Pogoń Szczecin przystępuje do rewanżowego starcia z Linfield FC. Wynik przywieziony z Belfastu pozwala „Dumie Pomorza” na spokojną przeprawę do III rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy. Wpisuje się to w styl, jaki wdrożył Jens Gustafsson. Taka gra może cieszyć oko kibica, jeśli widzi się, ile Pogoń strzela goli. Niestety za imponującym atakiem nie idzie szczelna obrona, zwłaszcza na pozycji bramkarza.
Minął przeszło rok, odkąd Szwed został trenerem „Portowców”. Od razu było wiadomo, że pod jego batutą Pogoń będzie grała futbol oparty na mocnym pressingu, a także bardziej atrakcyjny dla oka. Początek tego sezonu w wykonaniu szczecinian naprawdę może rozbudzać aspiracje. Pogoń gra ciekawą, ofensywną piłkę, co w czasach poprzedniego trenera nie zawsze było tak oczywiste.
Domowy mecz z wicemistrzem Irlandii Północnej będzie kolejną okazją do strzelenia kilku bramek ku uciesze zgromadzonych na Stadionie im. Floriana Krygiera kibiców. Powstaje przy tym pytanie, ile tych goli Pogoń sama straci. Nie od dziś wiadomo, że pod wodzą Jensa Gustafssona formacja obronna nie stanowi atutu, o czym mogli przekonać się kibice niejeden raz, choćby w meczu z Irlandczykami, którzy mimo olbrzymiej przepaści jakościowej zdołali wbić aż dwa gole.
Pogoń Szczecin postawiła na atak
Jak dotąd Pogoń Szczecin rozegrała trzy mecze o punkty. Wszystkie zakończyły się zwycięstwem „Dumy Pomorza”. Mecze z Widzewem, a przede wszystkim z Linfield pokazały, jakie bogactwo w ataku posiada szwedzki szkoleniowiec. Grosicki, Zahović, Koulouris, Biczachczjan, Wędrychowski, Łęgowski, Fornalczyk, Gorgon. Wiele ekstraklasowych drużyn może tylko pomarzyć o tak jakościowych piłkarzach z przodu. Wystarczy wspomnieć tylko o Kamilu Grosickim, wybranym na najlepszego piłkarza zeszłego sezonu. Mimo upływających lat nowo wybrany kapitan Pogoni stanowi centralną postać drużyny.
Genialnym ruchem wydaje się także cofnięcie Słoweńca na pozycję „dziesiątki”. Większość kibiców widziała, że Luka na „dziewiątce” się zwyczajnie męczył. Za to będąc ustawionym za Grekiem, może w pełni pokazać swoje umiejętności techniczne, co widzieliśmy choćby przy drugiej bramce w niedzielnym meczu z łodzianami. Gdy ma się natomiast takiego napastnika jak Koulouris, siła rażenia stała się jeszcze większa. Dlatego spodziewamy się, że w czwartkowym spotkaniu znów zobaczymy co najmniej trzy gole po stronie szczecinian.











