Szachtar Donieck gra na razie u siebie jak z nut. Nie dość, że świetnie wyglądał przy liderze Premier League, to wciąż kontynuuje serię bez porażki. Bramki strzelali Teixeira i Fernandinho, a dla Chelsea Oscar.

Do tego meczu gospodarze podeszli, mając wygranych u siebie 14 spotkań z rzędu. To naprawdę robi wrażenie. I już od początku Szachtar pokazał, że łatwo nie da tej statystyki zepsuć, strzelając gola w 3. minucie. Wszystko zaczęło się od wyrzutu z autu Rata. Dalej futbolówka szczęśliwie trafiła do Aleksa Teixeiry. To była tylko formalność. Mocnym uderzeniem po ziemi nie dał dużych szans golkiperowi Chelsea. Szachtar po zdobyciu bramki przyjął sobie za cel uspokojenie gry i utrzymywanie się przy piłce. A przede wszystkim niepozwolenie londyńskiej drużynie na wejście w obręb „szesnastki”.
W 16. minucie fani Chelsea wstrzymali oddech. Lampard wymagał pomocy medycznej i jak się później okazało, opuszczenia placu gry. Wszedł za niego Eden Hazard. Mecz zdecydowanie nie układał się tak, jakby Chelsea tego chciała. Wprawdzie ataki były z obu stron, ale można było odnieść wrażenie, że tylko te Szachtara stwarzały realne zagrożenie.

Atak z 37. minuty był szczególnie groźny. Na szczęście dla fanów „The Blues” Petr Cech wyciągnął groźne uderzenie Rakiticia. Ogólnie padało sporo strzałów na bramkę. Statystyka jest bezlitosna. Cech interweniował w pierwszej połowie aż osiem razy. Przy czterech interwencjach Pjatowa to nie jest powód do dumy dla fanów Chelsea. I chociaż w pierwszych 20 minutach posiadanie piłki było na korzyść londyńczyków, to jednak po pierwszej połowie statystyka ta była na korzyść Szachtara (54% – 46%).
Chelsea na początku drugiej połowy była całkowicie inną drużyną. Taką, jaką chcieliby zobaczyć wszyscy fani tej ekipy od początku. Niestety. Życie nie jest takie łatwe. „The Blues” się odsłonili i efektem tego był drugi gol dla Szachtara. Tym razem strzelał Fernandinho, również po ziemi. Dostał piękną piłkę od Luisa Adriano i wykorzystał to wspaniałym uderzeniem po dłuższym słupku. Chelsea oczywiście od razu rzuciła się do walki. I była szansa, że coś konkretnego z tego wyniknie. Niestety kolejne strzały były albo blokowane, albo świetnie bronione. Warto wyróżnić akcję z 57. minuty, kiedy blisko zdobycia gola był Ramires. I tu dobrą interwencją popisał się Pjatow.











