Starcie dwóch niekwestionowanych kandydatów do awansu miało być dla Termaliki szansą na zjazd na autostradę w stronę ekstraklasy, a dla ŁKS-u powrotem na właściwą drogę. W starciu lidera z wiceliderem Fortuna 1. Ligi lepsza okazała się jednak Bruk-Bet Termalica Nieciecza, która pokonała u siebie ŁKS 2:0.
Dla łodzian, którzy nie wygrali żadnego z ostatnich czterech spotkań, spotkanie z Termalicą miało być jednym z kluczowych w kontekście zapewnienia sobie komfortu po rundzie jesiennej w walce o awans do PKO Ekstraklasy. Termalica, wygrywając, mogła zwiększyć swoją przewagę nad trzecim miejscem aż do 10 punktów.
Hit w cieniu kryzysu
Dwa najlepiej punktujące kluby 1. ligi. Najskuteczniejsza ofensywa przeciwko najszczelniejszej defensywie. Dwóch głównych kandydatów do awansu. Na każdym szczeblu spotkanie w Niecieczy należało traktować jako creme de la creme 16. kolejki Fortuna 1. Ligi. W końcu tak silnych drużyn zaplecze ekstraklasy nie widziało już dłuższy czas.
Dla Łódzkiego Klubu Sportowego mecz ten jednak stał pod hasłem „przełamanie”. Piłkarze Wojciecha Stawowego (choć dziś prowadzeni przez Marcina Pogorzałę ze względu na czerwoną kartkę, którą obejrzał trener Stawowy w meczu z Miedzią Legnica) w ostatnich czterech meczach zdobyli zaledwie jeden punkt i dali sobie w tym czasie strzelić 11 goli. Łodzian dopadł jak dotąd największy pierwszoligowy kryzys, który nieszczęśliwie zbiegł się z licznymi problemami kadrowymi. Łódzki Klub Sportowy czekało zatem podwójnie trudne zadanie.
Dlatego też zdecydowanym faworytem spotkania była Bruk-Bet Termalica Nieciecza, która co prawda zaliczyła ostatnio dwa remisy z rzędu, ale dalej miała bezpieczną przewagę nad strefą barażową do awansu do PKO Ekstraklasy. Piłkarze Mariusza Lewandowskiego byli od dziewięciu spotkań w lidze niepokonani i przede wszystkim psychicznie zbudowani dyspozycją, która każe myśleć, że w przyszłym sezonie Termalica będzie grać klasę rozgrywkową wyżej.
Przetrzepana kadra
Oprócz problemów sportowych ŁKS-owi przeciwko Termalice przyszło się zmagać także z problemami zdrowotnymi. Na niespełna 24 godziny przed meczem pojawiła się informacja, że sześciu piłkarzy z Łodzi jest zakażonych koronawirusem i nie będzie miało możliwości zagrać przeciwko liderowi. Wojciech Stawowy musiał zatem złożyć jedenastkę meczową z niezwykle przetrzepanej kadry.
I dlatego ełkaesiacy do Niecieczy pojechali z zaledwie dwoma środkowymi obrońcami (w tym z Rozwandowiczem, który od początku sezonu gra na pozycji numer sześć) i bez żadnego podstawowego napastnika (w kadrze znalazł się grający jak dotąd w rezerwach Dariusz Gmosiński). Najbardziej poszkodowana została formacja ofensywna, na której trener Stawowy musiał desygnować do gry dwóch nominalnych bocznych obrońców oraz środkowego pomocnika. Koronawirus poważnie utrudnił zadanie ŁKS-owi.










