Przed starciem Polaków z Belgami mało kto dawał szanse „Biało-czerwonym”. W końcu kraj z Beneluksu uchodzi za wzór szkolenia młodych piłkarzy i wprowadzania ich do dorosłego futbolu. Kiedy stało się jasne, że rywalami Polski w fazie grupowej młodzieżowego Euro będą młodzi Belgowie, Hiszpanie oraz będący gospodarzami Włosi, wydawało się, że nasza kadra będzie miała problemy z wywalczeniem choćby punktu w meczach z renomowanymi przeciwnikami. Jednak już w pierwszym spotkaniu zespół Czesława Michniewicza sprawił dużą niespodziankę i pokonał faworyzowanych Belgów 3:2.
Jedenastka, którą desygnował do gry Michniewicz, nie zaskoczyła. Na kilka godzin przed meczem okazało się, że do gry zdolny nie będzie Robert Gumny. Obrońca Lecha Poznań, który w reprezentacji miał pewny plac, doznał zatrucia pokarmowego. Jego miejsce zajął Karol Fila z Lechii Gdańsk. Ponadto zagadką była dyspozycja Dawida Kownackiego, który przed rozpoczęciem mistrzostw zmagał się z kontuzją. Ostatecznie kapitan naszego zespołu wybiegł w pierwszym składzie.
Kiepski początek
Zgodnie z przewidywaniami to Belgowie odważniej zaczęli mecz. Dłużej utrzymywali się przy piłce oraz spychali Polaków na ich połowę. W 14. minucie w słupek trafił Orel Mangala. Dwie minuty później „De Rode Duivels” wyszli na prowadzenie. Isaac Mbenza znalazł sobie odrobinę swobody na skrzydle i posłał piłkę po ziemi w pole karne, a Aaron Iseka Leya wykorzystał ospałość naszych obrońców i skierował piłkę obok bezradnego Kamila Grabary. Było 0:1 i nic nie wskazywało, by piłkarze trenera Michniewicza mieli jakiekolwiek argumenty w starciu z belgijskimi rówieśnikami.
W następnych minutach byliśmy świadkami kilku niewymuszonych strat w wykonaniu Polaków oraz dobrej indywidualnej akcji autorstwa Siebe Schrijversa, która omal nie skończyła się drugą bramką dla rywali. Przełomowa dla „Biało-czerwonych” okazała się 26. minuta spotkania. Belgowie zlekceważyli zagrożenie i pozostawili mnóstwo miejsca Szymonowi Żurkowskiemu, który strzałem po ziemi pokonał Jackersa. Po zdobytym golu gra Polaków uległa lekkiemu ożywieniu, aczkolwiek to przeciwnicy sprawiali wrażenie drużyny lepszej piłkarsko. Pod koniec pierwszej połowy nieźle z rzutu wolnego uderzył Sebastian Szymański. Kiedy podopieczni Michniewicza schodzili do szatni na przerwę, było jasne, że szkoleniowiec musi wcielić w życie warianty, które odmienią grę zespołu.









