Arsenal Londyn pokonał w Dortmundzie Borussię 1:0. Jedynego gola strzelił Aaron Ramsey.
Już w 4. minucie Borussia wdarła się w pole karne Arsenalu. Przez defensywę przebił się Reus, dograł do Lewandowskiego, ale obrońca gości w ostatniej chwili wybił mu piłkę spod nóg. W pierwszym kwadransie więcej sytuacji nie odnotowaliśmy, lecz tempo gry nie rozczarowało, a niektóre szybkie wymiany futbolówki naprawdę imponowały. W 16. minucie z rzutu wolnego dośrodkował Reus, a po zamieszaniu w polu karnym tuż obok słupka uderzył Subotić. Stopniowo przewagę zdobywali gospodarze, którzy napędzani nieustannym dopingiem, coraz dłużej utrzymywali się z piłką na połowie rywala. Nie można jednak powiedzieć, że stłamsili Arsenal, bo Szczęsny okazji do wykazania się nie miał żadnych.

W 37. minucie upadający Lewandowski odegrał do Błaszczykowskiego, ten podał jeszcze do Mchitarjana, który wbiegł w pole karne, ale uderzył minimalnie obok bramki. Była to jedna z niewielu okazji bramkowych w pierwszej połowie. Oba zespoły bardzo mocno napierały na siebie w środkowej strefie boiska, przez co naprawdę trudno było o dokładne rozegranie piłki. Jeśli w drugiej połowie ktoś opadłby z sił, mogłoby zrobić się ciekawie.
Po przerwie w końcu zaczęło się dziać. Borussia narzuciła szaleńcze tempo, z którym problemy miał Arsenal. Dwukrotnie kolegów ratował Szczęsny, najpierw broniąc uderzenie Reusa głową po dośrodkowaniu Bendera, a chwilę później strzał Błaszczykowskiego po kontrataku BVB. Piłkę do siatki dobił jeszcze Reus, jednak znajdował się na spalonym. Londyńczycy stopniowo uspokajali grę, ale w 60. minucie po raz kolejny futbolówka wylądowała w bramce Arsenalu. Tym razem podający Sahin był na spalonym i sędzia znowu gola nie uznał.

Bramkę zdobyli za to goście. Özil dośrodkował z prawej strony, Giroud wygrał pojedynek z Grosskreutzem i zgrał do Ramseya, a ten z najmniejszej odległości strzałem głową pokonał Weidenfellera. Był to pierwszy strzał Arsenalu w tym meczu! „Kanonierzy” nie zamierzali jednak zadowalać się prowadzeniem, a Borussia ruszyła do odrabiania strat, co spowodowało, że przez kilka kolejnych minut oglądaliśmy grę od jednej do drugiej bramki. Najpierw podania Lewandowskiego wzdłuż pola bramkowego nie przeciął ani Błaszczykowski, ani Reus. Chwilę później najpierw strzał Ramseya wybronił Weidenfeller, a w kolejnej akcji z dośrodkowaniem niewiele minął się kompletnie niekryty Mertesacker. Natychmiastowa odpowiedź Borussii zakończyła się strzałem Schmelzera w boczną siatkę.










