu z alkoholem i prostytutkami


21 kwietnia 2016 Throwback Thursday: Adriano, czyli nierówna walka talentu z alkoholem i prostytutkami
Api.ning.com

Futbol nie od dziś pełen jest pułapek. Sława, możliwości i jeszcze raz pieniądze – to wszystko może przewrócić w głowie, jeśli nie potrafi się wykorzystywać tego tylko do jeszcze większej sławy, możliwości i pieniędzy. Pamiętacie Adriano? Miał wszystko, co było potrzebne przyszłemu gigantowi piłki nożnej. Brazylijczyk miał być nowym Ronaldo. Miał być. Opowieść o nie pierwszym i zapewne nie ostatnim, który karierę zmarnował w nocnym klubie z paniami do towarzystwa i drinkami wartymi nasze miesięczne pensje. 


Udostępnij na Udostępnij na

fot. Internazionale.fr
fot. Internazionale.fr

Talent nie jest najważniejszy, to kwestia drugorzędna. Jeśli brak ci profesjonalizmu i nie poświęcasz się futbolowi wystarczająco, to nie masz szans na osiągnięcie sukcesu. Adriano nie przykładał się do treningów, brakowało mu dyscypliny. Jest klasycznym przykładem tego, jak można zniszczyć swój talent – tak zapamiętał swojego byłego klubowego kolegę Luis Figo.

To dość łagodne słowa, jednak trafiają w samo sedno problemu. Pochodzący z Kraju Kawy „Imperator”, jak zwykli nazywać go kibice za najlepszych lat, nie jest pierwszym graczem, którego olbrzymi talent nie poszedł w parze z zaangażowaniem. Brazylijczycy lubią się bawić, nie bez powodu przecież właśnie w Rio rokrocznie obchodzi się najsłynniejszy karnawał na świecie. Problem pojawia się wtedy, kiedy podczas zabawy strzela się do ludzi na ulicy.

Adriano – nowy Ronaldo

Adriano Leite Ribeiro dorastał i uczył się grać w piłkę w Vila Cruzeiro, jednej z najgorszych faweli Rio de Janeiro. Piłka nożna dla niego, podobnie jak dla setek, a nawet tysięcy mieszkających tam chłopaków, była jedyną drogą ucieczki. Do pierwszego składu Flamengo, swojego młodzieńczego klubu, przebił się już w wieku 17 lat. Skala jego talentu była wręcz zatrważająca. Nie zabawił w brazylijskiej Serie A długo – po jednym sezonie zamienił ją na jej włoski odpowiednik.

Był to czas, kiedy Inter pod rządami Massimo Morattiego mógł kupić każdego. Adriano był silny jak tur, szybki, świetny technicznie i przede wszystkim skuteczny – w 24 spotkaniach dla Flamengo strzelił dziesięć bramek – i to jego rodacy zaczęli porównywać go z sześć lat starszym Ronaldo. W styczniu 2002 roku został wypożyczony do Fiorentiny, w której barwach strzelił pięć bramek w ośmiu pierwszych spotkaniach.

Karta piłkarza należała nie tylko do Interu, ale również do Parmy (na zasadzie współwłasności), co poskutkowało półtoraroczną grą w tym drugim klubie, wówczas bogatym i wiele znaczącym na krajowej i międzynarodowej arenie. W ciągu trzech rund młokos strzelił aż 25 bramek, a po powrocie na San Siro na jesień sezonu 2003/2004 trafił jeszcze 12-krotnie. 37 goli w dwa lata i 22 wiosny na koncie. Wynik nie tak pokaźny jak u Ronaldo, ale robi wrażenie nawet dzisiaj.

https://twitter.com/SoccerSt_/status/711621493524930560

Dwa ciosy: śmierć ojca i przegrany mundial

Pierwszy poważny cios, który jeszcze młody piłkarz musiał przyjąć, to śmierć ojca w sierpniu 2004. Brazylijczyk stracił mentora, który wyprowadził go z faweli Rio i pomógł odizolować się od szemranego towarzystwa. Śmierć Almira nie mogła nie wpłynąć na napastnika, chociaż na boisku mogło to zostać niezauważone – właśnie wtedy zaczął się najlepszy okres w jego karierze.

W dwa lata w Interze strzelił 47 bramek, w reprezentacji dołożył jeszcze 22 (!). 69 trafień w dwa lata – takie średnie wyrabiają dzisiaj napastnicy uważani za jednych z najlepszych na świecie, a Adriano miał dopiero 24 lata, czyli tyle, ile dziś ma Neymar. Świat stał przed nim otworem, w tamtym momencie mógł odejść do każdego europejskiego klubu. Coś jednak pękło po mistrzostwach świata 2006.

https://www.youtube.com/watch?v=2Z0RDjLHJ_s

Reprezentacja Canarinhos była wielkim faworytem mundialu, jednak odpadła po bezbarwnej grze już w ćwierćfinale w Francją. W wielu kadrowiczach po tym turnieju coś pękło (najlepszym przykładem jest oczywiście Ronaldinho), nie inaczej było z Adriano. Kolejny sezon w Interze to zdecydowanie więcej problemów niż chwil, w których zasługiwał na przydomek „Imperator”.

