Michał Karbownik latem zamienił Brighton na berlińskiego spadkowicza z Bundesligi – Herthę BSC. Z drzwiami wszedł do wyjściowego składu, lecz bezbarwnymi występami równie szybko z niego wypadł. Długo budował zaufanie węgierskiego szkoleniowca, by ten po ponad dwóch miesiącach dał mu szansę. Czy ją wykorzystał? Teraz przed nim walka o Puchar Niemiec i szybki powrót zasłużonej marki na salony.
Kiedy Michał Karbownik zdecydował się na grę dla Herthy, został najdrożej pozyskanym zawodnikiem letniego okienka berlińskiej „Starej Damy”, która dopiero co spadła z Bundesligi. Według źródeł dokonał wyboru, odrzucając oferty HSV i Schalke, co o tyle zastanawiające, że sytuacja w tych klubach była o wiele bardziej stabilna niż w stolicy Niemiec. Hertha bowiem była w budowie i wciąż na pewnym jej etapie się znajduje. Jednym z elementów układanki trenera Pala Dardaia miał być właśnie 22-letni Polak.
Lewa, prawa obrona, a ostatecznie ławka
Karbownik wejście do drużyny Pala Dardaia miał imponujące. Dobra gra w debiucie z SpVgg Greuther Fuerth (5:0) pomogła stołecznym w wygraniu pierwszego meczu w sezonie. Postawa Polaka pozwalała myśleć, że pomoże on podopiecznym węgierskiego szkoleniowca wyjść z kryzysu, ponieważ po pierwszych trzech kolejkach sezonu 2. Bundesligi „Stara Dama” z zerowym dorobkiem strzeleckim zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Po pierwszym występie w niebiesko-białej koszulce doczekał się od magazynu „Bild” porównania do Philippa Lahma!
Na jego nieszczęście, w kolejnych meczach Polak zdecydowanie spuścił z tonu. Spowodowane to być mogło również taktyką i sytuacją kadrową Herthy. Kontuzje kluczowych graczy z wyjściowej jedenastki zmusiły Karbownika do gry na prawej obronie. Od meczu z Eintrachtem Brunszwik (3:0) to właśnie na tej pozycji mogliśmy oglądać byłego zawodnika warszawskiej Legii. Problem w tym, że taka sytuacja zupełnie eliminuje główny atut młodego reprezentanta Polski, czyli zejście z piłką do środka boiska. Niefrasobliwość w szeregach defensywnych, co u Karbownika nie jest żadnym novum, szła niestety w parze z niemocą w ataku. Od wyjazdowego meczu w Rostocku Polaka w wyjściowej jedenastce zastąpił Deyo Zeefuik.
Hertha na tle minionej rundy wyglądała do bólu przewidywalnie i statycznie, szczególnie w środkowej tercji boiska. Podczas listopadowej przerwy reprezentacyjnej Pal Dardai próbował rozwiązać ten problem, wystawiając Polaka na pozycji numer 6, lecz ten spisał się słabo, nawet mając naprzeciwko siebie rywala z ligi amatorskiej. Na następną szansę czterokrotny reprezentant Polski musiał czekać aż do początku grudnia.
Michał Karbownik powalczy o awans?
Karbownik walczył o zaufanie trenera ponad dwa miesiące. Jego powrotu do składu domagali się nawet kibice berlińskiej „Starej Damy”, którzy podzielali zdanie, że Polak nie spisał się na tyle źle, że należy go całkowicie skreślić. Wejściem na boisko w drugiej połowie ligowego meczu z Elversbergiem (5:1) nawiązał do swojej dobrej dyspozycji z debiutu, już kilka minut po wznowieniu gry asystował bowiem przy trafieniu Floriana Niederlechnera. Dobry impuls nie uszedł uwadze Pala Dardaia, do końca rundy jesiennej Polak wychodził w wyjściowej jedenastce.









