Śląsk Wrocław w historii polskiej piłki zapisał się złotymi zgłoskami. To klub, którego występami w Europie żyła cała Polska. W swoich dziejach miał wielu wspaniałych piłkarzy. Do tych największych niewątpliwie należy Tadeusz Pawłowski. Człowiek, który pomimo wielu zawirowań w życiu zawsze pozostaje uśmiechnięty. Dla Śląska zdobywał najważniejsze bramki w życiu. Śląskowi dawał najcenniejsze piłkarskie trofea. Nie był gwiazdorem z zewnątrz, którego ściągano za duże pieniądze. Był chłopakiem wychowanym obok stadionu. Dzieckiem, które zawsze marzyło, by zagrać w swoim ukochanym klubie. Piłkarzem romantycznym, sprawami Śląska żył i oddychał cały czas. Nagle oświadczył, że odchodzi z klubu z przyczyn osobistych.
Europejski koncert
1 października 1975 roku na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu Śląsk w obecności 15 tysięcy kibiców toczył morderczy bój z GAIS Göteborg. Na pięć minut przed końcem wrocławianie prowadzili 3:2, ale ten wynik nie dawał im awansu. W pierwszym meczu w Szwecji polegli 1:2. Zegar wskazywał 85. minutę spotkania. Ogromne zamieszanie w polu karnym i cud, po którym piłka toczy się do szwedzkiej bramki. Bezradny Uppling odprowadza futbolówkę wzrokiem do siatki. Stadion eksplodował radością. Pierwszy ręce w górę uniósł Tadeusz Pawłowski, a zaraz za nim cały Wrocław. To on pogrążył szwedzką ekipę.
Sprawił też, że mecz życia, który tego dnia rozegrał Janusz Sybis, nie poszedł na marne. Śląsk awansował do II rundy Pucharu UEFA, w której mierzyć się musiał z belgijskim Royal Antwerp. Ten dwumecz to koncert gry Pawłowskiego. Jego dwie bramki odprawiły Belgów z kwitkiem. Na Śląsk czekał wielki Liverpool, a Tadeusz sprawił, że cały Wrocław nosił głowę bardzo wysoko.
Bramka życia
26 listopada 1975 roku płyta Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu była zmarznięta. Siarczysty mróz bardzo utrudniał oddychanie. W takich warunkach na boisko wybiegły drużyny Śląska i Liverpoolu. Wówczas „The Reds” byli ośmiokrotnym mistrzem Anglii i triumfatorem europejskich rozgrywek sprzed dwóch lat. W ich składzie byli praktycznie sami reprezentanci kraju. Mecz zakończył się nieznaczną porażką wrocławian 1:2, a honorowe trafienie dla Śląska zdobył Pawłowski. 50 tysięcy widzów było świadkiem cudownego gola, a słowa uznania dla 21-letniego wówczas Tadka poszły w świat na dobre.
– Strzeliłem przepiękną bramkę na 1:2. W końcowej fazie meczu zamknęliśmy Liverpool w ich własnym polu karnym. Byliśmy w stanie ugrać coś więcej, remis był w naszym zasięgu – wspominał po latach dla oficjalnego portalu klubu Tadeusz Pawłowski.