Klub nocny ponad piłką

O ile po pierwszym ciosie Adriano jeszcze się podniósł, o tyle drugi go znokautował. Mediolan to miasto wielkich możliwości – tam właśnie Brazylijczyk zaczął robić to, co zniszczyło już wielu przed nim i po nim, a więc korzystać z życia w klubach nocnych. Nie stawiał się na treningach, tajemnicą poliszynela było, że jego nieodłącznym kompanem staje się alkohol.

Kolejne półtora roku w Interze to zaledwie siedem bramek. Adriano w grudniu 2007 roku dostał „nagrodę” dla najgorszego piłkarza Serie A, przyznawaną przez rozgłośnię Catersport za lata kalendarzowe. Ciekawe wyróżnienie dla kogoś, kto w lecie 2005 roku został wybrany na najlepszego piłkarza Pucharu Konfederacji, po wcześniejszym wywalczeniu tytułu króla strzelców.

Zimą 2007 roku odszedł na wypożyczenie do Sao Paulo. Od października leczył kontuzję, a do Brazylii pojechał na swoją wyraźną prośbę. W pół roku w czerwono-czarno-białych barwach strzelił aż 17 bramek. Ponownie uwierzyli kibice, ponownie uwierzył chyba sam piłkarz. – Byłoby błędem z naszej strony oddawać go (Adriano) do innej drużyny, gdzie mógłby wrócić do najwyższej formy – wierzył też Moratti. Sentymentalny człowiek.

W Interze był cieniem. Zespołem dowodził wówczas Mourinho, który nie tolerował niesubordynacji, a napastnik nie dość, że nie przychodził na treningi, to jeszcze nie ukrywał się podczas nocnych eskapad w stanie nieważkości. W kwietniu, po długiej nieobecności (podejrzewano nawet, że mógł zostać porwany), za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt z klubem, nie mógł jednak przejść do żadnego europejskiego klubu. Miał 27 lat – był w najlepszym wieku dla piłkarza.

Strzały w Rio i osiemnaście prostytutek

Od odejścia z Interu zaczęła się ostra jazda w dół – do góry skakała tylko strzałka na wadze. W szczytowym momencie ważył 106 kilogramów. Najpierw było Flamenco, gdzie nie poszło mu źle, w roku strzelił 23 gole, przez co na ideę jego powrotu do wielkiej formy nabrała się Roma. W stolicy Włoch rozegrał aż osiem spotkań, po czym w październiku 2011 roku oddano go do Corinthans. W zespole rozegrał cztery mecze i… na dwa lata rozstał się z futbolem. Ostatnim zrywem był rok 2014 i Atletico Paranaense, w którym to klubie udało mu się wytrzymać również cztery spotkania.

Adriano w barwach Atletico (fot. Conmebol.com)
Adriano w barwach Atletico (fot. Conmebol.com)

Jak wyglądało jego życie, odkąd odszedł z Interu? – On potrzebuje psychologa, a nie klubu – mówił jego były menedżer. Pod koniec grudnia 2011 roku, bawiąc się pistoletem jednego z ochroniarzy klubu, z którego wyszedł, postrzelił 20-letnią kobietę. Nie próbował walczyć ani z alkoholem, ani z nadwagą, która doprowadziła go do wyglądu zupełnie nieprzypominającego sylwetki sportowca. 106 kilogramów przy 190 cm wzrostu? Tyle ważą bokserzy wagi ciężkiej.

Mamy bardzo wyraźne dowody na to, że Adriano pozostaje w stałym kontakcie z dilerem Fabiano Atanasio da Silvą. W ostatnim czasie wręczył mu dużą kwotę pieniędzy – brazylijski wymiar sprawiedliwości podał w wątpliwość fakt, czy pieniądze Adriano pochodzą wyłącznie z klubowych kas. Można się tylko zastanawiać, skąd napastnik, który od pięciu lat nie grał poważnie w piłkę, ma tyle pieniędzy, aby bawić się z osiemnastoma prostytutkami naraz. Tak właśnie wyglądała jedna z imprez Brazylijczyka w 2015 roku. Rachunek: 30 tysięcy euro.

Ten zawodnik to jeden z najbardziej zmarnowanych talentów XXI wieku. Jego atomowa lewa noga, której bali się wszyscy bramkarze we Włoszech, mogła zaprowadzić go na wyżyny futbolu. Doszedł jednak na skraj przepaści. Adriano oraz ludzie z jego najbliższego otoczenia nieraz przyznawali, że piłkarz myślał o samobójstwie. W styczniu tego roku dołączył do Miami United. Miejmy nadzieję, że psycholodzy na Florydzie wyciągną do niego pomocną dłoń. Zmarnować karierę to jeszcze nie to samo, co zmarnować życie.

W ostatnim odcinku Throwback Thursday wspominałem dwa lata zabawy szejka w petrofutbol w Maladze.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski