W cieniu meczu United swój pojedynek z Borussią Moenchengladbach toczyło City. Obydwa zespoły grały o sporą stawkę: Manchester o awans z pierwszego miejsca i szansę na uniknięcie piłkarskich potentatów, a popularne „Źrebaki” o wejście do Ligi Europy. Obie drużyny stworzyły nie lada widowisko.
W zgoła odmiennych nastrojach przystępowali do tego meczu piłkarze City i Moenchengladbach. „Obywatele” w sobotę ponieśli haniebną porażkę z Stoke City, z kolei goście zdeklasowali nie byle kogo, bo Bayern Monachium, pokonując Bawarczyków 3:1. Andre Schubert już jest otoczony niemal boską czcią i trudno się dziwić, bo to, jak zmienił w ostatnich tygodniach niemiecki zespół, jest doprawdy imponujące.
Ci, którzy przybyli na Etihad Stadium i ci, którzy wygodne zasiedli przed ekranami telewizorów, wybierając mecz rozgrywany po błękitnej stronie Manchesteru, natychmiast zostali wrzuceni na prawdziwy rollercoaster. Akcja za akcją, wspaniałe tempo, jak mawia pewien, skądinąd dość dobrze znany komentator: cud, miód, ultramaryna. To, co działo się na murawie, było prawdziwą kwintesencją Ligi Mistrzów.
Sklecona naprędce defensywa City kompletnie nie radziła sobie z szybkimi atakami gości. Clichy, który z konieczności znalazł się na prawej stronie defensywy, przypominał dziecko we mgle i raz po raz dał się ogrywać grającemu niezwykle ofensywnie Wendtowi. W drużynie Moenchengladbach trudno znaleźć słaby punkt. Każdy z piłkarzy doskonale wiedział, co i kiedy ma zrobić, aby zespół otrzymał z tego faktu wymierną korzyść. Elastyczność formacji, która raz po raz przechodziła z klasycznego 4–4–2 w „fergusonowski” diament, a nawet 4–3–3 – to siało postrach w szeregach City. Wymienność pozycji, luz, fantazja – te słowa najlepiej obrazują to, w jaki sposób dysponowana była Borussia we wtorkowy wieczór.
Futbol jest jednak zdradziecką bestią i to, co było siłą gości, nagle, w ciągu zaledwie kilku sekund stało się atutem City. Wspaniała kombinacja na lewej stronie boiska, szczypta geniuszu Raheema Sterlinga zmieszana z wirtuozerią Silvy dała prowadzenie gospodarzom. Rzućcie okiem, bo naprawdę jest na co popatrzeć.
https://www.youtube.com/watch?v=hUbZoFz8Ow8
Jednak to, jak dobrze wyglądała Borussia, nie mogło umknąć futbolowej sprawiedliwości. Wendt do Raffaela, ten do Stindla, Niemiec jak w masło wbija się w defensywę „The Citizens” (naprawdę, bierność obrońców woła o pomstę do nieba) i doskonale dogrywa do Korba, który zdobył jedną z łatwiejszych bramek w swojej poważnej karierze. Gol – marzenie. Takie akcje ćwiczy się na treningach i Schubert musiał z dumą patrzeć na swoich piłkarzy.










